moon

że ci się nie znudzi odstawać tak martwo od chmur napęczniałych deszczem   że ci jest tak łatwo kręcić gęstą watę mgieł na gałęziach drzew   że tak głupio spadasz z barykady bloków, na szpikulce anten przebity jak owad   że się zakraplasz jak sen w puste ulice i śnić będą o tobie tylko wygaszone… Czytaj dalej

Są takie słowa, które wypowiedziane tracą na lekkości. Siermiężne, poupychane w inne metaliczne dźwięki zdają się być nieprawdziwe. Przygotowane do wyplucia, znikają usłyszane tylko raz i nie są nawet echem innych. Są też takie, których boję się wypowiedzieć, bo czasami słowa zmieniają wszystko. Najlepsze to te napisane. Są takie jakie powinny być. Zaułki końcówek, odpowiednio… Czytaj dalej

ostatnio usłyszałem, że ciśnienie rozsadzi mi serce, parafina krwinek zastygnie w małym palcu i sknoci prześwit naczyń   przez otwór owalny wpłynie tyle pytań, że na hakach znaków zapytania uda się powiesić całe życie   wypcha się nimi, oczywiście pod narkozą rozmów, niejeden, który uważa, że można wszystko   mówią, że pierwsze załamują się kolana, potem… Czytaj dalej

tiry zajeżdzają mi drogę   na kołach krople asfaltu prostytuują się z gumą   wręcz widzę jak wypełnia się bieżnik, jak nagle łysieją od nadmiaru czerni   zakamuflowane błotem naczepy mają niewyraźne napisy na bokach coś jakby…   PRECZ Z ABSOLUTYZMEM   chyba, że coś źle tłumaczę z rosyjskiego   nasączone szybkością wyciekają za granicę   w tym… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Siódmy – koniec.   dzisiaj w sprawie strachu, bo mi się dzielnice walą w stronę rzeki   bo wybrukowany nurt ulic zdeptany falą kamieni, tłoczy się pod kościoły, i przepełnia wodą dzwony   z zapomnianych placów wypływają statki z piaskowca, a poszarpane żagle macew opuszczają żydowski cmentarz   nawet nie myślę, że… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Szósty – hmm…   obawa, że to mnie pokona jest większa niż to, że tak naprawdę się stanie   ten bełt nocy co łamie się nade mną, co go palcem wgniatam w oczy jest zarażony wścieklizną ciszy i waruje przy mnie   zdrapane z nudów torfowiska skóry nadają się tylko do podpalenia… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Piąty – ach ta wiosna.   pewnie dopiero się poznali bo dłonie wplecione w zagłębienia kości, bo patrzą na siebie jakby nic nie widzieli   on ma jej puder na policzku, kawałek skóry zarażony różanym zapachem   wyglądają na zaangażowanych   trzymają się mocno ze strachu, że się rozpadną, i nie pojmują… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Czwarty – atomowy.   pojmowanie dlaczego pewnych składników chemicznych nie można mieszać z alkoholem dla spragnionego spokoju jest… trudne   niektóre związki łatwo rozpuszczają się w tłuszczach i łączą z białkami, te w życiu też się łączą, ale z tłuszczem krzyków, ze ściętym białkiem oczu, uwalniając przy tym żrącą rdzę ciszy… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Trzeci. Dzień Kobiet… wdzięczny temat.   zezwalam ci na co chcesz, na to, że rwiesz ze mnie szmaty skóry, że zbierasz w zaciśnięte pięści moje włosy, że grymasisz jak nic nie mówię, tylko patrzę jak się rozpadasz na drobne słodkości   uwielbiam gdy mówisz: tylko ty potrafisz mnie rozgryźć, więc pospiesznie wkładam… Czytaj dalej

Siedem dni  i siedem wierszy. Drugi, wyczekany…   wszędzie bąble cumulusów pędzące do siebie, ubite w perłową pianę stają się prawie betonowe   drażni mnie, że żyją tylko trzydzieści minut, a ich ciała lewitują dalej w łąki, rozsypując prochy cieni   przyjdzie mi w nich grzebać, w tym napuchniętym powietrzu, w tej rozdętej bieli, która… Czytaj dalej