Niestabilność

Meblościanka przypominała jednolitą bryłę. Z niezniszczoną politurą wyglądała jak lustro. Mogłem się w niej przejrzeć. Dziwnie patrzeć na siebie lakierowanym wzrokiem. Bez znaków szczególnych, bez zmarszczek, z większością włosów na głowie, bez nadwagi. Jak owad, który zastygł w kropli bursztynu. Z niewiadomym wiekiem, idealnie zaimpregnowany i przygotowany do wiecznego podziwiania jego nieruchomego ciała. Leniwie sięgnąłem… Czytaj dalej

Czerwień

Przedstawiciele handlowi, dyrektorzy, zastępcy dyrektorów, właściciele małych firm, bogaci, nowobogaccy podpisując jakieś zobowiązanie, umowę handlową z naszą firmą, oczekiwali jeszcze czegoś. Nocnych przygód, wędrówek za naszą kasę. Dobrego jedzenia, tatara w kilogramach, głębokich kieliszków i dyskrecji. A ja jako pracownik działu marketingu musiałem im taką zabawę zapewnić. Niestety moja kreatywność kończyła się zaraz po 22:00,… Czytaj dalej

idź się za mnie napić, no idź, powieś się na krawędzi kieliszka ustami i nie oddychaj   no weź jak surogatka cały ten płyn, który urodzi się ciepłym ciałem, będziemy razem trzeźwiejącą raną, spapraną bakteriami wymiotów obietnicą   no idź, utop się we mnie, wiem, że chcesz być odnaleziona martwa z posklejanymi włosami, w moim przełyku,… Czytaj dalej

Dzi­siaj minął rok od kiedy umiesz­czam tu po prze­cin­kach swoje słowa. Szybko jakoś. Nie zakła­da­łem takiej żywot­no­ści nie­mam­slow.pl, ale skoro minęło 365 dni to wypada coś na ten temat napi­sać. Upar­cie doma­gam się od swo­jej kla­wia­tury jesz­cze więk­szej kon­se­kwen­cji w korzy­sta­niu z niej i chyba tego bym sobie dalej życzył. Upar­cie też utrzy­muję szcze­rość wobec tego co robię… Czytaj dalej

Mam problem ze słowem

Ostatnio w książce Herty Müller przeczytałem takie słowo – skochany. Nie wiem dlaczego, ale różnie je interpretuję. Skochany, czyli jaki? Zmęczony kochaniem, czy raczej odwrotnie, zamęczony miłością drugiej osoby? A może taki, który jest w czyimś sercu na zawsze – skochany na jego dno, zepchnięty tam wielkim uczuciem? Zawsze wydawało mi się, że opowiadanie o… Czytaj dalej

Dzień, którego nie było

Zgubiłem ten cholerny poniedziałek i dobrze mi z tym. Zupełnie zmarnowany, ale nie żałuję. Podróżowałem przez pierwszy dzień tygodnia całkiem nieruchomy, zamarznięty w odbiciach szyb autobusów. To ciekawe uczucie być obecnym w dniu, którego nie trzeba pamiętać. Nie zaprzątać sobie głowy jego istnieniem, jego godzinową wyliczanką. Być częścią czegoś, co jest tylko wtedy, kiedy trwa… Czytaj dalej

nadpobudliwy bursztyn świtu trzęsie się we mnie wrakiem wczorajszego dnia, lakonicznie przechodzi przez ciało włazi po drabinie żeber i następuje krążeniowa zapaść   jakże bezczelnie staje się chodzącą katastrofą, jak bezczelnie chciałbym być uratowany przez mechanizm twoich rąk, ja rozklekotany, ale do naprawy, bzdurnie popsuty słowami   nie pytaj o zgodę, weź mnie sobie, jako… Czytaj dalej

BAM…

celują do siebie z miłości, z palców wskazujących na szczerbinkę wyznań   BAM…   słyszysz, tylko ty i ja BAM…   kula srebrnych ust wycelowana w głowę, otwór wylotowy, przez który widać mokradła pościeli, mgłę oddechów, świt poklejonej skóry, idealna pora na pojedynek ciał, na huk ołowianych krzyków   to ja sekundant, tych dwojga, to ja… Czytaj dalej

turlam się po tobie bez sensu, wymachuję rękami jak pajac, wyskakuję z twoich ust tylko po to, żeby zapoznać się z teorią spadania   teraz między nami jest jedno prawo: to co mnie przyciąga ciebie odpycha zimnymi biegunami, to taka antygrawitacja niebieskich ciał   skoki tektoniczne wykonuje się wolno i raczej wolałbym pozostać w bezruchu,… Czytaj dalej

Widocznie na mnie wypadło

nic tak nie zbiera ofiar jak pierwszy śnieg, nikt jak on, nie zostawia swojej krwi w pustych do tej pory żyłach miasta,   widocznie kiedy wypada z okien nocy nie liczy się z rozbiciem o ziemię, wiruje ślepo, w światła lamp, które wskazują kierunek upadku,   zimowe samobójstwo drobin chłodu, masowy zgon bieli, na oczach… Czytaj dalej