Pragnienie

Nie mam zamiaru wypowiadać się negatywnie. Nie mam też zamiaru ujmować komuś czegokolwiek, ale nie potrafię oprzeć się pokusie podzielenia się wrażeniem, które we mnie siedzi. Muszę wystukać kilka słów.

Zmysł obserwacji potęguje we mnie jeszcze to cholerne niepicie. To przez to chyba… I żeby nie było: nie jest ono wymuszone, nie jest wynikiem przyrzeczenia złożonego w kościele, na  dowód którego otrzymuje się święty obrazek z pieczątką i datą zwalniającą z przysięgi, ale zwykłym postanowieniem z odrobiną ratowania siebie w tle. Oczywiście mogę napisać, jak silną wolą trzeba się wykazać, aby wydostać się z gówna, ale byłoby to zbytecznym powielaniem motywacyjnych bzdur osoby, która zupełnie się na tym nie zna. Walka z nałogami to sprawa osobista, intymna, w którą raczej nie należy zaglądać z ciekawością. Niestety niepicie odgrywa w tym opisie znaczącą rolę, ponieważ rozumowanie ściśle wiąże się z pragnieniem. U osób trzeźwiejących z różnych powodów np: trzeźwiejących z miłości, z pasji, pragnienie powoduje nerwowe obserwowanie innych ludzi. Ich zachowań, ich nadpobudliwości, podglądania w sytuacjach kiedy nie są sobą tylko pod wpływem w/w czynników. A może to zwykła zazdrość, ale coś w tym jest.

Tak czy inaczej znów błądzę po tym mieście opóźnionym w rozwoju. Znów włażę do tej samej knajpy co zawsze. Zajmuję miejsce przy barze. Stołek doskonale wygrzany przez jakiegoś pijanego Ruska, który odbił się przed chwilą od stojącej obok niego kobiety i z gracją godną primabaleriny z Teatru Bolszoj, w krótkim podskoku wypadł przez drzwi. Rozsiadam się wygodnie. Zamawiam wodę gazowaną z limonką. Na lodzie. Biorę łyka i dociera do mnie, że niepicie jest tak niesmaczne, tak niewdzięczne, upokarzające, że ze wstrętem odstawiam szklankę i wlepiam się w członków zespołu bluesowego RY. Co za głupia nazwa RY. Może to jakiś skrót od Ryszardy czy Ryśka. A może coś do tej nazwy dopisali małymi literami, tylko na plakacie nie widać. Nie wiem: dzikie RYtmy, RYmowana muzyka czy coś równie głupiego. Nieistotne.

Zespół stroi instrumenty. Korzystam z chwili, rozglądam się po lokalu. I to jest taki moment, który podpowiada, że moje przebywanie tu i teraz, na tym koncercie bluesowym nie jest takie oczywiste. Moja osoba, z całym szacunkiem dla osób przebywających również w tym lokalu, jest jakby… zbędna, niepasująca.

Stoły zasypane twarzami, które wydają mi się znajome. Tam z boku jakby moje ciotki z Lubania, Warszawy i Kętrzyna, tu mój nauczyciel od polskiego z podstawówki, tam moja sąsiadka, tu obok chyba sprzedawczynie z działu mięsnego w Kauflandzie. Głębiej trzy stoliki zapełnione krzyczącymi dziewczynami, a raczej mężatkami i ich zwariowanymi koleżankami. Oczywiście są też wokół nich te zajęte, a raczej jeszcze zastanawiające się czy zostaną niebawem mężatkami, a może wariatkami, bo życie w zawieszeniu nie ma  żadnego sensu i trzeba się na coś zdecydować.

Nabieram ochoty żeby złapać za kieliszek zimnej wódki, żeby ten widok czymś zniweczyć, zapętlić go pijanym wzrokiem i skupić się na muzyce lub kolejnych kieliszkach. Ale nic z tego. Cytrynowa woda pęcznieje we mnie uchodzącym dwutlenkiem węgla.

Znów mi się włącza wyobraźnia, myślę sobie, że to taka wiosenna ucieczka większości pacjentów oddziału geriatrii. Sympatyczni dziadkowie, rozanielone babcie w podomkach, w kapciach z antypoślizgowymi podeszwami zwiali na bluesowy koncert. Zespół RY zaczyna grać: Kiedy byłem małym chłopcem… W życiu piękne są tylko chwile.  A oni wszyscy zaczynają podnosić kufle, bić brawo, śpiewać refreny z szeroko otwartymi usta, z których pobłyskują perłowe protezy.

Stolik z paniami z mięsnego szybko zapełnia się kuflami. Jedna z nich, która wygląda na onieśmieloną muzyką na żywo, rusza spokojnie palcem wskazującym w rytm perkusji. Za chwilę podnosi nerwowo kolorowe menu i czyta z zaciekawieniem. Czyta tak jakby to była obowiązkowa lektura szkolna. I o zgrozo zaczyna zamawiać deski wędlin, deski serów, polędwiczki z kurczaka i kolejny metr piwa. Jej koleżanka ubrana w czerwony żakiet patrzy na mnie, ale tak jakbym miał być zaserwowany razem z tymi deskami. Potężna kobieta, ze sztucznie wywołanymi lokami, puszcza do mnie oko. I żeby tego było mało wokalista RY zaczyna nucić:

Nie wiem jak mam to zrobić, ona zawstydza mnie,

Strach ma tak wielkie oczy, wokół ciemno jest,

Czuję się jak Benjamin i udaję, że śpię,

Może walnę kilka drinków, może nakręcą mnie,

Nakręcą mnie!

I poczułem, że nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zabrali prąd w tej knajpie. Miałbym pretekst, żeby stąd wyjść już na samym początku. Mógłbym sobie to wytłumaczyć, że mnie kusiło do chlania, że nie umiałem się oprzeć pijaństwu i musiałem uciekać. Jednak nic takiego się nie dzieje.

Pragnienie, które we mnie narasta staje się nie do zniesienia. Zamawiam kolejne wody gazowane z lodem.

I nagle oni wszyscy zaczęli cierpieć na nietrzymanie moczu. Śpieszą posuwistymi krokami do kibla potrącając mnie siedzącego przy barze.

– Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam pana…

Niekończąca się kolejka kołysząca się w rytm muzyki. Blues kurczy drogi moczowe tych ludzi, a bez podłączonych cewników wracają do kolejki co chwilę i znów mnie przepraszają.

I wtedy poczułem, że moje pragnienie zostało zaspokojone i objawiło  się nieodpartą chęcią zajęcia miejsca w tej długiej kolejce. No muszę, bo inaczej woda gazowana mnie pokona.

Staję jako ostatni. Za mną chyba mój nauczyciel od języka polskiego.

– Powiem panu, że dawno tak dobrze nie grali w naszym mieście. Wyjątkowy koncert. Oby więcej takich. A co pan myśli? Dobry zespół, prawda?

– Pragnę panu powiedzieć, że ja… nigdy nie przepadałem za bluesem.

– Ooo to jestem pewny, że po tym koncercie pan do tej muzyki się zdecydowanie przekona.

Niepicie jest trudne, bo ściśle wiąże się z piciem czegoś innego, a koncerty bluesowe potrafią wywoływać ogromne pragnienie na więcej… więc trzeba zdecydowanie uważać, aby zbytnio się w tę muzykę nie wciągnąć.

2 Comments Pragnienie

  1. ktokolwiek

    pani z mięsnego powinna siedzieć w domu i oglądać telenowele, bezczelna, obnosić się ze swoją osobą w miejscach publicznych… jeszcze żarło zamawia w tak doniosłym momencie

    Odpowiedz

Odpowiedz na „ktokolwiekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *