Zaprzyjaźniliśmy się, z namiętnością cz. 3 ostatnia

– Niech się nie budzi. Niech jeszcze śpi – Janek mówił do siebie w myślach.

Na starej kanapie leżała naga dziewczyna. Jej długie ciemne włosy rozsypały się po poduszce, a dłonie schowane pod głową naciągnęły ramiona i wyraźnie uniosły łopatki ubrane w jasną skórę. Zapach jej ciała wypełniał pokój, tak bardzo, że chłopak mrużył oczy i wdychał ustami całą minioną noc. Obudził się wcześnie rano trzymając ją za rękę. Trzymał ją mocno, nie dając uciec przez sen.

W nocy telewizor zgasł. Jedynym świadkiem tej czułości trochę nie na miejscu, były jej nieprawdziwe słowa, które krzyczała zaciskając pięści na jego plecach.

Janek patrząc na dziewczynę myślał o uczuciu do niej, o tym, że miłość jest bardzo samolubna ponieważ pragnie wszystkiego wyłącznie dla siebie. Jątrzy duszę słodyczą pocałunków i zwraca się nadmiarem czułych dotyków. On był bardzo samolubny, rozbity w przestrzeni dwóch pokoi, naładowany zieloną poświatą zepsutego telewizora jak superbohater z planety: A jednak zostaniesz tu sam. I wtedy zdał sobie sprawę, że ta sytuacja jest zupełnie nielogiczna, a nawet śmieszna. Tym co miał w głowie oszukiwał tylko siebie. Zabrakło pragmatycznego myślenia, takiego prostego, spod linijki. Jej nie są potrzebne westchnienia, tylko zdania rozkazujące: klękaj, kładź się, zamknij oczy. A on zachowuję się jak jakiś dupek, albo gorzej monogamiczny wampir, który gryzie w ucho, szyję i drapie piersi. Potem umiera zastrzelony srebrem jej szczerości, bo przecież jak się obudzi to odejdzie. Znów odejdzie.

Czy ty naprawdę wierzysz w to, że kiedyś – pomyślał – że kiedyś odwróci się do ciebie i powie, że zostaje na zawsze? Przecież to bzdury. Wylecz się z tego, zmęcz w sobie chęć bycia z nią. Zmęcz tak mocno, że padnie na ziemię bez szans na zmartwychwstanie. To dobra myśl, dająca rozwiązanie – ciągnął w głowie Janek. Trudno podejmuje się decyzje, które wymagają konkretnych efektów, ale może ona wcale nie jest taka wyjątkowa. Może jest podobna do tych, które były kiedyś, tylko mniej mówi, a więcej robi. Niewielka różnica jeżeli chodzi o kobiety – uśmiech chłopaka stał się ironiczny i niemy – z którymi chce się spędzić całe życie.

– Czemu się na mnie gapisz? – zduszonym i cichym głosem zapytała dziewczyna.

– Wcale się nie gapię.

– Gapisz, czuję to.

– W nocy niewiele widziałem, może dlatego. Przytyłaś i staram się ciebie odnaleźć w tych okrągłych boczkach.

– Jesteś świnią. Przystojną świnią, która nie wie, że kobiecie takich rzeczy się nie mówi.

– Obraziłem cię?

– Nie przytyłam, bo dużo ćwiczę.

– Z pewnością, dużo ćwiczyliśmy w nocy. Zjesz coś?

Dziewczyna odwróciła głowę, jej prawy policzek tętnił czerwienią.

– Tak, z chęcią. Zjem ciemne pieczywo, kawałek polędwicy i może słodkie kakao. To wszystko możesz przynieś mi do łóżka. Proszę.

– Mogę zaproponować jajecznicę.

– Świetnie, wiedziałam, że stać cię na wiele.

Janek wstał i poszedł do kuchni, wygrzebał patelnię ze sterty naczyń stojących pod oknem, olej, ostatnie trzy jajka.

– Nie wiesz, o której odjeżdża autobus, dziesiątka, z tego pożal się boże Starego Miasta?

– Około dziesiątej, więc masz jeszcze… dwie godziny. Tym autobusem dojedziesz prawie do domu i nie jest to dziesiątka, tylko ósemka, która mija Stary Rynek.

– Wiesz co? Rano strasznie tutaj hałasują, ci pijacy, menele, stojący pod oknem. Dzisiaj chyba kogoś tam pobili, strasznie krzyczeli.

– W tej części miasta pijacy i alkoholicy są każdego sąsiadami. Witają cię grzecznym słowem rano, proszą o złotówkę i tak samo żegnają wieczorem. Czasem się pobiją, bo nie każdy pamięta dokładnie jak skończył dzień wczorajszy. Te niejasności w przekazach rozwiązują w najprostszy dla siebie sposób czyli leją się po mordach, aż któremuś się przypomni. Szybko się godzą. O ile jeszcze nie wiesz to jedyni ambasadorowie imprez kulturalnych, które tutaj mają miejsce. Byli na wszystkich. Oprócz chlania, niszczenia wątroby i nerek, z wielkim zaangażowaniem dbają o swój rozwój osobowości. Są zawsze w pierwszym rzędzie na każdym przedstawieniu Teatru w Walizce, Strongmenach czy rocznicy Powstania Warszawskiego. Na ilu imprezach ty byłaś?

– Na żadnej, przecież to są gnioty, organizowane przez kogoś kto nie ma polotu i w ogóle, lipa to straszna.

– No właśnie – Janek nałożył na talerz jajecznicę i dwie kromki chleba posmarowane równo masłem. – Tutaj mamy do czynienia z menelami znającymi z bliska prezydenta tego miasta, ponieważ nie jeden prosił go o złotówkę.

Dziewczyna uśmiechnęła się i wstawała z łóżka. Jej naga sylwetka onieśmielała Janka, który położył na jej ramionach koc.

– Powinnaś się ubrać. Ubierz się, bo zrobię ci to samo co w nocy.

– Nie strasz, ale muszę powiedzieć, że było bardzo miło. Spotykasz się z kimś?

– Nie.

– Czemu? Żadna tobie nie pasuje?

– Nie wiem sam. Chyba nie powinnaś mnie o to pytać.

– Zaraz się obrazisz? Nie obrażaj się głuptasie.

Wtedy Janowi znów potoczyła się po głowie myśl – rozwiązanie zagadki jego samotnych nocy.

Po co mi,

taka jak ty?

Zgrabna, nieuległa.

Po co mi,

ktoś taki jak ty,

z pościeli wczorajszej wyjęta? – prawie jak wiersz – pomyślał chłopak.

– Nie obrażam się.

W pokoju zapadła chwilowa cisza. Dziewczyna kończyła śniadanie patrząc się w oczy chłopaka.

– No co? Przecież jestem szczera. Powinieneś z kimś być. Przecież to puste mieszkanie, no może przesadziłam – mieszkanie – jakby to, ogarnąć to można tutaj spokojnie żyć.

– W tej chwili o tym nie myślę. Nie potrzeba mi nikogo, kto będzie przestawiał te zabytkowe meble i przełączał mój prawie płaski telewizor.

– A ta kanapa… czasem trzeszczy?

Janek roześmiał się głośno.

– Kiedyś czytałem taką książkę. Jej autor opisywał swoje życie, które przebiegało w sposób dla niego zaskakujący, często wyjeżdżał, wałęsał się po największych miastach Polski. Jako niepokorny pisarz ścigany był przez Milicję. Spotykał różnych ludzi, artystów i innych pisarzy. Nawet kochali się w nim mężczyźni, co było faktem. On tam napisał coś co pamiętam, właśnie o kanapie. To było jakoś tak: moje życie erotyczne stanowią nieśmiałe próby onanizmu zakończone fiaskiem.  Czy odpowiedziałem na twoje pytanie?

– Tak, w żałosny sposób. Szkoda, to takie marnotrawstwo przestrzeni. Obejrzymy coś w telewizji? Włącz jakąś muzykę.

– Dobrze, włączę.

Jan położył się na kanapie, dziewczyna obok niego. Jej ciepło zamykało oczy chłopakowi. Nie myślał już o niczym. Ta pustka trochę go przerażała i pomyślał, że może wyleczył się z niej, ozdrowiał przez ten letni poranek. Może zobojętniał na jej nagie ciało, bo został samolubem totalnym, który będzie pragnął kogoś innego niż ona.

Chłopak zasnął. W pustym mieszkaniu, chwilę po godzinie dziesiątej, kiedy obdrapany autobus numer osiem odjeżdżał z przystanku, w zielonym telewizorze leciała polska muzyka rockowa przerywana reklamami jogurtów i herbaty expresowej.

W tym roztrzęsionym emocjonalnie kraju, większość piosenek jest o miłości.

O dziwo prawie każda pisana jest trafnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *