Urodziłem się w upalne lato, a kilka miesięcy później przyszła zima stulecia z tumanami śniegu, który zabetonował sobą cały kraj. Jeżeli miałby nastąpić kiedyś arktyczny koniec, to podobno tak właśnie by to wyglądało. Urodzony w roku, w którym przeprowadzono symulację końca świata. Nie pamiętam, ale… może było to jakoś tak. Lawiny uderzają z nieba. W… Czytaj dalej

Złodziej bocianów

Próbuję  przypomnieć sobie jak to miejsce wyglądało kiedyś. W sumie wiele się nie zmieniło: faktura ziemi i przyklejony od góry plaster szarości imitujący niebo. Widok wydaje się zupełnie pospolity i ten sam co wiele lat temu. Jedynie od czasu do czasu pojedyncze liźnięcia słońca nadają ton wzniosłości. Może to jest właśnie boskie baczenie, utrwalanie przez… Czytaj dalej

Od nowa

Zatrzymuję samochód na poboczu. Przede mną orszak żałobny wspina się pod górę. W czarnym mercedesie dieslowski silnik klekocze tak głośno, że nie słyszę, o czym nuci ksiądz, za którym idzie dwóch uśmiechniętych chłopców. Żałobnicy otoczeni są spokojnym, prawie wiosennym słońcem. Przypominają grupę zwiedzających wieś Bronowo. W milczeniu spoglądają na boki, na opuszczone sady, w których… Czytaj dalej

Pragnienie

Nie mam zamiaru wypowiadać się negatywnie. Nie mam też zamiaru ujmować komuś czegokolwiek, ale nie potrafię oprzeć się pokusie podzielenia się wrażeniem, które we mnie siedzi. Muszę wystukać kilka słów. Zmysł obserwacji potęguje we mnie jeszcze to cholerne niepicie. To przez to chyba… I żeby nie było: nie jest ono wymuszone, nie jest wynikiem przyrzeczenia… Czytaj dalej

A jak daleko jest do „Lezbony” cz. 3

Do hotelu Heritage Avenida Liberdade dotarliśmy późno w nocy. Mała zasnęła w taksówce na moich kolanach. Kiedy niosłem ją do pokoju jej policzek przyklejony do mojego nagle się oderwał. Spojrzała na mnie na wpół otwartymi oczami i szepnęła: – Tato jesteśmy już w “Lezbonie”? – Tak kochanie. Jesteśmy – odpowiedziałem cicho. – To dobrze. Myślałam,… Czytaj dalej

Niestabilność

Meblościanka przypominała jednolitą bryłę. Z niezniszczoną politurą wyglądała jak lustro. Mogłem się w niej przejrzeć. Dziwnie patrzeć na siebie lakierowanym wzrokiem. Bez znaków szczególnych, bez zmarszczek, z większością włosów na głowie, bez nadwagi. Jak owad, który zastygł w kropli bursztynu. Z niewiadomym wiekiem, idealnie zaimpregnowany i przygotowany do wiecznego podziwiania jego nieruchomego ciała. Leniwie sięgnąłem… Czytaj dalej

Czerwień

Przedstawiciele handlowi, dyrektorzy, zastępcy dyrektorów, właściciele małych firm, bogaci, nowobogaccy podpisując jakieś zobowiązanie, umowę handlową z naszą firmą, oczekiwali jeszcze czegoś. Nocnych przygód, wędrówek za naszą kasę. Dobrego jedzenia, tatara w kilogramach, głębokich kieliszków i dyskrecji. A ja jako pracownik działu marketingu musiałem im taką zabawę zapewnić. Niestety moja kreatywność kończyła się zaraz po 22:00,… Czytaj dalej

Mam problem ze słowem

Ostatnio w książce Herty Müller przeczytałem takie słowo – skochany. Nie wiem dlaczego, ale różnie je interpretuję. Skochany, czyli jaki? Zmęczony kochaniem, czy raczej odwrotnie, zamęczony miłością drugiej osoby? A może taki, który jest w czyimś sercu na zawsze – skochany na jego dno, zepchnięty tam wielkim uczuciem? Zawsze wydawało mi się, że opowiadanie o… Czytaj dalej

Dzień, którego nie było

Zgubiłem ten cholerny poniedziałek i dobrze mi z tym. Zupełnie zmarnowany, ale nie żałuję. Podróżowałem przez pierwszy dzień tygodnia całkiem nieruchomy, zamarznięty w odbiciach szyb autobusów. To ciekawe uczucie być obecnym w dniu, którego nie trzeba pamiętać. Nie zaprzątać sobie głowy jego istnieniem, jego godzinową wyliczanką. Być częścią czegoś, co jest tylko wtedy, kiedy trwa… Czytaj dalej

Ja panie, śmierci się nie boję

Bywając  na bagnach, znaczy spędzając wolny czas nad Biebrzą zaprzyjaźniłem się z miejscowymi. Tak mi się wydaję, bo z nimi to nic nie wiadomo. Zajęło mi to kilka lat, ponieważ ludzie z bagien nie są ufni i potrzebują czasu, potrzebują kilku wiosen jak to mówią, żeby oswoić się z tym jak wyglądasz, o co pytasz,… Czytaj dalej