Nie słuchaj zazdrosnych słów cz. 2

Na śmierć

Zapominać chcę

Twe zakamarki ciała detale

Zapach śmiech

Wyrzucać precz

Jak rzeczy z głowy już raz wyrzucone

– Happysad

Klucze metalicznym dźwiękiem przekręciły zapadki w zamku. Drzwi lekko otworzyły się wpuszczając trochę światła do mieszkania. Janek oparł się ramieniem o ścianę i niedbale ściągnął buty zapierając się o pięty. Spadły z hukiem na podłogę, w lewo wschód, w prawo zachód jak zdeptane stopami drogowskazy. Po omacku znalazł włączniki światła – pstryk i przedpokój obity drewnianą boazerią stał się całkowicie żółty. Szczyt jakości klasy średniej, lub żadnej klasy, prosto z lat osiemdziesiątych. Jan zamknął oczy i poczuł, że nie nienawidzi tego mieszkania, że go gnębi codziennie swoim stęchłym zapachem, a kiedy w nim zasypia jego puste ściany zabierają mu powietrze i bezsenne noce nie mają końca.

– Kiedyś to wszystko na mnie runie – pomyślał – zgniecie mnie ta zimna betonowa płyta spadająca z góry jak stary tynk. Nawet nie poczuję, że mnie zabije. O kurwa … że też nie wynająłem czegoś lepszego. Może jakaś kawalerka z płaskim telewizorem lub chociaż z czystymi ścianami, a nie to coś, z czego wypełzam codziennie jak jakiś szczur. Nie dziwię się, że ona ode mnie ucieka. Pewnie przez tę meblościankę i żyrandol, który jest nawet nie podłączony, a siedzą w nim żarówki. Ech …

Jan przeszedł do kuchni chwycił za rączkę lodówki. To chyba jedyne urządzenie w domu, które się nie psuło, a działało poprawnie tzn. chłodziło i nie wydawało z siebie denerwujących dźwięków. W środku kiełbasa krakowska pamiętała lepsze czasy, a parówki z JBB zgięły się w pół i przypominały uśmiechy pisane w smsach. Został nieśmiertelny boczek, kostka masła i ser topiony w trójkątnych kawałkach, rozrzucony po lodówce jak klocki, które trzeba ułożyć.  

– Dzisiaj kuchnia serwuje parówki na gorąco i chleb z masłem – powiedział do siebie.

Jan nie mógł pozbyć się wrażenia, że koniec dnia będzie sączył się jeszcze długo, leniwie zamykając mu powieki późną nocą. Przygotowana kolacja parowała na małym stoliku przed kineskopowym telewizorem. Jego srebrna obudowa z jednej strony była zupełnie czarna bo topił ją przegrzewający się środek. Obraz lekko śnieżył. Kolory zmieniły się w jedną seledynową poświatę, która świadczyła o tym, że już niebawem Janowi pozostaną tylko książki i pogrzeb tego archaicznego pudła w śmietniku. Jednak w tym pokoju telewizor był prawie jak tabernakulum, w którym przechowuje się słowa jakie wypowiada świat, a nie Bóg. Dawał chłopakowi ciszę myśli. Wystarczy patrzeć i słuchać koślawych zdań polityków i dziennikarzy. Doskonała pastylka na sen.

Kciukiem wybrał liczbę 24 na pilocie. Discovery pokazuje jak w Stanach pędzi się bimber. Jan uśmiechnął się do siebie. U nas w Polsce, każdy zna kogoś kto pędzi lub robi to sam. Lepiej albo gorzej. Przypomniał sobie malinówkę, cytrynówkę i oczywiście pigwówkę, która potrafi powalić nawet jego kumpla kaprala, wielkiego chłopa z dłonią jak jego dwie. Co oni wiedzą o piciu? Chowają się po krzakach i udają, że robią coś wyjątkowego. Na naszej wsi nie przeżyli by nawet tygodnia. W tym narodzie – myślał dalej Jan –  alkohol płynie szybko, przenika się nawet z modlitwami w kościele. To nasza wrodzona umiejętność, taka skaza genetyczna, która zaspokaja potrzebę wesołego urlopu, prowadzenia biznesu, życia. My w tym kraju karmimy się gorzałą jak chlebem. Ona nam jest potrzebna do tego, żeby prostować rzeczywistość, żeby nie musieć myśleć, nie krzyczeć o tym co nas boli. Z nią, nic nas nie boli.

Liczba 143. MTV pokazuje Warsaw Shore. To jest dopiero program dla idiotów – pomyślał. Grupa osieroconych przez edukację dzieciaków. Wątły zasób słów naostrzony wulgaryzmami, “ekipa” z pijanym zapędem na szybki sex. Tatuaże i gorąca plaża – to nie może być prawda – ciągnął dalej. Na rozświetlonym ekranie jakaś dziewczyna wymiotuje w samochodzie, reszta klepie ją po plecach w geście współczucia. Potem kładą się razem do łóżka, ta sama dziewczyna i jakiś przystojny osiłek całują się namiętnie. Razem znikają pod czerwoną kołdrą w “bzykalni”.

Jan zostawił trzecią parówkę, bo poczuł że to on zaraz będzie rzygał.

Szybko nr 14. Informacje ze świata.

– Rosyjskie władze są bardzo zaniepokojone doniesieniami o przeprowadzonej przez Koreę Północną próbie bomby wodorowej – poinformował dziś rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Dodał, że prezydent Władimir Putin zarządził weryfikację tych informacji. – Moskwa jest skrajnie zaniepokojona informacjami o teście bomby wodorowej przeprowadzonej przez Koreę Północną. (…) Prezydent Władimir Putin polecił sprawdzić odczyty ze wszystkich stacji pomiarowych, w tym z sejsmologicznych, a także przeanalizować sytuację na wypadek potwierdzenia informacji o pomyślnej próbie (z bronią wodorową) – powiedział Pieskow cytowany przez agencję TASS.

Tę wiadomość czytała prezenterka o blond włosach. W jej ustach brzmiało to trochę tak, jakby Putin naprawdę się tym zmartwił. Putin zaczął sprawdzać, bo może znów przyjdzie Wielkiej Rosji zbawiać świat. Teraz Putin za plecami zbawia Ukrainę – i w głowie Janka wyświetliły się obrazy, zdjęcia zabitych młodych chłopców, takich jak on. Zastrzeleni, rozerwani przez bomby, rozjechani przez czołgi.

– Czemu tego kurwa nie pokażą – słowa wypowiedział przez zęby. Całe to szambo informacji to jedna wielka nieprawda albo prawda wypowiadana inaczej. Tak samo jak w Rosji, gdzie telewizja jest dalej narzędziem propagandy i zakłamania. Trawi swoich obywateli i puszcza ich z dymem wystrzałów na Krymie.

Na dole ekranu, w pasku pojawiały się krótkie zdania: Tajemnicze spotkanie Kaczyńskiego i Orbana. Napięcie w Niemcach po atakach uchodźców na kobiety. Zamach PiSu na Trybunał Konstytucyjny – ciąg dalszy następuje.

Janek wstał z łóżka i podszedł do okna, z którego było widać okna kamienicy, podwórko i kawałek Starego Rynku. Pomyślał sobie, że ten cały PiS po nocach konstruuje taką właśnie bombę wodorową. Zrzucą ją na nas jak skończą. Wtedy to całe miasto, które wybrało posłankę w obcisłych spodniach w kolorze jaskrawej żółci, zapamięta nazwisko tego, który to zrobi. Tak jak świat zapamiętał bombardiera Thomassa Ferebee, który zrzucił bombę o sile 16 kiloton na Hiroszimę.

Nagle zaczął padać deszcz. Przez uchylone okno do mieszkania wpadło świeże, mokre powietrze. Ulica na dole opustoszała, tylko jakiś kot biegł przyklejony do wybrukowanej drogi. Zatrzymywał się przy betonowych donicach z kwiatami i czyścił mokrą sierść. Nagle zniknął w ciemnościach.

Janek poczuł się zmęczony, znużony dniem, pracą. Usiadł w fotelu i próbował zamknąć oczy, które ciągle drażnił seledynowy blask telewizora.

Dzwonek, który wyrwał go z fotela uderzył trzy razy. Chłopak wstał i podszedł do drzwi. Dzwonek znów wydał z siebie dźwięk.

Prawe oko Jana przykleiło się do wizjera. Za drzwiami stała postać, którą od razu poznał. Wiedział, że to ona. Znów znienacka, znów z dźwiękiem dzwonka chciała wedrzeć się w jego życie. Przycisnął czoło do drzwi. W głowie zaplątała mu się myśl, że jej nie otworzy, że za chwilę ona się znudzi i odejdzie. Nie będzie musiał na nią patrzeć, nie będzie musiał jej słuchać i czuć jej zapachu.

– Otwórz. Wiem, że jesteś w domu. Widziałam jak wyglądasz przez okno. Otwórz proszę.

Janek złapał za klucz. Powoli przekręcił go i otworzył drzwi. W żółtym świetle przedpokoju stała dziewczyna, była przemoczona od tego deszczu, który przed chwilą zaczął padać. Trzęsła się z zimna.

– Mogę wejść? – powiedziała podnosząc głowę. Do policzka przykleił jej się kosmyk włosów, który szybko zabrała palcami. Wyglądało to tak jakby chciała mówić dalej, mówić tak, żeby jej nic nie przeszkadzało.

– Czego chcesz?

–  Zmokłam. Pada. Byłam blisko ciebie, pomyślałam, że wpadnę. Porozmawiamy?

– Nie mamy chyba o czym ze sobą rozmawiać. Miałaś tu więcej nie przychodzić.

Janek poczuł od dziewczyny zapach alkoholu zmieszanego z jej perfumami. Na chwilę zamknął oczy, a jego oddech stał się szybszy, napędzał serce, które chciało się mu wyrwać z więzienia żeber. Odsunął się od drzwi. Dziewczyna zdjęła buty i weszła do pokoju. Szary sweter powiesiła na oparciu krzesła. Chłopak stanął obok niej patrząc na jej twarz, na kroplę deszczu, która spływała po szyi, wolno, zmieniając kierunek za każdym razem kiedy się poruszyła.

– Przyniosę ręcznik. Chcesz się czegoś napić?

– Tak, herbatę. Masz może tę zieloną? Bardzo mi smakuje.

– Mam, zaraz zaparzę. Co tutaj robisz?

Dziewczyna usiadła. Schowała dłonie między uda, nadal trzęsła się z zimna. Jan wychodząc do kuchni zamknął okno.

– Nic ciekawego. Spotkałam się ze znajomym w takim lokalu, tutaj na rynku.

– W “Dołku”?

– Tak, chyba tak ten lokal się nazywa. Dziwne miejsce. Dają tam ciepłe piwo. Nie podobało mi się.

– Co u ciebie słychać? – zapytała przeczesując ręką mokre włosy.

Jan milczał, skupiał się na gotującej wodzie. Nie wiedział co miał jej odpowiedzieć. Co takiego mądrego miał wymyślić. Miał się przyznać do tego, że każdy jego dzień zaczyna się i kończy w tym zepsutym przez czas mieszkaniu, że nie myśli o niczym i rozmawia ze świecącym na zielono telewizorem.

– U mnie jakoś leci, powoli. Mam dużo pracy. Wiesz projektuję teraz kilka gazetek reklamowych, wszystkie mają po 12 stron. Ponad 1000 produktów. Z samymi zdjęciami jest kupa roboty. Potem to trzeba poukładać, sprawdzić.

Woda w czajniku dotarła do temperatury wrzenia. Jan zalał kubek z zieloną herbatą. Powoli zaniósł do pokoju i postawił przed dziewczyną. Zapalił małą lampkę.

– Co to za znajomy?

– Nikt szczególny, kolega ze szkoły. Nie widzieliśmy się kilkanaście lat. Zadzwonił do mnie, że jest w mieście i chciał się zobaczyć.

– Nikt szczególny… to czemu wystroiłaś się jak na wesele?

– Chyba nie jesteś zazdrosny o to w co się ubieram i z kim się spotykam. Głuptas z ciebie.

– Ja już nie muszę być o ciebie zazdrosny.

Kiedy to mówił wiedział, że kłamie. Wiedział, że ona nie ubrała się tak dla kogoś, kto dla niej nic nie znaczy. Jeszcze te perfumy, mocne, słodkie miały zwrócić czyjąś uwagę tylko na nią. Zupełnie jak kwitnący nocą jaśmin, zapach ciepła, dotyku, gorącego oddechu między kochającymi się ustami.

– Mogę przełączyć telewizor? Straszne głupoty oglądasz. Na którym kanale jest MTV? Tam teraz leci taki program, o takiej ekipie z Warszawy. Zdziwisz się co oni wyprawiają. Wiesz, teraz wielu młodych tak się zachowuje. Ostatnio spędziłam kilka dni w Warszawie. Byłam w różnych klubach z dziewczynami i powiem ci, że to wszystko wygląda tak samo. Identycznie. Wszędzie alkohol i tańce. Niezła zabawa.

Telewizor zmienił kanał. Na ekranie pojawili się ci sami ludzie, którzy przed chwilą odebrali apetyt Janowi. Dziewczyna z gorącym kubkiem zapatrzyła się w ekran. Chłopak siedział obok niej i obserwował każdy jej uśmiech, każdy jej chichot, który wpadał mu do głowy jak wspomnienia minionych miesięcy. Podszedł do okna i spokojnie zapatrzył się w noc miasta, które połknęła chwilowa cisza przyniesiona przez letni deszcz. Za plecami usłyszał, że dziewczyna wstała. Usiadła na kanapie. Znów tylko dźwięk z telewizora. Jan odwrócił się.

Rozpięła bluzkę. Jej szczupłe ramiona błysnęły wilgocią. Poprawiła włosy i spojrzała na Jana. Prawą ręką sięgnęła za plecy i rozpięła biustonosz, który spadł bezwładnie na ziemię. Jan znów zamknął oczy i odwrócił głowę.

– Chyba się mnie nie wstydzisz? – dziewczyna szepnęła to tak cicho, że Jan ledwo to usłyszał.

– Ubierz się. To nie ma najmniejszego sensu. Jutro ciebie znów nie będzie. Nauczyłaś mnie, żebym tobie nie ufał i dobrze ci to wyszło. Ubierz się.

Kiedy to mówił podszedł do łóżka i podniósł jej bluzkę. Była mokra i zasługiwała na to żeby wyschła na krześle.

– Chodź do mnie – powiedziała.

Warsaw Shore przerwała reklama. Jan milczał. Patrzył się na nią tak jak pierwszy raz kiedy się przed nim rozebrała. Nic w niej się nie zmieniło, tylko teraz zielone światło telewizora zakrywało jej piersi, płaski brzuch.

– Chodź – mówiąc to wyciągnęła w jego kierunku rękę.

Chłopak nie zareagował. Milczał. Ona nadal trzymała rękę, która po chwili zaczęła lekko drżeć. Jakby się wystraszyła, że on nie zareaguje.

– Chodź – nalegała.

– To cholerstwo… ta kanapa… strasznie skrzypi.

– Nikt nas nie usłyszy, ten twój telewizor strasznie głośno gra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *