słodko gorzko

Pojmowanie pewnych dziwnych sytuacji stwarzało mi ostatnio duży emocjonalny problem. Zawsze chciałem jakoś tak prosto sobie to wytłumaczyć, a wychodziło skomplikowanie. Nijak nie mogłem zachować odpowiedniej proporcji między tym co czuję, a tym co chcę powiedzieć. Uruchomiona prawa  półkula i cały układ limbiczny, wszystko odpowiedzialne za emocje i w końcu wypada mi z ust wiązka wulgaryzmów. Faktycznie… Czytaj dalej

Pawilon dla pand uczących się żyć dziko

Nie miałem pojęcia co to znaczy samotność. Co to znaczy mieć wreszcie święty spokój, który wcale nie jest święty. W byciu samemu nie ma nic świętego, ani męczeńskiego, przewrotnego czy też bohaterskiego. To tylko moment, w którym wszystko się zatrzymało. Z przerażeniem patrzę na swój pusty pokój, który  przypomina mi pawilon dla zwierząt. Pawilon dla… Czytaj dalej

Maryśka była moją znajomą z lat młodości. Uciekała z rodzinnego miasta zostawiając za sobą bezpieczne, prowincjonalne życie. Nie mam zielonego pojęcia co robiła przez ostatnie piętnaście lat, w sumie to mało mnie to obchodziło. Odnalazła mnie, zadzwoniła i koniecznie chciała się spotkać. Wróciła jako zupełnie inna kobieta, ja też byłem już zupełnie kimś innym. Przyjeżdżała po… Czytaj dalej

Żeby nie kierunkowskazy, których jest tu pełno, podejrzewam, że wszystkie tutejsze drogi łączyłyby się w jednym miejscu. Wielkie asfaltowe lodowisko, z którego wylewa się droga na Banicę. Podróżując z przyklejoną głową do szyby zdaję sobie sprawę z tego, że ten który ma zaznać czegoś po raz pierwszy, nie powinien się spieszyć. Nie powinien wyobrażać sobie… Czytaj dalej

Urodziłem się w upalne lato, a kilka miesięcy później przyszła zima stulecia z tumanami śniegu, który zabetonował sobą cały kraj. Jeżeli miałby nastąpić kiedyś arktyczny koniec, to podobno tak właśnie by to wyglądało. Urodzony w roku, w którym przeprowadzono symulację końca świata. Nie pamiętam, ale… może było to jakoś tak. Lawiny uderzają z nieba. W… Czytaj dalej

Złodziej bocianów

Próbuję  przypomnieć sobie jak to miejsce wyglądało kiedyś. W sumie wiele się nie zmieniło: faktura ziemi i przyklejony od góry plaster szarości imitujący niebo. Widok wydaje się zupełnie pospolity i ten sam co wiele lat temu. Jedynie od czasu do czasu pojedyncze liźnięcia słońca nadają ton wzniosłości. Może to jest właśnie boskie baczenie, utrwalanie przez… Czytaj dalej

Od nowa

Zatrzymuję samochód na poboczu. Przede mną orszak żałobny wspina się pod górę. W czarnym mercedesie dieslowski silnik klekocze tak głośno, że nie słyszę, o czym nuci ksiądz, za którym idzie dwóch uśmiechniętych chłopców. Żałobnicy otoczeni są spokojnym, prawie wiosennym słońcem. Przypominają grupę zwiedzających wieś Bronowo. W milczeniu spoglądają na boki, na opuszczone sady, w których… Czytaj dalej

Pragnienie

Nie mam zamiaru wypowiadać się negatywnie. Nie mam też zamiaru ujmować komuś czegokolwiek, ale nie potrafię oprzeć się pokusie podzielenia się wrażeniem, które we mnie siedzi. Muszę wystukać kilka słów. Zmysł obserwacji potęguje we mnie jeszcze to cholerne niepicie. To przez to chyba… I żeby nie było: nie jest ono wymuszone, nie jest wynikiem przyrzeczenia… Czytaj dalej

A jak daleko jest do „Lezbony” cz. 3

Do hotelu Heritage Avenida Liberdade dotarliśmy późno w nocy. Mała zasnęła w taksówce na moich kolanach. Kiedy niosłem ją do pokoju jej policzek przyklejony do mojego nagle się oderwał. Spojrzała na mnie na wpół otwartymi oczami i szepnęła: – Tato jesteśmy już w “Lezbonie”? – Tak kochanie. Jesteśmy – odpowiedziałem cicho. – To dobrze. Myślałam,… Czytaj dalej

Niestabilność

Meblościanka przypominała jednolitą bryłę. Z niezniszczoną politurą wyglądała jak lustro. Mogłem się w niej przejrzeć. Dziwnie patrzeć na siebie lakierowanym wzrokiem. Bez znaków szczególnych, bez zmarszczek, z większością włosów na głowie, bez nadwagi. Jak owad, który zastygł w kropli bursztynu. Z niewiadomym wiekiem, idealnie zaimpregnowany i przygotowany do wiecznego podziwiania jego nieruchomego ciała. Leniwie sięgnąłem… Czytaj dalej