Zbyt pospolita szarość

Wywlokłem siebie na zewnątrz

ledwo… powiało zimnem i ciemno

zakotwiczyłem na stałe przy tobie

by spokojnie przeżyć

nieznośną bezsenność.

Na ustach mnie niosłaś ze smutkiem

pastelową szminką co wieczór

w szklistym krajobrazie wspomnień

wyplułaś mnie w nicość.

A teraz puste są słowa

moje do ciebie zbyt proste

a twoje do mnie zbyt ostre.

I wiem czemu się odwracasz

i czemu milczącą cię mijam

podobno znasz już odpowiedź

podobno odkryłaś już wszystko.

Wywlokłem siebie zbyt późno

z cienia wylany ciemnością

wódka jest dobra kotwicą

zbyt pospolitą szarością…

zbyt pospolitą szarością…