Bez dotykania może być…

Panel ścienny serii Fastbo ma kolor ciemno czerwony, pokryty błyszczącym lakierem świetnie nadaje się do częstego zmywania, a przez to jest łatwy w utrzymaniu. Szafki kuchenne serii Metod są trochę jaśniejsze, pokryte farbą akrylową, które należy przecierać nawilżoną tkaniną, potem wycierać do sucha. Natomiast szafki podblatowe Metod / FÖRVARA są idealnie białe, śnieżne, wykończone lekkimi, srebrnymi rączkami. W całość wkomponowane zostały sprzęty kuchenne MIELE: piekarnik dodający wilgoci do pieczonych potraw, bezprzewodowy pieczeniomierz, chłodziarko-zamrażarka, chłodziarka na wino, zabudowana zmywarka, która w 2015 r. została uznana za najcichszą zmywarkę na świecie.  Pod oknem tej kuchni stoi stół, cztery wysokie, metalowe krzesła. Ściana przeciwna pomalowana jest farbą kredową i ozdobiona wykaligrafowanymi słowami i zdaniami:

Przepis na naleśniki = szklanka mleka, szklanka wody, dwie szklanki mąki i jajko – tego nie da się spier… ;),

Kocham Cię,

Nie zapomnij o śniadaniu – jest w lodówce,

Nie karm kotów, te gnojki kłamią!

Na stoliku w metalowych doniczkach rośnie bazylia, tymianek, szałwia. Zielony intensywny kolor rozbija sterylność kuchni, słów zapisanych na ścianie.

Na środku zanurzona w zapachach gotującego się obiadu stoi Maryśka, moja mała Maryśka. Wyszczekane to to, zadziorne, inteligentne, wykształcone, pełne pasji do gotowania i opiekowania się domem. Piękna kobieta, właścicielka cudowny piersi. Moja Marysieńka.

***

Poznaliśmy się kilka lat temu, całkiem przypadkiem. W moim życiu bowiem przypadek jest bardzo ważny. Ciągle przytrafia mi się coś nietypowego, co jest regułą potwierdzoną wielokrotnie, zbadaną przez psychologa i rozpoznaną nawet przez moją matkę, która z wielkim spokojem mówi: Widzisz synku, co komu pisane. Długo by opowiadać, ale tu o Maryśkę chodzi, nie o mnie. Otóż pewnego dnia znalazłem w skrzynce pocztowej wezwanie do Urzędu Skarbowego. Naczelnik jakiś tam, wzywa Pana, czyli mnie, z art. takiego, a takiego, do niezwłocznego stawienia się w Urzędzie, celem wyjaśnienia sprawy Nr. 128. Cholera, pewnie znów o czymś zapomniałem – myślę sobie – pewnie przespałem jakiś okres rozliczeniowy i dojebią mi teraz za niepamięć. Mam awersję do Urzędów. Biurokracja mnie przeraża. Ja się na tym nie znam, nie próbuje zrozumieć, a  Urząd Skarbowy kojarzy mi się z Mechaniczną Pomarańczą i z płynem Ludovica. Boję się, że ktoś mnie wciągnie do któregoś z tych przeszklonych biur, przyciśnie kserokopiarką, będą kazać oglądać jak wysyła się te niepokojące wezwania, albo jeszcze gorzej, każą mi wymyślać straszące ludzi paragrafy, podpunkty, dadzą stempel i będę nim walił w koperty do końca życia.

I tak stoję w kolejce do okienka numer 3. Przede mną kilka osób. Ktoś pochyla się do niewielkiego otworu w szkle, boży się, uderza pięścią w pierś, że to nie on, tylko jego żona, że PIT był właściwy, tylko ta zołza coś popierdoliła. Przede mną stoi facet, przebrany za rolnika, a może nim jest. Pachnie od niego uryną i sianem. Urząd wzywa wszystkich, jest ponad zapachami, modą i higieną osobistą. Stoję tak już z godzinę i powoli zaczynam przysypiać. Ruch ludzi nuży mnie i przez chwilę przesuwam się w kolejce zupełnie nieświadomie. Lunatykuję w kierunku okienka Urzędu Skarbowego.  Po chwili słyszę: 

– Chyba potrzebuje pan się przespać.

Odpowiadam jeszcze z zamkniętymi oczami:

– Szanowna pani, w chwili obecnej jest to niemożliwe, bo nie mam z kim.

– To może ze mną?

Otwieram oczy, gapię się zdziwiony na uśmiechniętą kobietę, którą ledwo widać zza biurka.

– Yyyy.

– Ale nie. Mam męża.

– To bez dotykania chociaż – odpowiadam.

– Bez dotykania może być, ale ja sypiam w pidżamie i skarpetkach.

– To zupełnie tak jak ja. Jednak jest mały problem.

– Jaki?

– Mogę panią całkiem przypadkowo, bezwiednie, niespecjalnie – złapać za pierś. Tak już mam z kobietami, że nie mogę się oprzeć.

– Ale za lewą czy prawą? Wolałabym za lewą, bo prawą mam bardzo wrażliwą.

– Może być. Chrapie pani?

– Tylko jak jestem pijana.

– To zupełnie tak jak ja.

– Pije pan?

– Dużo i często, ale to pewnie dlatego, że gdy chrapię, to wydaję mi się, że nie jestem sam.

– Czyli przed pójściem do łóżka nie pijemy, nie chrapiemy, a pan wyzwoli się przez to od samotności.

– Świetny pomysł. Czyli dzisiaj u mnie o 22:00?

– Niestety nie mogę. Mąż wraca z delegacji. Ale jak mu wytłumaczę, że to z dobroci serca, żeby człowiekowi pomóc, od samotności uratować, to może się zgodzi. Co pan myśli?

– Myślę, że musi mieć pani zajebistą piżamę.

– Tak, z misiem na piersi. Dostałam od dzieci.

– Ja mam w Batmana i Robina, to tacy superbohaterowie.

– Czyli w nocy zmienia się pan w kogoś innego?

– Tylko w snach, więc nic pani nie grozi.

– A szkoda, zawsze chciałam być uratowana przez superbohatera.

Po chwili czuję jak ktoś klepie mnie w ramię.

– Ej panie Batman, tu ludzie w kolejce czekają. Bierz pan batmobila, Gotham czeka.

– No właśnie…

Spojrzałem na rozbawią twarz dziewczyny, która wreszcie powiedziała:

– W czym mogę panu pomóc?

– Tak, że… dostałem wezwanie, sprawa nr 128, ale nie mam pojęcia za co, po co?

– Proszę poczekać.

Dziewczyna poklikała na komputerze, z wielkiej metalowej szafy wyjęła teczkę i podała mi dokument.

– Nie podpisał pan swojego zeznania podatkowego. Proszę długopis i czytelnie, tu i w tym miejscu..

Podpisuję, bo się jeszcze rozmyślą, chociaż byłem trochę zaskoczony obsługą urzędniczki.

– No to jak? Uratuje mnie pan? Za 20 minut mam przerwę.

– Tak. Uratuję. Będę czekał w kawiarni naprzeciwko.

I już.

Tak się poznaliśmy z Maryśką, z którą w sumie przegadałem pewnie już z kilka lat. Zna mnie lepiej niż ja sam, a ja ją trochę mniej, bo ciągle mnie czymś zaskakuje.

Teraz siedzę u niej, w tej histerycznie czystej kuchni, patrzę na jej wysportowany tyłek i palę papierosy. Chociaż palenie w tym pomieszczeniu to czysta perwersja, jak seks w konfesjonale, w którym oddechy kochanków łączą się z zapachem kadzidła, stuły, a może nawet z zapachem sutann. Nie wiem dlaczego Maryśka pozwala mi to robić, bo sama jest zawziętą przeciwniczką palenia. Ja się nie krępuję i jaram jeden od drugiego.

Kuchnia jest pedantycznie utrzymana, permanentny brak kurzu, zakłóceń, chaosu. Szklanki w szafkach, zmywarka buczy, para z garnków znika w ciągłym wdechu wentylatora. Maryśka stoi przy blacie wykonując dwie różne czynności. Wygląda to trochę jak balet, albo nie, źle mówię, ona jest jednym z tych drogich urządzeń, które posiada. Jest uniwersalnym robotem, Thermomixem wśród wszystkich kobiet, spędzających drugą część dnia na przymusowych robotach w kuchni. Idealna, idealnie pasująca do swojej idealnej kuchni.

– Weź spróbuj, mam wrażenie, że przesoliłam.

Wpycha mi do ręki łyżkę, a ja siorbię gorący płyn. Dobre, jest smak, ostrość.

– Niezłe, to krem jakiś?

– Sam jesteś krem. To zupa brokułowa z serem.

– A co na drugie?

– Eskalopki wieprzowe w piwie. Grzegorz lubi mięso wieprzowe.

– A ja lubię piwo. Grzegorz dzisiaj wraca? Czemu nic nie mówiłaś, zabrałbym jakąś flaszkę, wódki byśmy się napili. O jak ja marzę o zimnej wódce.

– Tak, wraca. Dzisiaj wraca, wieczorem przyjedzie. Wiesz… zdradziłam Grzegorza i chyba mu tego nie powiem.

– Yyyy…

– Weź spróbuj tego mięsa, jakoś nigdy nie umiałam robić wieprzowiny.

– Yyyy… Maryśka, na Boga co zrobiłaś?

– No z tym mięsem mi nie wychodzi. Więcej nie będę robiła eskalopek.

– Zdradziłaś Grzegorza?

– Tak.

– Od kiedy… z kim?

– Z nikim. Miesiąc temu, trzy tygodnie temu, dwa tygodnie temu, wczoraj, dzisiaj rano… co to za różnica kiedy.

– I co teraz będzie?

– Nic nie będzie. Nic mu nie powiem i ty mu też nie powiesz.

– Kochasz go?

– Nie.

– Chciałaś się zabawić? Co ty chciałaś zrobić?

– Nie wiem, co chciałam zrobić. Chyba byłam tym wszystkim zmęczona. Chyba go potrzebowałam tylko na trochę. Już mi wystarczy. Dzisiaj wraca Grzegorz. Wszystko będzie tak jak zawsze.

Zaczęła płakać. Łzy spadały do zupy brokułowej, na włoski gres, na spracowane dłonie urzędniczki skarbówki.

– Nie płacz. To już koniec?

Pokiwała głową, a ja nie pytałem o nic więcej. Chwilę potem podniosła głowę i spojrzała na mnie.

– Czy superbohaterowie zawsze wygrywają?

– Zawsze.

– A czy będziesz umiał mnie uratować?

– Uratuję. Zawsze kiedy zawołasz.

3 Comments Bez dotykania może być…

  1. Luśka

    No cóż, za całe zło tego świata odpowiadają Żydzi, masoni, cykliści i wegetarianie – no to teraz jeszcze kobiety… A nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że także media – bo to czwarta władza, która kreuje rzeczywistość…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *