Nieprawdziwie pusta jesień

– Myślisz, że tam jeszcze jest?

– Co takiego?

– No, nasze miasto. Ciekawe, czy tam jeszcze jest. Bo tutaj tak cicho, spokojnie, tak nieprawdziwie. Może coś się stało?

– A co się mogło stać? Wybuchła wojna? Konflikt międzynarodowy i nasze miasto jest w jego epicentrum?

 – Może być. Albo nawet gorzej. Coś wpuścili do miasta, jakiś gaz, wszyscy zginęli, wynieśli się w pidżamach na tamten świat i zostaliśmy tylko my na tej łódce.

– Żebym wiedział, że tak mocno tęsknisz za swoim domkiem, a pewnie bardziej za żoną, to bym ciebie na ryby nie zabierał.

– No bo, tutaj jest tak inaczej. Niezwyczajnie. Wiesz, ja nawet nie potrafiłbym sobie tego wyobrazić. To by było straszne, jakby wszyscy nagle zniknęli.

– A ja umiem. To byłoby jakoś tak: wybucha ta twoja wojna, dzieci umierają z głodu, bo obce wojska plądrują Lidla i Biedronkę. Mieszkańcy uciekają różańcami niemieckich samochodów do Niemiec. Zostali tylko miejscowi, którzy okopują się za stodołami, wystawiają dziadków na czaty, bo ci pamiętają jeszcze czasy starej wojny. Oczekują na atak. Geesy przerobione na punkty pierwszej pomocy, w których kobiety, póki nie ma krwi, przelewają benzynę z kanek na mleko w butelki. Produkują koktajle Mołotowa, rwą prześcieradła, maminy posag na strzępy. Potem będą bomby z nieba, naloty dywanowe, wszystko zrównają z ziemią i zostaniemy tylko my, płynący po rzece, łodzią o nazwie Euforia. Trochę psychodeliczne, ale…

– Ogólnie to z tobą coś jest nie tak, prawda?

– Sam zacząłeś.

– Trzeba wracać do domu.

– Nawet nie przypuszczałem, że facet w twoim wieku i z tak długim stażem małżeńskim może tęsknić do swojej żony. Ty się jej boisz czy co? Bije cię? Założyłeś jej Niebieską Kartę i dzwonisz na Policję: – Panie oficerze, bo ona mi każe się ze sobą czwarty raz kochać. Proszę o interwencję. Gania cię po domu w różowych kapciach, w wyciągniętym t-shircie z nadrukowanym kotkiem, krzycząc: Wracaj chuju, jeszcze nie skończyłeś! Mam zbyt wybujałą wyobraźnię na te twoje tęsknoty.

– Od mojej żony, to się odpierdol.

– Skoro tak przewrotnie przeszliśmy od wojny do twojej żony, to zawracam uwagę na to, że są pewne podobieństwa i mogę o tym opowiedzieć…

– Po co ja zaczynam z tobą te gadki. Płyń do domu. Nic nie bierze. Zobaczymy czy miasto jeszcze jest.

***

Kiedy wróciliśmy, wszystko było na swoim miejscu. Budynki obrzucone nocą, przesiąknięte zimnym powietrzem, kapiącą rdzą rynien, pełne samotnych parapetów. Nie było wojny, nikt nie zginął. Główna ulica nadal wyprowadzała ostatnie tiry. Płonie kierunkowskazami, światłami stopu. Ruch robaczkowy pojazdów, perystaltyka miasta. Mozolne oczyszczanie organizmu z nieczystości, ze spalin, z zapachu ropy, z zasypiających za kółkiem Ukraińców i Rusków. Czepiają się mnie ostatnio takie obrazy. Pewnie przez to, że jesień idzie. Koniec lata. Koniec życia w mieście. Nastał konflikt międzynarodowy, epicentrum braku rozrywek na głównym rynku. Zostaną tylko wyblakłe plakaty na słupach, podarte przez deszcz ulotki pod płotami.

W restauracji przy rynku właścicielka będzie szurała kapciami, pokazując nielicznym gościom zdjęcia z lata, kiedy było pełno klientów. Będzie chusteczką wycierać łzy, że tu teraz ciężko jest zarobić, że się kończy biznes, że władza zła, że Kościół nie pozwala handlować wódką, a pewnie dobrze, by się sprzedawała jesienią. W lokalnej telewizji powtarzają relacje wideo z udziałem prezydenta Mariusza, który zapraszał latem na zawody pychówkami po rzece, na gościniec z gwiazdą, której nikt nie znał, na wypalanie aniołów z gliny, na letnie kino pod deszczowym, polskim niebem: – Zorganizowałem to dla Państwa, tymi rękami, tymi mediami dałem o tym znać, o tym mówili moi doradcy.

Dużo tego Mariusza ostatnio.

Już zaczynam sobie wyobrażać: Mariusz przy współpracy ze sklepem z dewocjonaliami sponsoruje w mieście jesień. Na stronie Urzędu Miejskiego i na lokalnych portalach internetowych pojawiają się graficzne reklamówki, treści zapraszające na jesienne spacery.

I poszło:

– każda zakochana para, która w senną niedzielę przejrzy się w witrynie sklepu z dewocjonaliami odbierze fluorescencyjną figurkę Chrystusa, świeci do 12 godzin,

– każdy, kto zwróci uwagę na jesienną stylizację komży sezon 2016/2017 i wrzuci swój głos do urny, zostanie zwolniony z „co łaska” w czasie mszy do końca miesiąca września,

– na plakacie w witrynie sklepu uśmiechnięty Mariusz z opłatkiem w ręku, powiadamia, że trzeba się dzielić i że jest promocja na opłatki wigilijne: Niepsujące się Ciało Boże w opakowaniu w artystyczne anioły. *Aby otworzyć pociągnij z całej siły za skrzydła Archanioła Gabriela. Zdrap anielskie pióra i wygraj dodatkowy kod rabatowy!

I tak pewnie zostanie do grudnia. Mariusz będzie informował o mało istotnych wizytacjach przypadkowych polityków z Korei, o podpisaniu umowy o współpracę z niemieckim landem Badenia-Wirtembergia, która otworzy nasze miasto na dobra z Unii. Potem pojawi się informacja: Mariusz kieruje doradców na urlopy zdrowotne, bo zaczyna się okres grypy. Mariusz będzie wysyłał esemesy z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Lokalne media napiszą o tym w czwartkowy poranek, pokażą zdjęcie z gabinetu prezydenta, jak skupiony klepie w smatfona, jak wysyła uśmieszki, buziaki, całuski – Szybko wracajcie. Tęsknię. Mariusz 🙂

Ech. A ja popłynę na ryby. Będę siedział na wodzie, opatulony w kapok, w jesienny sweter od matki. Będę łowił z dna trupy lata: zdjęte siłą bikini, puszki po piwie, dmuchane koła i rękawki do nauki pływania, kąpielówki ratownika. Będę czekał w ciszy, aż wszystko zniknie, zanurzy się we mgle. Zamarznie na kość, nieprawdziwie pustą jesienią.

4 Comments Nieprawdziwie pusta jesień

  1. ktokolwiek

    i nie wiem czym bardziej, czy apokaliptyczną wizją opustoszałej Łomży, czy panią w kapciach ocierająca łzy, bo przecież nie Mariuszem… Nie, to tylko hollow talk. Chyba.

    Odpowiedz
  2. Nie mam słów

    Apokaliptyczna wizja miasta… czasami mam wrażenie, że apokalipsa już tam była. Zostały tylko renesansowe obrazy, widoczki tworzone na zlecenie Kościoła… zupełnie jak dzieła Hieronima Boscha.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *