W 108

Żebym wtedy miał aparat, to bym zrobił zdjęcie. Serię zdjęć. Nagrałbym go iPhonem w zwolnionym tempie. Żebym miał rejestrator umieszczony pod lusterkiem, to bym go śledził, wisiał na zderzaku, ustawiał się blisko na światłach, równał na dwupasmówce.
Mercedes Benz W 108, kolor trochę biały, rdzawy, zażółcony, kolor powyginanych nadkoli, kolor okopcony spalinami, kolor topiącego się śniegu. Pozbawiony częściowo lakieru, w czarno-brązowe chrupiące metal łaty. Mercedes, którego wyrzuciła rzeka, a reanimacja nowym akumulatorem się udała, który dyszy przepaloną ropą, klekocze luźnymi zaworami z radości, że jedzie. Zagłówki zakrywają tylną szybę. Pokrowce na siedzenia zrobione z oskórowanych pluszowych misiów. Ich resztki pewnie zgniły, leżą dalej w bagażniku. Kostki niedźwiadków z dziecinnego pokoju rozrzucone przy zapasowym kole, lewarku, kluczu francuskim, przy siekierze. Zmechacone od włosów, tłuste, nienadające się do wyprania pokrowce uformowane na zawsze w kształt ludzkiego ciała, prawie jak stara karoseria.
Za kierownicą ON. W czapce. W czarnej kurtce z olbrzymim kołnierzem. Palce zaciśnięte na kierownicy. Łapska duszące klakson.
Brak części zębów, a reszta… w kolorze białym, zażółconym, kolorze powyginanych nadkoli…
Wygląda jak LeBay, pierwszy właściciel Christine z powieści Stephena Kinga. Polski LeBay. Brakuje mu tylko protezy utrzymującej słaby kręgosłup w pionie. Jeżeli ktoś jeździ takim samochodem to robi to chyba z miłości do niego. A jeżeli on ma coś wspólnego z opętaniem? Z przeklętą miłością do tego Mercedesa, który zaraz cały się odmieni. Naprawi się przednia klapa, drzwi, zderzaki, będzie jak fabryczny, tylko ze starcem za kierownicą. Zaraz z radia poleci Wodecki z Izoldą, Zaucha z Byłaś serca biciem, Piotr Szczepanik Kochać, Czerwone Gitary i Historia jednej znajomości, Czesław Niemen Czy mnie jeszcze pamiętasz… I tylko takie przeboje, tylko o miłości śpiewane przez tych co nie żyją.
Co jakiś czas zwalniam, aby Mercedes mnie wyprzedził. Wtedy wpada w plamę słońca, jasną, iskrzącą, otoczoną szarością budynków. To takie typowe dla wiosennego nieba – z napęczniałych chmur ukośnie opadają kolumny światła. Widać je z daleka, jak się przesuwają, jak rysują ziemię pierwszym ciepłem, jak się walą pod naciskiem innych chmur i znikają.
Mercedes nagle lśni. I znów mi Christine w głowie szumi.
Naprawił się! Naprawił tak jak naprawia się rzeka po rozlewiskach. Będzie miał nowy silnik, uzupełnioną deskę rozdzielczą, atrapa z przodu będzie chromowana, jaśniejsza od srebra, piękne pionowe światła będą miały nowe klosze, pomarańczowe kierunkowskazy zapalą się, zapłoną… Palący się Benz W 108 będzie szukał zemsty na ulicach Łomży, będzie szukał Buddego Repertona, żeby go potrącić, a jego zwłoki będą dopalać się na nowym asfalcie wylotowej na Warszawę.
Na kolejnym skrzyżowaniu muszę skręcić w prawo. Podjeżdżam do zardzewiałego samochodu. Patrzę się na długą maskę. Obserwuję kierowcę, który odwraca głowę i próbuje mi coś powiedzieć.
I żeby nie słowo pośrodku zdania, pewnie bym nie przeczytał z ruchu warg tego co mi powiedział. Pewnie bym skręcił nie wiedząc, że starszy pan, zwrócił mi delikatnie uwagę:

– Czego się kurwa gapisz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *