Wektor przesunięcia

Cała sztuczka polega na tym, aby zadowolenie z życia w tym mieście dozować powoli. Wkraplać w oczy billboardy, namawiać przez teksty sponsorowane, animowane bannery internetowe i zapraszać: a to na koncert z okazji zakończenia lata, a to na uroczystość urodzin prezydenta M., a to na poświęcenie zakładu utylizacji śmieci czy gorąco namawiać na udział w… Czytaj dalej

To nie jest tak, że jestem przewrażliwiony na punkcie Małej. Nie brakuje mi dystansu i uważam, że to dobrze, że ma swój świat, przyjaciółki, kolegę, którego imię nadal jest dla mnie tajemnicą. Powtarza, że nie może mi go przedstawić, bo go nastraszę i się więcej do niej nie odezwie. Oczywiście przesadza, nigdy bym tego nie… Czytaj dalej

Fenomen obojętności

Ostatni weekend spędziłem w domu. Głównie z powodu upałów i tego, że nienawidzę topiącego się asfaltu oraz jego zapachu. Niezmiennie kojarzy mi się ze spoconymi robotnikami drogowymi, którzy drewnianymi szpachlami rozcierają czarne, parujące bryły. Robią to w takim beznamiętnym skupieniu, jakby dostali taką robotę za karę i teraz pokutują. Gotują się w kraciastych koszulach, w… Czytaj dalej

Architektura rozmowy

To co ostatnio się we mnie zalęgło, to jakiś strasznie smutny monolog lub udawany dialog z kimś, kto nie potrafi mówić. Z powodu odkrycia tej… zależności, straciłem trochę pewności siebie. Z kolei nabrałem przekonania, że o ile słowa obrazujące to, co się czuję mają swój ciężar, o tyle powiedzenie ich prosto w oczy jest prawie… Czytaj dalej

Jak zabija się świnie?

Poranki są tutaj… najszlachetniejsze. Nawet bym powiedział, że mają wiele wspólnego z kryształem, szczególnie wtedy, kiedy jest mróz. Nieruchoma, powleczona szronem jak jasną glazurą przestrzeń. Idealnie proste świerki, potężne dęby, których rozszczepione przez błyski gałęzie nie rzucają cieni. Cała puszcza wydaje się wtedy jakby czekała na wiatr. Tak. Poranki bywają tutaj wyjątkowe. Przez podwójne, drewniane… Czytaj dalej

O przykrych rzeczach zazwyczaj opowiada mi wódka, która toczy się w gardle gorzko ocierając o serce. Zajmuje dno kieliszka, tak jak zajmuje się czyjąś uwagę. Ciekawe ile jej we mnie się zmieści, ile jej mogę sobie przeznaczyć na odwagę. Przez lament popsutych żarówek większość moich rzeczy wydaje się płaska. Naostrzone opuszkami palców mnożą poziomy, a… Czytaj dalej

Leżę po wewnętrznej stronie snu. Przez głowę przechodzi szef poduszki, tak jak przechodzi cień przez noc. Z otwartej rany ust wypływa reszta tego, czego nie udało mi się powiedzieć, a podniebienie staje się miejscem, które opuściło nawet echo. Na łóżku jasny ślad ramion. Wydłuża się w stronę okna i chyba bezpiecznie będzie trzymać się białych piór poduszki. A jeżeli… Czytaj dalej

żebym tak już się nie bał matowych wnętrzności nocy   wszystkich oddechów, które odchodzą ode mnie wpompowane w ściany   wszystkich odległych miejsc na skórze połączonych ze sobą sznurkiem włosów   żebym miał pewność, że to co ze mną sypia nie jest pyłem tylko głosem   i kiedy mówię – dosyć – słyszę:   zapakuj… Czytaj dalej

przede mną szary słup nieba wbity w szyby chałup   gwoździe lamp z zagiętymi głowami otępiałe bez światła   rzędy ich   ostatni marsz dopalającego się dnia czarnymi ulicami   z boku zardzewiała ziemia, którą z góry zamyka klucz spóźnionych gęsi   nie zdążę pójść dalej zimno namawia mnie na szarą skórę   mówi głośno… Czytaj dalej

wiesz, że jeżeli ktoś tak długo czeka sam w końcu staje się czekaniem   szumem krwi marzącej o rozlaniu   niby nic prostszego usiąść bez radości,   stać się przyniesionym do sypialni kocem,   taką częścią czekania, która odpowiada za wieczne zmęczenie   niby bez znaczenia kto spina dłonie w jedną kość, kruchą, szklaną, omyłkowo… Czytaj dalej