słodko gorzko

Pojmowanie pewnych dziwnych sytuacji stwarzało mi ostatnio duży emocjonalny problem. Zawsze chciałem jakoś tak prosto sobie to wytłumaczyć, a wychodziło skomplikowanie. Nijak nie mogłem zachować odpowiedniej proporcji między tym co czuję, a tym co chcę powiedzieć. Uruchomiona prawa  półkula i cały układ limbiczny, wszystko odpowiedzialne za emocje i w końcu wypada mi z ust wiązka wulgaryzmów. Faktycznie w ten sposób udało mi się pogodzić pokłady uczuć z prostotą wypowiedzi. Ktoś może powiedzieć, że prostak ze mnie, ale mi jakoś lżej. Ostatnio spodobała mi się reakcja mojej przyjaciółki, która pewnego wieczoru zaszalała trochę za dużo. Więc budzi się z potężnym kacem w swoim łóżku, rozgląda, zamyka, otwiera oczy. Obok niej leży gruby, łysiejący, rozebrany do naga facet. Zdołała tylko wybełkotać zadziwiona tym, co znalazła pod kołdrą: Ki chuj? Z czasem jegomość wątpliwej urody i intelektu stał się jej partnerem, a potem mężem, z którym rozwiodła się w kilka minut, gdy wreszcie wytrzeźwiała. To proste określenie emocji spodobało mi się tak dalece, że aż ciśnie mi się na usta: ki chuj – więc używam.

I tak pewnego dnia to ja wędruję ulicami w poszukiwaniu jakiegoś przybytku z piwem. Ciągłość kaca, który urodził się we mnie tego ranka była wyjątkowo okrutna. I jeszcze ci ludzie wokół mnie.  Stado niepatrzących sobie w oczy ciał. Zawsze przerażało mnie to, że można być tak nieobecnym w czasie ruchu.  

Wybieram pierwszy lepszy bar. Stoliki z łuszczącym się lakierem wyglądają jakby ktoś je przyciągnął tu ze śmietnika. Kryształowe popielniczki ociężale błyszczą wypełnione niedopałkami. W środku siedzący robotnicy. Jeden patrzy na mnie z przymrużonym okiem. Widzę, że łapie ostrość, próbuje coś z siebie wyrzucić, usta układają się do słów, ale nic z tego nie wychodzi. Po chwili:

– Życie… widzisz, to jest życie.

W tym miejscu, w którym wszyscy są na dnie, nie ma możliwości dalszej rozmowy na taki temat. O pragnieniu zaspokojenia kaca, czy nałogu jak najbardziej, ale nie o życiu.

Do gościa za ladą wymamrotałem, że chcę duże piwo, które szybko znalazło się naprzeciwko mnie. Łyk. Potem drugi.

Usiadłem na zewnątrz obok dwojga starszych ludzi. On pali papierosa z lekką manierą. Ręka odchylona do boku, zupełnie jakby mu nie zależało na tym fajku. Pani ubrana w kwiecistą sukienkę patrzy mu w oczy i raz za razem wybucha śmiechem. Charczącym, jakby coś jej zalegało w gardle. Kawałki ropy ze starych płuc, nasycone nikotyną, niewyplute na czas. Przełknięte rano właśnie wróciły ze śmiechem do ust. Miałem wrażenie, że sam powinien jakoś odchrząknąć, sam to wypluć za tę starszą panią, żeby się nie udusiła, żeby nie umarła na niedotlenienie, na samoistne uduszenie się flegmą. Uśmiecha się,  świszcze przytkaną tchawicą. On ciągle ma odchyloną rękę, którą nadmiernie gestykuluje. Nie chcę podsłuchiwać, ale nie dałem rady.

Podstarzały gość, który wyglądem przypominał wyłysiałego Rynkowskiego, namawiał tą oddychającą ropą babcię na łóżko. Fakt, robił to bardzo delikatnie, wręcz szarmancko, ale z tym papierosem w dłoni nie chciało mi się wierzyć, że cokolwiek uda mu się zrobić. W sumie może nie oto chodziło podczas tej rozmowy. Może chodziło o to, żeby z nią o takich sprawach pogadać póki zostało w nich jeszcze trochę życia. Jednak sytuacja się zmienia kiedy kobieta zaczyna odpowiadać. Mówi o miłości, o tym, że kochała go wiele lat, a on tak beztrosko pracował jako pilot. Ona ciągle za nim tęskniła. Nagle zrobiło się smutno, kiedy on powiedział jej to samo, że tęsknił, że to wszystko co się między nimi stało było tak niespotykane. A teraz kiedy są już starzy, ona wyprowadza go na papierosa i piwo do knajpy, a on jej szczerze zawsze odpowiada, że jak skończą rozmawiać będzie musiał wrócić do swojej chorej żony. Chyba, że pójdą do łóżka.

– Ki chuj – myślę.

Babcia stanowczo odpowiada, że jej już to nie przeszkadza, i jeśli kiedyś będzie chciał, to może do niej wrócić. A póki co ona będzie go nadal wyprowadzała na papierosa.

Nie wytrzymałem i się wtrąciłem głupim:

– Ja państwa przepraszam, mogę o coś zapytać?

– Nic nie szkodzi, my tak czasami za głośno rozmawiamy. Niech pan pyta – odpowiedział mężczyzna.

– O ile dobrze rozumiem to pan tę panią namawia na seks. Pani zgadza się, a potem pan wraca do żony. Ale jeżeli się panu znudzi, to zawsze może pan wrócić do tej pani? Tak?

– Synku, w naszym wieku już nie chodzi o to kto do kogo wraca, i kto od kogo obchodzi, tylko kto z kim wytrzyma. Przecież ona nie umie już z nikim żyć, a ja nie umiem żyć bez swojej żony.

– Pan jest młodym człowiekiem – spojrzała na mnie babcia i wreszcie zrobiła głęboko i przeciągle: hrrrry. Przełknęła. – On tyle razy ode mnie odchodził, że nawet nie jestem tego w stanie policzyć. Czy myślisz, że będę po nim płakała. No chyba, że umrze. Odleci wreszcie tam, skąd nie wróci.

Babcia i dziadek zaczęli się razem śmiać.

– To bardzo… chyba słodkie. Teraz ja zrobiłem: hrrr. Przełknąłem. – Naprawdę był pan pilotem?

– Tak. Byłem. Przez całe życie latałem na rejsach międzykontynentalnych. Z resztą wszędzie latałem. Cały świat obleciałem. Wysyłałem jej kartki z Tunezji, USA, Włoch nawet z Nowej Zelandii. Ona mi zawsze tak pięknie za te kartki dziękowała. Wie pan o co chodzi, dorosły pan jest.

Babka się uśmiechnęła, chrząknęła. Przełknęła.

– A pani pracowała na lotnisku?

– No tak. Robiłam zakupy paliwa,  trochę w transporcie i takie tam. Nigdy nie zasłużyłam, żeby być na wieży. Pewnie bym mu machała, gdyby odlatywał, a tak tylko te kwity przychodził mi podpisać i te kartki przysyłał. Kiedyś napisał mi list i włożył do niego taki mały czerwony kwiat z dedykacją – Usycham bez ciebie. Taki był romantyczny. Potem poznał tę stewardesę. Larwę jedną. Ładna była, to prawda.

– Ty byłaś ładniejsza – mówiąc to podstarzały Rynkowski dotknął policzka babci.

– Widzi pan, jaka to cholera. Nic się nie wstydzi i niczego nigdy nie żałował. Pewnie dlatego miałam do niego słabość. Nadal mam.

– Państwo się kochaliście całe życie, ale nigdy ze sobą nie byliście?

– Nigdy – odpowiedziała kobieta.

– Powiem pani, że to cholernie smutne. Nie będą mieli państwo nic przeciwko, że kiedyś coś o tym napiszę?

– A niech pan pisze. Ile pan chce. Ooo na pamiątkę.

Babcia wstała, powoli przydreptała do mojego stolika i wręczyła mi zielony długopis w foliowym opakowaniu, na którym był napis: Zakład Ubezpieczeń Zdrowotnych Oddział w Warszawie.

– Nic innego nie mam przy sobie. Niech pan weźmie. Na pamiątkę – powtórzyła.

Wziąłem, odruchowo wstałem, złapałem babkę za rękę i pocałowałem w dłoń. Jakoś tak zawsze miałem szacunek dla miłości. Jej skóra była miękka, pachniała szarym mydłem i jeszcze jakimiś perfumami. Dobrymi perfumami.

Kobieta uśmiechnęła się, odchrząknęła i przełknęła.

– Niech ci się dobrze pisze tym długopisem.

Podziękowałem za rozmowę i poszedłem sobie.

Szedłem ze spuszczoną głową. Kac opuszczał mnie na dobre. W myślach przewracały mi się tylko dwa słowa: Ki chuj.

Skok

Ostatnio wracałem do domu nocą ciemną jak cholera. Rozpalone krzyże aptek, kebab 24 h, sklep spożywczy z dziwną nazwą – Sklep ogólno-pomysłowy. Człowiek w ciemnościach zwraca uwagę nie na to co trzeba. Łatwo jest w coś przypierdolić, w znak jakiś drogowy, krawężnik.  Wlazłem w uliczkę całkowicie zastawioną przez samochody. Wokół gęste krzaki, w których zagnieździł się zapach kocich szczyn, psich gówien i wyrzyganego alkoholu. Bardzo blisko chodnika znajdował się obskurny budynek z dużymi oknami. Nawet nie zwróciłem na to uwagi. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że cokolwiek mogłoby na mnie wypaść, z któregoś z tych okien. I się pomyliłem.

Kątem oka zobaczyłem, że na parapecie okna siedzi kobieta. Pierwsze piętro, a ona siedzi i pali papierosa. Parapet był na tyle szeroki, że mieściła się na nim ze skulonymi nogami. Kiwała się na boki, pomlaskiwała, widzę, że jest pijana. Wygląda jak przemarznięty wróbel. Okna są zamknięte. 

– Ki chuj – mówię do siebie.

Zadzieram głowę i nie wiem, czy mam się zatrzymać, czy iść dalej. Jednak zatrzymuję się i pytam:

– Pani będzie skakać?

– Nie.

– A zamierza pani?

– Nie.

– To po co pani siedzi na parapecie?

– Bo ten gnój kazał mi spierdalać do byłego.

– Przez okno?

– Też się zdziwiłam.

– Zadzwonić po straż, to panią ściągną.

– No co pan zgłupiał. Zaraz mu przejdzie i mnie wpuści.

– A jak nie wpuści?

– To zacznę krzyczeć, że chce mnie zabić i wstydu mu narobię takiego, że do końca życia popamięta. Kurwa dał mi dwa papierosy, żebym przed skokiem miała co zapalić. Wyobraża pan sobie, dwa papierosy…

– No próbuję.

– Panie on jest taki wrażliwy, tylko niezbyt wylewny. Wszystko bierze tak do siebie, focha się – tak się mówi, focha się. Rozumie pan?

– To dobrze, że pani nie wypchnął z tego parapetu.

– On by mi krzywdy nie zrobił.

– Mogła pani chociaż założyć majtki, bo tak bez majtek, na parapecie.

– I to jest to, co ja mu zawsze powtarzałam, że on nigdy tak naprawdę o mnie nie dbał. Nigdy. Nawet nie umie mnie wypierdolić z mieszkania jak człowieka. Gnój jeden.

Dziewczyna, bo dopiero teraz zauważyłem, że była całkiem młoda,  onieśmielona poprawiła koszulę nocną i zaczęła walić pięścią w okno.

– Takim sukinsynem to się trzeba urodzić.

Wtedy okno się otworzyło, a ze środka mieszkania jakiś gruby głos rzucił:

– Z kim ty kurwa tam gadasz? Jeżeli nie chcesz skakać to do domu. Już kurwa.

– Wiedziałam, że mnie wpuści.

I nagle ta kobieta, która wyglądała jak zmoknięty wróbel bez majtek zniknęła w mieszkaniu – zupełnie jakby wróciła do klatki.

– Ki chuj – pomyślałem.

Dziewiąta wiadomość

Wiadomość 1

To, że ty mi to proponujesz, to jest powodem żeby z tobą nie rozmawiać. Jeżeli chcesz cokolwiek naprawiać, powinieneś zmienić podejście do mnie. Jeden numerek po cichu, tak żeby się nikt nie dowiedział nic nie zmieni.

Wiadomość 2

Od tego można zacząć. 

Wiadomość 3

To nie oto chodzi. Jeżeli tego nie zrozumiesz, na nic nie licz.

Wiadomość 4

A jeżeli to będzie początek czegoś dobrego, może znów coś do mnie poczujesz.

Wiadomość 5

Nie tędy droga. To jest kwestia zaufania. 

Wiadomość 6

A kiedy będziesz wiedziała, że zaufanie wróciło?

Wiadomość 7

Wtedy, kiedy będziesz wiedział, czego ty chcesz.

Wiadomość 8

Ja wiem czego chcę. Czas nas uratuje.

Wiadomość 9

Wydaje mi się, że masz już  go bardzo mało.

Wiadomość 10

Może my nigdy nie powinniśmy się spotkać?

Wiadomość 11

Może. Chociaż raz się z tobą zgadzam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *