Siedem dni  i siedem wierszy. Siódmy – koniec.   dzisiaj w sprawie strachu, bo mi się dzielnice walą w stronę rzeki   bo wybrukowany nurt ulic zdeptany falą kamieni, tłoczy się pod kościoły, i przepełnia wodą dzwony   z zapomnianych placów wypływają statki z piaskowca, a poszarpane żagle macew opuszczają żydowski cmentarz   nawet nie myślę, że… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Szósty – hmm…   obawa, że to mnie pokona jest większa niż to, że tak naprawdę się stanie   ten bełt nocy co łamie się nade mną, co go palcem wgniatam w oczy jest zarażony wścieklizną ciszy i waruje przy mnie   zdrapane z nudów torfowiska skóry nadają się tylko do podpalenia… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Piąty – ach ta wiosna.   pewnie dopiero się poznali bo dłonie wplecione w zagłębienia kości, bo patrzą na siebie jakby nic nie widzieli   on ma jej puder na policzku, kawałek skóry zarażony różanym zapachem   wyglądają na zaangażowanych   trzymają się mocno ze strachu, że się rozpadną, i nie pojmują… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Czwarty – atomowy.   pojmowanie dlaczego pewnych składników chemicznych nie można mieszać z alkoholem dla spragnionego spokoju jest… trudne   niektóre związki łatwo rozpuszczają się w tłuszczach i łączą z białkami, te w życiu też się łączą, ale z tłuszczem krzyków, ze ściętym białkiem oczu, uwalniając przy tym żrącą rdzę ciszy… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Trzeci. Dzień Kobiet… wdzięczny temat.   zezwalam ci na co chcesz, na to, że rwiesz ze mnie szmaty skóry, że zbierasz w zaciśnięte pięści moje włosy, że grymasisz jak nic nie mówię, tylko patrzę jak się rozpadasz na drobne słodkości   uwielbiam gdy mówisz: tylko ty potrafisz mnie rozgryźć, więc pospiesznie wkładam… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Drugi, wyczekany…   wszędzie bąble cumulusów pędzące do siebie, ubite w perłową pianę stają się prawie betonowe   drażni mnie, że żyją tylko trzydzieści minut, a ich ciała lewitują dalej w łąki, rozsypując prochy cieni   przyjdzie mi w nich grzebać, w tym napuchniętym powietrzu, w tej rozdętej bieli, która… Czytaj dalej

Słowo się rzekło, wyzwanie przyjęte – siedem dni i siedem wierszy. Pierwszy, podpatrzony… *** umówiliśmy się na niekochanie, na spożywanie siebie w dzień święty, a nie w powszedni   na zajmowanie się swoimi sprawami, żeby zapomnieć czym jest opętanie   umówiliśmy się, na niespotykanie i w miejscach publicznych zajmujemy oddzielne kolejki   wymiotuję tobą z… Czytaj dalej

ćwiczenie

a może niech to się tak skończy: zasupłane ciało w poplątanej formie, i korowód mięśni wygięty w pałąk, i skupiona procesja krwi płynąca w głąb, milcząca na stacjach: serce —> krtań —> struny głosowe   takie ćwiczenie, żeby ciało nie zmieniało pozy:   ręce przy sobie, i nie oddychać, nie mrugać, zasypiać   przysypane kocem zwłoki, poduszka… Czytaj dalej

Wada ukryta

Ostatnio zmuszony byłem oddać nowe buty do reklamacji. Dwie miłe panie obmacały obuwie sportowe, rozsznurowały je dokładnie, pokazywały sobie podeszwy i zgodnie stwierdziły, że wymienić się nie da, bo chodzone i w ogóle. Jak w sumie dostrzec wadę ukrytą w butach nie chodząc w nich? Nie drążyłem tematu. Sprzedawczyni wyjęła obszerny formularz i czarny długopis… Czytaj dalej

i jeszcze polukrowane, słodkie, ubabrane gorzką czekoladą słowa:   żebyśmy tak umieli wracać do siebie po kocich łbach ulic nazwanych imionami naszych kochanków   żebyśmy mogli odwiedzać siebie przechodząc przez drzwi ust bez pukania   żebyśmy mogli powodować bałagan wygniecionych dotyków wokół łóżka   żebyśmy mogli leniwie stygnąć po gorączce, która chce jeszcze więcej ciepłego… Czytaj dalej