Zamawianie cz. 2

– Zmowa była taka, że ty mi już nikogo nie podsyłasz. Ani ja do ciebie nikogo. Po jaką cholerę nam teraz problemy. Mało ci? Czego ty jeszcze chcesz? Prędzej do ziemi trafisz, niż te wszystkie pieniądze wydasz. A jak co wyjdzie na jaw, to mnie z urzędu boskiego na pysk wywalą, a ty na pośmiewisko pójdziesz Antoni. Na ludzkie usta trafisz. A te cię rozszarpią, bo ty na potrzebujących pomocy się żywisz.

– Nie trafiłem i ty nie trafisz. Ot psia mać jaki ty mądry! Zapomniał już jak to było. Pamięć masz wybiórczą patrzę. A mało to żeś do mnie ludzi nasyłał? Mało to ja do Hajnówki ci pieniędzy przywoził? Mało? Nie pamiętasz ptaszku kolorowy. I inne rzeczy też pamiętam. Ty się bardziej święty nie zrobisz. Nie za to co do kieszeni wziąłeś.

– Antoni ty zrozum, że ja ją dwa dni telefon uczyłem obsługiwać. Ona ledwo widzi, może wcale nie odebrała. Może on też do niej nie pojechał. Bo to już wygasała inwestycja. Babka rady nie daje.

– Babka to i ciebie i mnie jeszcze przeżyje. A tamten z synem wróci. Do ciebie, a potem do mnie. Ja mu powiedział, żeby babce pieniędzy nie dawał. Ale on da. To widać było. W wielkiej potrzebie był. Syn mu przestał mówić i taki niemota zostanie. Tu cudów nie będzie, ale trzeba się odwdzięczyć. W oczach to miał. On da. Da i to da dużo Tomaszku.

– Żebym samochodu nie rozbił, to bym posłał go do diabła, do Białegostoku, do lekarzy specjalistów. Ale to tak zawsze jest, że ty mnie zaskakujesz wtedy, kiedy ja w potrzebie jestem. I ja tobie muszę być wdzięczny. Czasami sobie myślę, że ty mnie na innego Boga namówiłeś, że ty tę starą marynarkę to siarką nie bez powodu nasączyłeś. Piekłem od ciebie woni staruszku. Jakbyś tam na spacery chodził, a nie do cerkwi.

– Nie bluźnij Tomasz. Bóg daje wtedy kiedy potrzebujesz. I zobacz: dostałeś, a nie prosiłeś.

– Ja z tego nic nie wezmę. To ostatni raz. Jak wróci to ty weź te pieniądze Antoni. Na trumnę. A kiedy do Pana naszego zapukasz i jeżeli on cię wpuści, to ja te pieniądze od ciebie zarobię. Zaśpiewam ci Antoni i popiół na głowę położę. I nikt nie będzie nic wiedział co ja z tobą miałem.

– Gołodupiec byłeś i będziesz. Babka czary odprawi, dzieciak się uśmiechnie, chłop zadowolony będzie i już.

– A pamiętasz Antoni taką dziewczynkę, chyba spod samego Zambrowa ją do babki przywieźli. Co ją Andrychowa ratowała prawie dwa dni? Jak złego wzięła do siebie i o mały włos nie umarła? Pamiętasz stary diable. To teraz też tak może być. Tylko, że ona już tego nie przeżyje. A mi na sumienie czyjeś śmierci brać nie można, a już na pewno pieniędzy.

– To tylko raz tak było. I też nie wiadomo jaka prawda. Babka dwa dni nie jadła to i mogła źle się poczuć. Ty z racji swojej profesyji to wierzyć w takie rzeczy musisz, a ja tam wiem, że z głodu mało nie padła i tyle. Teraz to prosta sprawa. Babka świeczki zapali, poszepta i wypuści do domu. Nikt nie umrze. Pan Bóg na to nie pozwoli, przecież wiesz o tym Tomaszku. Ty wiesz o tym najlepiej.

Cześć trzecia – KLIK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *