A jak daleko jest do „Lezbony”? Cz. 2

No i mnie namówiła, ta mała z lizakiem w policzku. Lizbona, Lizbona jakby się jej płyta zacięła, tak się cieszyła, że wreszcie poprawnie wymawiała słowo Lizbona. Cóż, małe sukcesy cieszą najbardziej. Niestety, skazałem się na ten wyjazd, sam się o to prosiłem. Od tej pory słyszałem tylko jedno: – Tato, a czy na pewno polecimy?… Czytaj dalej

No świr jeden, zagrożenie stworzył

Nie lubię świąt. Zawsze przytrafi mi się coś głupiego, albo napiję się równie głupio. Napcham się flakami, zjem do końca swojską wędlinę i sałatkę warzywną, jakbym potrzebował bomby z witamin. Przepadziwie… to nawet ładne słowo. Przepadziwie nasłuchałem się opowieści dziadka o tym jak to kiedyś było, dowiedziałem się, że kiedyś można było umrzeć z głodu,… Czytaj dalej

W obiektywie Carla Zeissa

wypadliśmy na zdjęciu nieswojo, ja pokruszony alkoholem, reszta wymięta późną sobotą, nie jestem już sobą, nieostro wymalowany pikselami, nie potrafię być użyty jednorazowo w wyjątkowych sytuacjach, jakbym miał na sercu napisane równo, wyraziście, stłucz w razie potrzeby, wtedy gdy się palą stosy fotografii, poparzyłaś mnie gorącymi słowami, i się do tego nie przyznajesz, ale ktoś… Czytaj dalej

Ostatnio grzebię w szaleńcach

Czasami zastanawia mnie, co musi się dziać w człowieku, który testuje zależności jednych od drugich, zarządza nimi, ubiega ich kroki lub je śledzi z dziwną przyjemnością. Co musi tam siedzieć, w tyle głowy, co się kłębi w zwojach elektronów, które przeskakując wzniecają rozdwojenie jaźni. Ktoś taki z czasem musi stworzyć swój własny świat, w którym… Czytaj dalej

A jak daleko jest do „Lezbony”? Cz. 1

Słyszę, że stoi za moimi plecami. Mlaska językiem, oblizuje brodę. Ma pewnie upaprane palce, słodkie paznokcie i wszystko co mogło się do nich przykleić czyli kurz, sierść kotów, swoje włosy. Pewnie się uśmiecha, a ja udaję, że jej nie słyszę. Mlask, mlask. Już wiem co to – wczorajszy lizak. Pewnie znalazła go gdzieś pod biurkiem…. Czytaj dalej

Wyjmą ci kości

ktoś tu umarł z miłości, bo śmierdzi kłamstwami, ktoś się wyharatał ze zdjęcia starymi nożyczkami, co żeś chłopie zrobił? upadałeś na głowę i będą ci ją składać, będą grzebać w sercu, robić biopsję, będą hodować na szalkach Pietriego żywe kultury słów kocham cię, kocham, żeby zdiagnozować, że to było z zazdrości, będą ci wyjmować kości i… Czytaj dalej

W aptekach zabraknie pitnego jodu

Pada już trzeci dzień. Ulice w nieładzie. Pełno brykających przez kałuże ludzi, jak płocha zwierzyna, na którą polują kierowcy bez wycieraczek. Zawsze ktoś się spieszy, unika kropel w biegu, ktoś szybciej chce wrócić do domu suchy, bez skazy. Ja pod parasolem, paruję oddechem. Krok w lewo, w prawo, mijam kogoś. Przede mną jakiś facet. Ma… Czytaj dalej

Nie stać mnie na wieczne pióro

Znów nasłuchałem się Walkiewicza, bo słowa w jego wydaniu ważniejsze są niż obraz. Stał na środku sali z poważną miną i opowiadał o swoim życiu, a ja go rozumiałem całkowicie. Śmiałem się z jego odważnych decyzji i nie dawałem wiary, że można je podejmować, ot tak, po prostu, zwyczajnie, wedle swoich myśli. Ma facet umiejętność mówienia i… Czytaj dalej

Żeby tak od razu, z tą szpicrutą

Przerzucam kanały w telewizorze. Nic ciekawego. Miazga obrazów: programy 34, 12, 131 szaleję z liczbami. Pożywka dla otępiałego mózgu. 42 HBO. Zaczyna się jakiś film. Pięćdziesiąt twarzy Greya. Myślę sobie, zostawię, nic lepszego mnie dzisiaj w nocy nie spotka. Czytałem kiedyś jakąś recenzję i słyszałem, że film na walentynki, zapchał wszystkie kina w Polsce. Podobno… Czytaj dalej

Komunikacja głosowa na małe odległości

Zasypiał. Mocno wciśnięta głowa w poduszkę topiła oddech. Chrapał tak głośno, że pies za ścianą szczekał za każdym razem jak tylko przeciągłe chrrrrrrrrr łamało struny głosowe i krtań. Trzy kontenery pralek, TIR lodówek, jeszcze coś drobnego – odkurzacze z Zelmera – wszystko wyładowane, równo ustawione jedno na drugim, przygotowane do przeszukiwania skanerami. W tonach to… Czytaj dalej