„Indywidualna treść modelu”

Jej obrazy widziałem na jakiejś wystawie będąc przypadkiem u przyjaciół w Warszawie. Była to wystawa mieszana, więc na ścianach galerii wisiało tylko kilka dzieł artystki, o której będzie mowa. Stałem przed nimi z brodą podpartą dłonią, podchodziłem bliżej, oddalałem się z zamkniętym jednym okiem, prawie jak jakiś znawca sztuki. Brakowało mi tylko fajki, którą mógłbym wyciągać z ust i trzymając w dłoni mówić głośno: Tak, tak to naprawdę wybitna malarka. To widać… to widać w każdym śladzie pozostawionym przez pędzel.

Przyglądałem się obrazom bardzo długo. Po wyjściu nie mogłem przestać o nich myśleć. Były niesamowite i jakoś dziwnie mi bliskie. Może przez to, że przepełnione paletą ciepłych kolorów były nadal smutne.

Artystka mojej ulubionej epoki w Polsce. Czasy zwrócone w kierunku filozofii pozytywistycznej, pełne wspaniałych artystów. Jej życie nie było usłane różami. Świetnie wykształcona, pobierała nauki nie tylko w najlepszych uczelniach w Polsce, ale również zagranicą. Cieszyła się swoją miłością bardzo krótko. Po śmierci ukochanego zawsze chodziła w starych ubraniach. Jej zdjęcia i autoportrety są identyczne: lekko wysunięta do przodu szczęka, półuśmiech, małe, ciemne, nieśmiałe oczy. Była perfekcjonistką, malowała długo i wytrwale po to, aby uzyskać zamierzony efekt. Wg mnie była bliska impresjonistom, choć sama twierdziła, że nie ma z nimi nic wspólnego. Była poświęcona pracy. I tu podkreślam: według mnie prawdziwi artyści muszą się topić w swojej twórczości, która ich tworzy i niszczy jednocześnie. Każdy kto robi inaczej może zostać jedynie rzemieślnikiem… Ale to może na inną dyskusję.

Wybrałem obraz, którego nie ma w Polsce. Jest w Lwowskiej Galerii Sztuki. Przedstawia kobietę i fragment pokoju. Kobieta ubrana jest na czarno, za nią wiszą obrazy, a cała przestrzeń zamyka się bardzo dużym rozmyciu. Nastrój jest raczej przygnębiający. Postać jest dziwnie wykadrowana, z lewej strony pokój, a mocno z prawej – ona, namalowana prawie od pasa. Czerń wychodzi z przedmiotów nadając im nieostre kształty. Metaliczny błysk obudowy zegara namalowany jest trzema ruchami pędzla. Biel wyraźnie koresponduje z szarością co sprawia, że zegar jest chyba najwyraźniejszym elementem obrazu. Powiesz, że w tym opisie i pewnie w tym obrazie nie ma nic porywającego. Jest coś, co mnie w nim zachwyca. To oczy kobiety. Zapatrzone w punkt, aż się ma wrażenie, że zaraz opadną powieki i kobieta powie, że nie da rady dalej się tak patrzeć. W ich szarości gnieździ się smutek. Jakiś strach błyszczący białym punktem źrenicy. Patrzy w głąb pokoju, zamyślona. Może kogoś opłakiwała, może ktoś od niej odszedł, może wie o czymś co jest nieuniknione i wróżba końca jest tak przygnębiająca, tak straszna, że jej oczy za chwilę pękną od nadmiaru szarości. Dziwne, nieokreślone spojrzenie. I mam nieodparte wrażenie, że jeżeli udało się jakiemuś malarzowi uchwycić istnienie duszy ludzkiej, to na tym obrazie ją widać. Dlatego jest dla mnie taki wyjątkowy.

Jest jeszcze coś.

Czasami miewam złudzenie tego, że oglądając coś czuję zapachy. Tu jest podobnie. Wyczuwam zapach drewnianej podłogi, która skrzypi pod ciężarem siedzącej kobiety. Duszne, gęste  powietrze w pokoju poutykane jest drobinami kurzu. Te poruszające się po własnych orbitach, chaotycznie wpadając w niewidoczny promień słońca. Jakby się w nim spalały, a po nich został świdrujący zapach starości.  Ubranie pachnące ludzkim ciałem, cała szafa ubrań… Z ulicy wpada smród wycieńczonych koni, których metalowe uzdy ociekają śliną zwierząt..

Podobno kiedyś powiedziała, że ze smutku może wyrosnąć tylko smutek.

I to dało mi też do myślenia, bo z tego co mamy w sercu malujemy nasze życie…

2 Comments „Indywidualna treść modelu”

  1. Luśka

    Olga Boznańska – mistrzyni portretu.
    „Boznańska umie przedziwnie wydobywać i uwydatniać w oczach, w ustach i całym wyrazie twarzy indywidualną treść modelu, tak, że z obrazów jej osądzić można niemal psychiczne właściwości portretowanej osoby […], niebezpieczną jest rzeczą dać się Boznańskiej portretować, jeśli chce się ukryć swoją treść wewnętrzną” – „Gazeta Lwowska” 1910, nr 145.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *