Z cyklu – rzeczy dziwne, które mnie czasem spotykają

Idę sobie rano do pracy, mijam znajomy sklep, który jako jedyny w okolicy nadal ma zimne piwo (nie wiem dlaczego przyszło mi do głowy właśnie takie skojarzenie), rozkrzyczane dzieciaki, pada drobny deszcz i wydaje się, że się jeszcze nie rozwidniło – tak ciemno!

Idę wolno i słyszę za sobą drobne kroki. Szybkie kroki. Szpilki wystukują rytm po nierównym betonie. Dogania mnie niewysoka, szczupła kobieta, ubrana w kakaowy prochowiec, z parasolką nad głową. Zaczyna mi się przyglądać… tak natarczywie, skupiona na mojej twarzy. To i ja na nią łypię lewym okiem, ale cholera nie znam kobiety. Nic. Zero. Całkowicie nieznajoma. I się odezwała:

– Wie pan co? Ledwo pana dogoniłam… ale pan jest jest zgrabny (tu pojawia się błysk w oku, jak mignięcie światła w lusterku). No… niesamowity facet… echhh.

Chyba się uśmiechnąłem, ale nie jestem pewny, bo to mnie zaskoczyło i wyplułem z siebie:

– Aaa dziękuję, ale nadwaga, brzuszek…  i pokazuję, że mam tę/tą nadwagę, no jak nic – widać przecież. A ona na to:

– Ooo nie jest tak strasznie. Przy mnie by pan to szybko spalił!

I sobie poszła.

2 Comments Z cyklu – rzeczy dziwne, które mnie czasem spotykają

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *