Trup

– Cześć. – No, co tam. – Potrzebuję pomocy. – O, to się wreszcie doczekałem. Pan dyrektor w niskie progi do mnie, niewiele znaczącego kierownika. W czym mogę ci pomóc? – Sprawa jest delikatna, może nie na telefon. – Wal. Mam czas, możemy gadać. A właśnie jak tam nowa posadka? Cieplutko co? Korporacyjne foteliki wygodne,… Czytaj dalej

Na amnezję

Moglibyśmy trochę się okłamać, tak na sekundę chociaż. Iść boso po asfalcie w zupełnej ciemności, żeby nikt nas nie zauważył. Niewidzialny marsz bosych stóp, tupot kości, ruchomość trzymających się dłoni. Szukałbym wyrafinowanych zdań, akwarela słów i żartobliwe rozmycia w puencie. Potem wysłuchałbym ciebie. Ty tak ładnie umiesz opowiadać o jutrze, które znasz lepiej ode mnie…. Czytaj dalej

utlenione w gardle

to ciągle ten sam maj naszkicowany grafitowym wieczorem, ciągle słowa z formaliny, słowa wypite z zardzewiałego kubka, utlenione w gardle, rozpuszczone w ślinie, ciasne i niewygodne dla ust   nie zliczysz spojrzeń wyklutych ze szczelin źrenic, nacisków sumienia, wyrzutów do samego siebie, nie zliczysz obojętnych dni, zmarnowanych, przerysowanych kalkomanią życia, podrobione plastikiem szczęście sztucznie pachnie  … Czytaj dalej

Rozpięta bluzka…

Przymknąłem oko i próbowałem złapać ostrość na telefonie. Na klawiaturze wybiłem wiadomość tekstową do kumpla: Ostatni raz piję sam. To tak jakby alkoholik stracił narząd mowy. Nie do przyjęcia zachowanie. Dobiję się i spadam. W odpowiedzi dostaję: GAMOŃ BYŁO DZWONIĆ. Może i prawda. Przy tym barze muszę wyglądać na ostatniego w kolejce po piwo. Ha…… Czytaj dalej

Parzę się…

Pierwsza komunia zablokowała mi drogę do domu. Zmuszony tym postojem siedzę, oglądam, prażę się w rozgrzanej karoserii. Obok mnie korowody samochodów, wypucowane na glanc, pełne szoferów i gwiazd porannego przedstawienia. Dzieciaki wyrychtowane jak trzeba, znaczy tak jak przystoi, według wytycznych panów w czarnych sukniach. Białe koronki, białe habity, w głowie się kręci od tej czystości…. Czytaj dalej

Teoria oczekiwanej użyteczności

Wylądowałem na całe życie na tym betonowym księżycu. W bloku mieszkalnym  znaczy. Jakiś inteligent nazwał go na cześć arcybiskupa Grzegorza z Sanoka. Ten zasłużył sobie tym, że sprowadził do Polski humanizm, a raczej gościł u siebie największe umysły humanistyczne renesansu. Prowadzili scholastyczne polemiki, rozważania przy winie, bo przecież wiadomo, że humaniści mają picie we krwi…. Czytaj dalej

Witaminy nie pomogą

pospolite ruszenie w moim ciele, antyciała ukryte w okopach mięśni, szlaki żył zaminowane bakteriami, czerwone krwinki poszukują białych, wojna idzie, gorączka zmagań lecą pociski z antybiotykami, na pomoc, na ratunek rozpalonym policzkom, skórze oblanej łatwopalnym potem, pożar i wysoka temperatura, bo topi się szkło z domowymi syropami będą ofiary: postrzelone pomysły, kulawe zdania, bełkot rozerwanych zajadami… Czytaj dalej

Wyjątkowo zimny maj

Długi weekend. Cholernie długi. Pozbawiony planu, prosty, nudny. Wypadkowa różnych zdarzeń w tym roku licha i uboga. Jakbyś nie mnożył i dzielił liczby pierwsze z tendencją spadkową do zera. Może to z wiekiem przychodzi, że człowiek się rozleniwia, staje się jak szary kot, który z pierwszym słońcem wygrzewa kości na blaszanym dachu. Tylko go drap,… Czytaj dalej

Grawitacji nie oszukasz

Zapomniałem jak to jest mieć rozcięte usta, spuchnięte zastygającą od wewnątrz krwią. Jak to jest czuć smak krwi, połykanej łapczywie, spływającej przełykiem do żołądka. Jak to jest potem rzygać nią siną, bordową, zakrzepniętą w plastry trombocytów. Mam chyba złamane żebro, bo kiedy dotykam boku, to czuję mocną opuchliznę i środkowe wystaje pod napiętą skórą. Oby… Czytaj dalej