Wyjątkowo zimny maj

Długi weekend. Cholernie długi. Pozbawiony planu, prosty, nudny. Wypadkowa różnych zdarzeń w tym roku licha i uboga. Jakbyś nie mnożył i dzielił liczby pierwsze z tendencją spadkową do zera. Może to z wiekiem przychodzi, że człowiek się rozleniwia, staje się jak szary kot, który z pierwszym słońcem wygrzewa kości na blaszanym dachu. Tylko go drap,… Czytaj dalej

Grawitacji nie oszukasz

Zapomniałem jak to jest mieć rozcięte usta, spuchnięte zastygającą od wewnątrz krwią. Jak to jest czuć smak krwi, połykanej łapczywie, spływającej przełykiem do żołądka. Jak to jest potem rzygać nią siną, bordową, zakrzepniętą w plastry trombocytów. Mam chyba złamane żebro, bo kiedy dotykam boku, to czuję mocną opuchliznę i środkowe wystaje pod napiętą skórą. Oby… Czytaj dalej

Tresowana, wyszczekana

idzie ze mną, przy nodze ta męska, szowinistyczna świnia, tresowana, wyszczekana, wywącha wszelkie truflowe przyjemności, nawet bitą śmietanę, truskawki, wyżre wszystko, skubana…   smycz ma nabitą ćwiekami i lubi jak jej rozkazuję w języku niemieckim, a jakże, twardym tonem, żołnierską frazą: rozbieraj się, stawaj na baczność, świnio jedna, skubana…   teraz ją karmię słowami, dietetycznym:… Czytaj dalej

Bo w ciemnościach…

Mógłbym przedstawić swoją kolejną wyprawę na bagna tak, jak to robią na Discovery, pięknie, czysto, z porównaniami opisującymi glorię wiosny. Dołączyłbym zdjęcia, zaciekawił szczegółami i historią okolicy, ale nie tym razem. Kiedy człowiek zostaje z dziką przyrodą za plecami, to po pewnym czasie zaczyna gadać sam do siebie, a do głowy przychodzą mu różne, dziwne… Czytaj dalej

Wypisuję się

wypisuję się na stałe, narzucam na siebie apostazję od wina mszalnego, od nalewek robionych przez mnichów, od miodu pitnego, nie będę patrzył na kelnerki w przebraniu zakonnic, nie będę się spowiadał barmanowi, i wracał na kolanach do domu, zrywam z tą wiarą nieziemską, że kac uszlachetnia, że daje nadzieję na talent, bo mi się potem… Czytaj dalej

Jezusków Chrystusków

Bo ja stąd jestem, z tych bagien śmierdzących, z tych łąk obsianych gęsiami, z tego krzyku żurawi, z tego siwego dymu co mnie pali, z tych rzek płynących po mnie, rozlanych. Jestem ostatnią budowlą hydrotechniczną wstrzymującą wzburzoną krew, słowa i myśli tych wszystkich, których nie ma, a byli pełni życia. Jakby mi ktoś w oczy… Czytaj dalej

A jak daleko jest do „Lezbony”? Cz. 2

No i mnie namówiła, ta mała z lizakiem w policzku. Lizbona, Lizbona jakby się jej płyta zacięła, tak się cieszyła, że wreszcie poprawnie wymawiała słowo Lizbona. Cóż, małe sukcesy cieszą najbardziej. Niestety, skazałem się na ten wyjazd, sam się o to prosiłem. Od tej pory słyszałem tylko jedno: – Tato, a czy na pewno polecimy?… Czytaj dalej

No świr jeden, zagrożenie stworzył

Nie lubię świąt. Zawsze przytrafi mi się coś głupiego, albo napiję się równie głupio. Napcham się flakami, zjem do końca swojską wędlinę i sałatkę warzywną, jakbym potrzebował bomby z witamin. Przepadziwie… to nawet ładne słowo. Przepadziwie nasłuchałem się opowieści dziadka o tym jak to kiedyś było, dowiedziałem się, że kiedyś można było umrzeć z głodu,… Czytaj dalej

W obiektywie Carla Zeissa

wypadliśmy na zdjęciu nieswojo, ja pokruszony alkoholem, reszta wymięta późną sobotą, nie jestem już sobą, nieostro wymalowany pikselami, nie potrafię być użyty jednorazowo w wyjątkowych sytuacjach, jakbym miał na sercu napisane równo, wyraziście, stłucz w razie potrzeby, wtedy gdy się palą stosy fotografii, poparzyłaś mnie gorącymi słowami, i się do tego nie przyznajesz, ale ktoś… Czytaj dalej

Ostatnio grzebię w szaleńcach

Czasami zastanawia mnie, co musi się dziać w człowieku, który testuje zależności jednych od drugich, zarządza nimi, ubiega ich kroki lub je śledzi z dziwną przyjemnością. Co musi tam siedzieć, w tyle głowy, co się kłębi w zwojach elektronów, które przeskakując wzniecają rozdwojenie jaźni. Ktoś taki z czasem musi stworzyć swój własny świat, w którym… Czytaj dalej