Na amnezję

Moglibyśmy trochę się okłamać, tak na sekundę chociaż. Iść boso po asfalcie w zupełnej ciemności, żeby nikt nas nie zauważył. Niewidzialny marsz bosych stóp, tupot kości, ruchomość trzymających się dłoni. Szukałbym wyrafinowanych zdań, akwarela słów i żartobliwe rozmycia w puencie. Potem wysłuchałbym ciebie. Ty tak ładnie umiesz opowiadać o jutrze, które znasz lepiej ode mnie. Wszystkie jutra znasz na pamięć. Takiej wrażliwości to mógłbym się nauczyć, wkuć do głowy jakimś ciepłym pocałunkiem. Jakbyś mogła to kłam dalej. To tak łatwo ci przychodzi. Jak wtedy jest pięknie. Albo, mam pomysł: chodźmy gdzieś na kawę, tak tandetnie. Ja będę opowiadał ci niestworzone historie, ty mi odpowiesz z zastanowieniem: Co pan powie? Posłodzimy sobie. Do porzygu, aż nas wygonią za to, że spowodowaliśmy nagłe zgony klientów, którzy umarli z miłości do siebie.

Znów musielibyśmy uciekać, ukryci w tramwajach, ulokowani na siedzeniach w metrze. W dwóch różnych kierunkach: tu wschód, a tam zachód. Zgubiłbym się pewnie w kolejce po bilet, bo ja tak niezdarnie podejmuję ważne decyzje. Tobie idzie lepiej, bo zawsze masz przy sobie tabletki na amnezję. Umiesz je zgrabnie podzielić, schować pod język. Niech się rozpuszczają powoli, wpływają na mięśnie. To pewnie dlatego nie uśmiechasz się na zdjęciach, poważnie podchodzisz do życia.

Umiejętnie kłamać to dzisiaj ważna rzecz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *