Cola nie jest do picia

Moja siostra kupiła mieszkanie. W Warszawie. Wreszcie na swoim. Na kredyt, na całe życie zamieszka w 53 m². Matka płacze nie wiadomo dlaczego, ojciec chodzi, za serce się trzyma, wzdycha, wspomina swój stan przedzawałowy. Wszyscy drżą, o to czy ona da radę to spłacić, czy nie zachoruje, nie wykończy się w jakiejś korporacji. Takie szczęście, co… Czytaj dalej

Morfem

Pomyślałem pojadę gdzieś, pooddycham świeżym powietrzem. Powspinam się na moreny czołowe, pochodzę po lesie, przy rzece. Odpocznę. No i tak w tym pomyśle zakotwiczony, nawet nie zwróciłem uwagi, że spacer był chyba za długi. Nagle, strasznie się zrobiło. Z upału w zimno. W mrok. Hawking by wiedział co się dzieje, on zna się na tych… Czytaj dalej

Trup

– Cześć. – No, co tam. – Potrzebuję pomocy. – O, to się wreszcie doczekałem. Pan dyrektor w niskie progi do mnie, niewiele znaczącego kierownika. W czym mogę ci pomóc? – Sprawa jest delikatna, może nie na telefon. – Wal. Mam czas, możemy gadać. A właśnie jak tam nowa posadka? Cieplutko co? Korporacyjne foteliki wygodne,… Czytaj dalej

Rozpięta bluzka…

Przymknąłem oko i próbowałem złapać ostrość na telefonie. Na klawiaturze wybiłem wiadomość tekstową do kumpla: Ostatni raz piję sam. To tak jakby alkoholik stracił narząd mowy. Nie do przyjęcia zachowanie. Dobiję się i spadam. W odpowiedzi dostaję: GAMOŃ BYŁO DZWONIĆ. Może i prawda. Przy tym barze muszę wyglądać na ostatniego w kolejce po piwo. Ha…… Czytaj dalej

Teoria oczekiwanej użyteczności

Wylądowałem na całe życie na tym betonowym księżycu. W bloku mieszkalnym  znaczy. Jakiś inteligent nazwał go na cześć arcybiskupa Grzegorza z Sanoka. Ten zasłużył sobie tym, że sprowadził do Polski humanizm, a raczej gościł u siebie największe umysły humanistyczne renesansu. Prowadzili scholastyczne polemiki, rozważania przy winie, bo przecież wiadomo, że humaniści mają picie we krwi…. Czytaj dalej

Wyjątkowo zimny maj

Długi weekend. Cholernie długi. Pozbawiony planu, prosty, nudny. Wypadkowa różnych zdarzeń w tym roku licha i uboga. Jakbyś nie mnożył i dzielił liczby pierwsze z tendencją spadkową do zera. Może to z wiekiem przychodzi, że człowiek się rozleniwia, staje się jak szary kot, który z pierwszym słońcem wygrzewa kości na blaszanym dachu. Tylko go drap,… Czytaj dalej

Grawitacji nie oszukasz

Zapomniałem jak to jest mieć rozcięte usta, spuchnięte zastygającą od wewnątrz krwią. Jak to jest czuć smak krwi, połykanej łapczywie, spływającej przełykiem do żołądka. Jak to jest potem rzygać nią siną, bordową, zakrzepniętą w plastry trombocytów. Mam chyba złamane żebro, bo kiedy dotykam boku, to czuję mocną opuchliznę i środkowe wystaje pod napiętą skórą. Oby… Czytaj dalej

Bo w ciemnościach…

Mógłbym przedstawić swoją kolejną wyprawę na bagna tak, jak to robią na Discovery, pięknie, czysto, z porównaniami opisującymi glorię wiosny. Dołączyłbym zdjęcia, zaciekawił szczegółami i historią okolicy, ale nie tym razem. Kiedy człowiek zostaje z dziką przyrodą za plecami, to po pewnym czasie zaczyna gadać sam do siebie, a do głowy przychodzą mu różne, dziwne… Czytaj dalej

Jezusków Chrystusków

Bo ja stąd jestem, z tych bagien śmierdzących, z tych łąk obsianych gęsiami, z tego krzyku żurawi, z tego siwego dymu co mnie pali, z tych rzek płynących po mnie, rozlanych. Jestem ostatnią budowlą hydrotechniczną wstrzymującą wzburzoną krew, słowa i myśli tych wszystkich, których nie ma, a byli pełni życia. Jakby mi ktoś w oczy… Czytaj dalej

A jak daleko jest do „Lezbony”? Cz. 2

No i mnie namówiła, ta mała z lizakiem w policzku. Lizbona, Lizbona jakby się jej płyta zacięła, tak się cieszyła, że wreszcie poprawnie wymawiała słowo Lizbona. Cóż, małe sukcesy cieszą najbardziej. Niestety, skazałem się na ten wyjazd, sam się o to prosiłem. Od tej pory słyszałem tylko jedno: – Tato, a czy na pewno polecimy?… Czytaj dalej