wyobraźnia zabliźnia mi się białym światłem, ledwo widzę…   a tak naprawdę, to nigdy nie próbowałem cię dotykać samymi paznokciami, olej ze słońca nawilża mi dłonie i się wymykasz   nosisz ubranie z prostych ruchów, spod nich wystają namacalności na kształt stężonej lawy, dostęp do ciebie wydaje się łatwy wystarczy rozebrać cię z niedoskonałości  … Czytaj dalej

Patrzę teraz na swoje dłonie, na place zanurzone w czarnej klawiaturze i zdaję sobie sprawę, że piszę do ciebie słowami, które nie mają już żadnego znaczenia. Ciekawe, to takie słowa zmarnowane, jednorazowe, użyte w wyjątkowych okolicznościach. Mogły być gorące, tęskniące, pieszczotliwe, seksowne, wypracowane językiem, przygotowane specjalnie dla ust. Pewnie jakbym wypowiedział je przy tobie, to wypełniłyby… Czytaj dalej

wyludnimy ulice i jak ty nas znajdziesz morze   ktoś przesunie brzegi w sztywne fale słońca i nie będziemy widzieli gdzie koniec   zostanie gorzki piołun młodego księżyca ostry, co przecina na wskroś usta tych, którzy przestali się uśmiechać   i w tym kolorze… w takim, w którym grzebie się światło dnia, wyrobiona w rękach glina… Czytaj dalej

ten słony kożuch upałów rzucony na plecy drzew   ten nasycony gęsta mazią słońca sen zastygających ulic   ta otwarta na syk pary dziura nocy   zapamiętują jak się męczę, jak się wyolbrzymiam w przekleństwach odwrotnie do tego co czuję   i jeżeli stanie się bezwietrznie, jeżeli będzie trudno oddychać, ta szara mielizna chmur przypełźnie tu na stałe  … Czytaj dalej

Pełno tu osobliwości, takich jednorazowych spojrzeń na rzeczy, które są tylko na chwilę. I tak: mini-ciągnik, resorak wśród dużych ciągników. Poskładany z czego się da jest jedyny, niepowtarzalny i smutnie piękny. Ustawiony na różnych kołach, ale z chromowanymi felgami, ma zaplecione w warkocz zwoje przewodów, kierownicę od Malucha przeszczepioną razem z kierunkowskazami. Dziecko Frankensteina z… Czytaj dalej

Szklane morze

Zawsze wyglądał na bardzo zmęczonego. Kiedy tak szedł w kierunku sklepu utykał lekko na lewą nogę. Przechylał się na boki, a wtedy spadały na niego kawałki odbijającego się światła ze ścian domów. Bo tak to tu wygląda, że elewacje murowanych domów były malowane na brązowo, a tych drewnianych na pomarańczowo.  Dwupiętrowe proste klocki w ściany… Czytaj dalej

„Indywidualna treść modelu”

Jej obrazy widziałem na jakiejś wystawie będąc przypadkiem u przyjaciół w Warszawie. Była to wystawa mieszana, więc na ścianach galerii wisiało tylko kilka dzieł artystki, o której będzie mowa. Stałem przed nimi z brodą podpartą dłonią, podchodziłem bliżej, oddalałem się z zamkniętym jednym okiem, prawie jak jakiś znawca sztuki. Brakowało mi tylko fajki, którą mógłbym… Czytaj dalej

Uśmiech Mona Lisy

Od rana miałem wrażenie, że Maryśka mnie unika. Ucieka gdzieś wzrokiem, znika z takim półuśmiechem, który świeci niechęcią, bladymi ustami, którym nie chce się rozmawiać. Jak Mona Lisa tylko, że chodzi do kibla, do kuchni, a czasami leży przed telewizorem. Oczywiście mogłem zadać jej pytania typu co się stało, dlaczego jest smutna, ale i tak… Czytaj dalej

wpadłaś mi na plecy, na krzyż, bym mógł nieść cię dalej, powieszą nas nad drzwiami i usłyszę: wreszcie sami   będziemy oddychać betonem, porowatą strukturą stali, przymocowani do siebie zbrojoną konstrukcją związaną palcami   będziemy patrzeć jak starzeją się dywany, jak znikają zasłony dni za oknami, jak poruszają się meble wzdłuż ściany, jak rzucamy blady cień… Czytaj dalej

ciągłe migotanie komór napędza mi koła ślepi   podobno niewidomi chodzą tylko do przodu więc idę   wskazującym rysuje kierunek: tam -> w górę i koślawy krok: lewa, prawa sprawia, że się poruszam, tylko ta końsko-szpotawa ciągle skręca w lewą stronę   i nie mogę zapanować nad pragnieniem charczę, milknę, wyłączone narzędzie mowy pewnie z braku… Czytaj dalej