przede mną szary słup nieba wbity w szyby chałup   gwoździe lamp z zagiętymi głowami otępiałe bez światła   rzędy ich   ostatni marsz dopalającego się dnia czarnymi ulicami   z boku zardzewiała ziemia, którą z góry zamyka klucz spóźnionych gęsi   nie zdążę pójść dalej zimno namawia mnie na szarą skórę   mówi głośno… Czytaj dalej

wiesz, że jeżeli ktoś tak długo czeka sam w końcu staje się czekaniem   szumem krwi marzącej o rozlaniu   niby nic prostszego usiąść bez radości,   stać się przyniesionym do sypialni kocem,   taką częścią czekania, która odpowiada za wieczne zmęczenie   niby bez znaczenia kto spina dłonie w jedną kość, kruchą, szklaną, omyłkowo… Czytaj dalej

zestaw sado-maso dla początkujących

złamany paznokieć jak półksiężyc spadający na ziemię, jasny punkt, w który kropla krwi przeszła samą siebie i zamieniła się w brud   zakrzywiona linia pozornego zetknięcia z niebem, buja się, kołysze, przypomina martwy uśmiech   do tego jeszcze szramy głębokie,  jeszcze zadrapania, dołki, do których dotarł ten kawałek na oślep   element zestawu odpadał ze zmęczenia, i teraz… Czytaj dalej

lok

zostawiła mu tyle włosów leżących na zlewie, że pomyślał: odłożyłaś je na później przez zwykłe roztargnienie   ciemny wir pełen pojedynczych strumieni, wilgotnych sznurów zwisających na białym brzegu, macek lepkich z rozdwojonymi końcówkami, bez szans na to, że wylądują jeszcze kiedykolwiek w jego ustach   zastanawiało go czy ma je wepchnąć w czarną dziurę odpływu czy zostawić, żeby… Czytaj dalej

Noc

Czasami noc jest tam tak głęboka, że ma się wrażenie, iż samemu staję się ciemnością. Elastycznym odmętem, w którym odbijają się różne dźwięki. Bynajmniej nie jest pusta. Jest przesiąknięta ciepłym wiatrem i szumem rzeki. Wywołuje zawrót głowy i uczucie podobne do tego, gdy zbyt szybko się wstanie. Traci się orientację, prawie upada, a przed oczami… Czytaj dalej

w kartonach leżakują czarno-białe kształty   stykają się ze sobą błyszcząca powierzchnią, która pozwala im na pokonywanie grawitacji   ubrane w lekkie rozmycia przedstawiają zmarnowane spojrzenia   zdjęcia zapełnione konstelacjami zamkniętych oczu, przez które widać tylko to, czego się kiedyś nie chciało   młodość utrwalona mignięciem wsiąkła w papier, którego rogi zaczynają dążyć do siebie,… Czytaj dalej

przez niedomknięte żaluzje dociera światło w jasnych pasach   tnie w równe plastry stopy zawinięte w sen   rozłupanemu w ten sposób wypada zamknąć oczy, żeby nie patrzeć przez piekący kryształ potu   to cholernie boli kiedy echo słońca powtarza cięcia napuchniętym ciepłem szyby   niby to żaden wysiłek leżeć w koleinie łóżka   niby to… Czytaj dalej

pozostał tylko nowotwór niedopowiedzeń, czarna gruda trudna do przełknięcia   nie przewidziałem zaburzeń układów współczulnych, chichotów poutykanych w klawiaturę   ile w tym było niepozorności, symulowanych spotkań opartych na słowie: może   załamanie, gdzie odrywa się czasowniki z przemieszczeniem w inne zdania   i na prześwietleniu widać jak niewiele trzeba żeby oddzielić siebie od kości,… Czytaj dalej

nawet nagość nieba nie zgęstnieje teraz, nawet się nie splącze z łąką zimnym deszczem, nawet wstęga drogi opętana pyłem nie wzniesie się wyżej niż mam teraz usta   jakiż łatwy to łup dla pustyń, zakopane w piachu trupy pocałunków, nieruchome fałdy mięśni pozbawione śliny co pękają nawet wtedy kiedy nic nie mówisz   ileż bym dał… Czytaj dalej

pan tutaj nie leży, proszę pana   tu się chowa nie takie ciała   a pan mi tu się tak… bezpańsko rozkłada, że idzie kości policzyć, że idzie w dziurę brzucha włożyć szmatę nocy, żeby się pan wypchał tym swoim spokojem   tu przynosi się słowa lekko nadużyte, żeby ich doszczętnie nie zniszczyć, a pan mi tu… Czytaj dalej