nie mam pojęcia po co to robimy: łączymy serca przewodami niedokończonych zdań, żeby wywołać ożywiające wstrząsy    wszczepiamy bajpasy z czułych słówek, do innego organizmu, które wcale się nie przyjmują   dbamy o transporty krwi, która ma przemycać odrobiny tego co najważniejsze, a staje się niebezpieczna, bo rozrzedzona domysłami wywołuje zator, paraliż i niedowład ust… Czytaj dalej

Supły

Czasami porozrzucane ciuchy wyglądają jakby się do siebie przywiązały. Taką przyjaźnią szczenięcą. Poobgryzane guziki, nastroszone kołnierze, kieszenie rozciągnięte przez natarczywe szarpanie. Niejednorodna mieszanina tkanin i kolorów, molekularny kocioł nici, szwów, metalowych zamków nachodzących na siebie z każdej strony. Rękaw bluzki wetknięty w szlufkę spodni przypomina czułe objęcie. Rozkołysana spódnica leży trochę dalej, o jeden krok… Czytaj dalej

drzazgi chmur zapalone słońcem powodują wyłomy w niebie, a na ich końcach, tych co szorują o wierzchołki drzew tli się nadchodząca ciemność   i przez to rozdarte sklepienie pozbawione białego tynku gwiazd kapią popsute konstelacje prosto w wiosenną rzekę   w jej rozsypane włosy wpadają pasożyty błysków i lśnień przeobrażające się w odbicie   kłębi… Czytaj dalej

Urodziłem się w upalne lato, a kilka miesięcy później przyszła zima stulecia z tumanami śniegu, który zabetonował sobą cały kraj. Jeżeli miałby nastąpić kiedyś arktyczny koniec, to podobno tak właśnie by to wyglądało. Urodzony w roku, w którym przeprowadzono symulację końca świata. Nie pamiętam, ale… może było to jakoś tak. Lawiny uderzają z nieba. W… Czytaj dalej

moon

że ci się nie znudzi odstawać tak martwo od chmur napęczniałych deszczem   że ci jest tak łatwo kręcić gęstą watę mgieł na gałęziach drzew   że tak głupio spadasz z barykady bloków, na szpikulce anten przebity jak owad   że się zakraplasz jak sen w puste ulice i śnić będą o tobie tylko wygaszone… Czytaj dalej

Są takie słowa, które wypowiedziane tracą na lekkości. Siermiężne, poupychane w inne metaliczne dźwięki zdają się być nieprawdziwe. Przygotowane do wyplucia, znikają usłyszane tylko raz i nie są nawet echem innych. Są też takie, których boję się wypowiedzieć, bo czasami słowa zmieniają wszystko. Najlepsze to te napisane. Są takie jakie powinny być. Zaułki końcówek, odpowiednio… Czytaj dalej

ostatnio usłyszałem, że ciśnienie rozsadzi mi serce, parafina krwinek zastygnie w małym palcu i sknoci prześwit naczyń   przez otwór owalny wpłynie tyle pytań, że na hakach znaków zapytania uda się powiesić całe życie   wypcha się nimi, oczywiście pod narkozą rozmów, niejeden, który uważa, że można wszystko   mówią, że pierwsze załamują się kolana, potem… Czytaj dalej

tiry zajeżdzają mi drogę   na kołach krople asfaltu prostytuują się z gumą   wręcz widzę jak wypełnia się bieżnik, jak nagle łysieją od nadmiaru czerni   zakamuflowane błotem naczepy mają niewyraźne napisy na bokach coś jakby…   PRECZ Z ABSOLUTYZMEM   chyba, że coś źle tłumaczę z rosyjskiego   nasączone szybkością wyciekają za granicę   w tym… Czytaj dalej

Złodziej bocianów

Próbuję  przypomnieć sobie jak to miejsce wyglądało kiedyś. W sumie wiele się nie zmieniło: faktura ziemi i przyklejony od góry plaster szarości imitujący niebo. Widok wydaje się zupełnie pospolity i ten sam co wiele lat temu. Jedynie od czasu do czasu pojedyncze liźnięcia słońca nadają ton wzniosłości. Może to jest właśnie boskie baczenie, utrwalanie przez… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Siódmy – koniec.   dzisiaj w sprawie strachu, bo mi się dzielnice walą w stronę rzeki   bo wybrukowany nurt ulic zdeptany falą kamieni, tłoczy się pod kościoły, i przepełnia wodą dzwony   z zapomnianych placów wypływają statki z piaskowca, a poszarpane żagle macew opuszczają żydowski cmentarz   nawet nie myślę, że… Czytaj dalej