rozciągam rzekę przed oczami,

 

srebrne jelito ziemi

wyszarpnięte z brzucha bagna,

 

patrzę na ruch szklanej wody,

na rozchylone przez jej język łąki,

wilgotne trawy

i to mnie zastanawia:

tak łatwo odchodzić jej w morze

choć chwilę temu to wszystko

głaskała bez wahania

 

rozciągam ją patrząc po horyzont,

a tam wiosna rozcięta na pół,

na ćwiartki łęgów,

na pojedyncze dęby,

na wyrwane z korzeniami wierzby,

wiosna rozłupana przez rzekę na szczapy

i czekać tylko…

i czeka tylko, że to wszystko stanie się

zarzewiem upalnego lata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *