Trup

– Cześć.

– No, co tam.

– Potrzebuję pomocy.

– O, to się wreszcie doczekałem. Pan dyrektor w niskie progi do mnie, niewiele znaczącego kierownika. W czym mogę ci pomóc?

– Sprawa jest delikatna, może nie na telefon.

– Wal. Mam czas, możemy gadać. A właśnie jak tam nowa posadka? Cieplutko co? Korporacyjne foteliki wygodne, klimatyzacja, ech… biura przeszklone. A widok to na co masz? Pewnie jakaś śliczna panoramka, z rzeką na horyzoncie?

– Daję sobie radę, to że jebnął mnie taki zaszczyt, to twoja zasługa. Ale już dziękowałem, do tej pory mnie wątroba napierdala.

– Wiem, wiem. O co chodzi?

– Muszę kogoś wyjebać.

– Odjebać? A co, mam ci karabin pożyczyć, teraz będziesz strzelał do ludzi z okien tego swojego biura. Hahahah.

– Muszę kogoś zwolnić, ale to nie jest takie proste, jak kiedyś bywało.

– A czego ty się spodziewałeś, że to będzie tak jak u nas. Bach… podkładasz komuś świnię lub owieczkę z trutką i już. O kochany, tam gdzie teraz pracujesz takie rzeczy nie przechodzą. Świat się zmienił i wyjebywanie nie jest takie proste.

– Właśnie widzę.

– Kogo chcesz, że tak powiem… się pozbyć. Kurwa, jeżeli nas podsłuchuje jakieś CBŚ to zaraz po mnie tu wpadną i gleba, a ja ciebie wydam, pamiętaj!

– Hahahah ok. Zawsze byłeś konfidentem.

– Ej… tylko i wyłącznie w sprawach służbowych, inaczej kariery nie zrobisz.

– Dział, który jest pode mną czyli warzywa, owoce i mrożonki i inne pierdoły, ma mocno rozbudowaną strukturę. Wiesz handlowcy, szkoleniowcy, coache, sprzedawcy mobilni. W chuj tego. Więcej niż u nas. Ogarniam, jak mogę, ale jest jeden taki skurwiel. Nawet dobry handlowiec, ale pierdolony skacze, krytykuje, łazi bez butów po biurze. Wkurwia mnie po prostu. Rozmawiam z nim, koryguję jego postawę standardowo: rozmowa, przypominające maile. Nic, zero, rozumiesz. Nawet mnie ostatnio podpierdala do innych kierowników.

– Musisz pamiętać, że teraz pracujesz w korporacji. Kurwa niedługo wszystko będzie jedną wielką korporacją, tak sobie myślę. I procedury wyjebywania są skomplikowane. Powód banalnie prosty. Na rynku brakuje dobrych rąk do pracy, deficyt oddanych pracowników. Ci młodzi to pracować nie umieją, tylko im daj, daj, daj. Kiedyś to ja bym im kurwa dał. I widzisz, sprawa się gmatwa. Bo kiedy już masz w klatkach te małpki, tych swoich pracowników, to trzeba o nie dbać, systematycznie karmić, szkolić, przyzwyczajać do dobrego. Po pewnym czasie, nawet jak im te klatki pootwierasz, to nie chcą uciekać. Dziś efektywność osiąga się przez uzależnienie. Taka pracownicza narkomania. Wyzysk uzależnionych od atmosfery w pracy, małpek. I po co tu się spinać, walczyć, nerwy tracić. Dzisiaj zabierasz dwie godziny dla rodziny i wszyscy chodzą jak w zegarku. I powiem ci jeszcze: kiedyś to ludzie kochali korporację, a wiesz za co? Za kasę. Zarabiali kasę i godzili się na wszystko. Na 15 godzinny tryb pracy, na mobbing, na brak poszanowania. Liczyła się kasa. A w dzisiejszych czasach to wszystko się pozmieniało, wszedł ten pieprzony work life-balans, czy jako to tam się nazywa. I tak oto, korporacje zaczęły kochać ludzi. W życie weszła ideologia dbającego o rodzinę OJCA: daje, nagradza, ale potrafi ukarać, w humanitarny sposób: bez paska i lania. Dziś ludzi się naucza, co według mnie jest jeszcze gorsze. Koduje im się w tych ich małpich łebkach zachowania wbrew ich naturze, wbrew ich woli. Przez tę miłość tworzy się szwadrony wydajnych małpek. Uwielbiających firmę, dbających o jej wizerunek, o kulturę pracy. Bo za miłość, zazwyczaj odpłaca się miłością. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że za te wierne uczucie, płaci się jeszcze mniej, a mimo to wszyscy się z tego cieszą. Dobre, co?

– Ty mi tu nie pierdol o swoich teoriach, tylko podpowiedz co mam robić.

– A ten handlowiec jak się nazywa, to może ktoś od nas. Często ta wasza korporacja kradnie nam ludzi.

– Nie znasz, Paweł Jeleń… chyba.

– Jeleń, Jeleń… weź się nie leń hahaha.

– Pojebany jesteś.

– Ok. Ale zdajesz sobie sprawę, że to wyjebywanie trochę potrwa?

– Dobra, mów.

– Procedury są o tyle dobre, że można je zmieniać pod kątem wytycznych zarządu, tendencji na rynku itd. To wszystko wiesz. Kiedy masz taki – martwy okres w roku?

– To chyba jesień, zima, tylko mrożonki, nic nie importujemy i nie kupujemy. No prawie, ale to wtedy jest trochę gorzej.

– O i to jest dobry punkt zaczepienia. Zawołasz pewnego dnia, znaczy niebawem, cały swój zespół. Udowodnisz na wykresach, że w tym czasie jest duża tendencja spadkowa w sprzedaży. Analizy sugerują, że właśnie tu powinniśmy się podciągnąć. “Góra” chce, abyśmy wzięli się do pracy. Często mów “Góra”, wszyscy wtedy panikują. Małpki przełykają nerwowo ślinę, są przestraszone. Jeleń pewnie też będzie. I dobrze. Sami się będą napędzać. Teraz nadzorujesz sprzedaż, jeszcze częstsze zestawienia, analizy itd. Informujesz Jelenia, aby systematycznie dostarczał ci wyniki sprzedaży połączone z ilością wykonanych telefonów, wysłanych e-mail, wykonanych wizyt – to wszystko zbierasz i masz.

– Co mam?

– Że, też ja ciebie tym dyrektorem zrobiłem. Gamoniu, on w tym okresie, kiedy i tak jest słabo, sam dostarczy ci argumentów na swój brak kompetencji do sprzedaży. Możesz mu zarzucić brak zaangażowania, brak motywacji do pracy, spadek wydajności i co tylko ci tam ślina na język przyniesie. W międzyczasie dajesz mu dwumiesięczny okres naprawczy. Dajesz mu jak dobry ojciec – łaskawie szanse, na zwiększenie sprzedaży w okresie, w którym jest to mało prawdopodobne. I już. Potem rozliczenia i koniec. Paweł Jeleń – zimny trup.

– Dobra ta twoja… teoria wyjebywania. Ciekawe czy to przejdzie?

– Przejdzie. A jak się jeszcze głębiej zastanowisz, to popatrz tam wokoło, kto ci jeszcze nie pasuje. W tym samym czasie pozbędziesz się wszystkich, których chcesz i to zgodnie z procedurami. Akcja czyste ręce. Potem zatrudnisz nowe małpki i masz swój nowy, ułożony pod ciebie zespół.

– Dzięki wielkie. Musimy się spotkać i opić to.

– Nooo pamiętaj, że ja byle czego nie piję.

– Pamiętam.

– A i jeszcze jedno: dbaj o nowe małpki, opiekuj się nimi. Najważniejsze to je karmić, dobrze karmić. Wtedy będą sprawne i wierne. Wszyscy będziecie się kochać, jak jedna wielka rodzina.

PS
Przedstawiona sytuacja jest wymyślona, nie miała miejsca.
NMS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *