już północ,  więc fiolet będzie świecił, a ubędzie pomarańczy i czerwieni, już tłusto opada na nas ciemność, i próżno szukać światła  w wyplutej na ulicę żółci neonów   to rak słońca zjada od środka promienie, nowy twór co zalega w rowie drogi mlecznej, melancholijny poemat szeptany na odległość  przez knebel ciszy   już północ, taki… Czytaj dalej

wyparował ze mnie lęk wysokości i umiem już patrzeć na wszystkich z góry, wyizolowana, bełkotliwa miłość jest tylko szeregiem liter pozbawionych sensu, i umiem się śmiać na bezdechu jakbym nurkował w bezkresnym zadowoleniu   mam kości na sprzedaż, bo umiem utykać inaczej, nadają się do wzniecania ognisk rodzinnych i nowych stanów zapalnych, tylko kręgosłup do… Czytaj dalej

nie doszedłem tam,  gdzie kazała mi iść matka, nie zobaczyłem miejsc z przewodnika po niebie, nie zepsułem butów tak jak trzeba, bo podeszwa zrosła się ze stopą i żaden zmęczony krok tego nie rozdzieli   nie dałem rady wytrzymać z tobą do sierpnia, nie dałem nikomu takiej szansy, pewnie dlatego ten miesiąc jest taki straszny,… Czytaj dalej

bądź dla nich serdeczny, bo są twoje, ubrane w tkaninę podobną do skóry, wygrzebane ze złudzeń, odkurzone z dialogów, zostawiane czasem na wyschnięcie, a nacierane straconym czasem potrafią stać się naturalnie trwałe   bądź dla nich miły, bo są prawdziwe, ulokowane w tobie,  zablokowane w głowie, dźwięczne jak metal, jak stal wszystkich poranków, z których… Czytaj dalej

nie wierzę, że mógłby być ktoś inny, ktoś bez duszy, bez sił na rozmowę, tulący swoją brzydotę w nowe ubrania   nie wierzę, że mógłby być mi bliski, tak jak bywa twój oddech, nie wierzę, że mógłby iść za mną, tak jak chodzi się przez płytką rzekę,   nie wierzę, że mnie usłyszy kiedy jedyny… Czytaj dalej

a kiedy już ugrzęźniemy w wysokich trawach, w oczach zostanie tylko zieleń, trzask pni, chrobot nocy, odbieranie krwi przez owady   ugrzęźniemy, a woda wlewająca się od strony skóry sprawi, że nie umrzemy, że odpłyniemy na chwilę rozgrzani, żółci od słońca   trzymam cię za rękę, splątany, zakręcony na tobie, rozgotowany na czole paruję we… Czytaj dalej

pod paznokciami nie mam krwi, wyschły, zaokrąglone, łagodne,  tłuste od bezruchu   niełamliwa kreatyna, jednolita politura, łagodne linie bezpieczeństwa,  aż nie mogę uwierzyć,  że się nie plączesz pod palcami   wślizgnij się z powrotem, drżenie czeka, niech cię znajdę bez patrzenia, zmęczona od dotykania, odkryta zadrapaniami, bez skóry   idealna kosmetyka, dbanie o równy brzeg,… Czytaj dalej

mocna nieostrość, z tego miejsca jeszcze cię nie oglądałem, falujesz jak ciepło budynków, jak ich wnętrze pełne zasypiających oczu   to pewnie przez deszcz rozciągający bloki: w bok, w ziemię, w niebo wymyte betonowe fasady, lśniące tynki, opadające wilgotne dachy   jesteś teraz jak powódź  zarażających się głębokością kropli, topisz odbicia podobnych twarzy, w jedną… Czytaj dalej

Czerwony Mercedes klasy A powoli przetoczył się polną drogą i zatrzymał nad brzegiem rzeki. Wydawał przy tym różne dźwięki: od skrzypnięć przez piszczenie i uderzanie o siebie metalu. Zjadająca go od spodu rdza z daleka wyglądała na zabłocenie, ale mogę przysiąc, że coś z niego odpadło, po tym jak dwóch dobrze ”zrobionych” panów trzasnęło drzwiami…. Czytaj dalej

mgła we mnie weszła i jestem zamglony, podszyty białą chustą wyszarpaną z nocy, zapastowany na przezroczysto, lśniący bez koloru zmieniony w mleko księżyca wlewane do koryta rzeki pełne brzegi, ja pełny, jasny, rozpędzony światłem zimny ogień skrzypiąca mgła jak śnieg, nadchodzi mróz świtu, ciekawe, co się stanie kiedy stopi się ta biel czy jeszcze zostanę… Czytaj dalej