moja ziemia żółta, 

zimna, 

nie orana,

 

upijana deszczem, 

miękka od topniejącego śniegu,

 

nosi na sobie asfaltową noc,

a w niej wykopane czarne dziury

 

pęknięcia w kamieniach

jak spieczony chleb ze żwiru

i głód zaspokojony przez perz, mech i olszynę

 

a teraz widzę jak drzewa przesadzasz

jak nosisz w rękach ich korzenie,

jak układasz w trawie dzieci wieczne

zawinięte w próchniejącą korę

 

moja ziemia nie rodzi jabłoni

twoja ma to w planach,

moja ma skosy i spadki

twoja ma dom o drewnianych ścianach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *