daj mi kraj inny: rząd nieziemski zgody żądny, zabierz niskie progi na korzyść górnolotnych myśli, zmień billboardy w drogowskazy, opuść schrony złych myśli, eksploduj betonowe poglądy, w powietrze aplikuj zapach wiosny, zechciej ofiar z genetycznie zmienionych roślin, równo rozdawaj: jednym skrzydła, a drugim rogi, światłem dziel obficie: tyle samo na zachodzie co i wschodzie, zalej… Czytaj dalej

aż chciałoby się wejść w te cienie – opustoszałe z gorąca pomieszczenia, czarne futerały drzew, budynków, płotów  i zostać dzikim lokatorem tych odbić, bezcielesnym najemcą, który nie daje się wiórom gorąca do końca oczernić    zrzucić z siebie porcelanę potu, lepkie włosy wpuścić w mżawkę promieni, niech się zamieni w falowanie ciepła, a potem tylko… Czytaj dalej

przydałby się lep na koszmary, doczepiony do żyrandola nocy sznurem z perseid przydałaby się płynna skóra, której fale psułyby równe ściany, a plusk języka topiłby spocone wargi nie lubię kiedy do mnie wracasz, nie masz twarzy, pełzający worek kości zaszyty spazmami najgorsze, że potem nie pamiętam czy cię otworzyłem, czy rozdarłem skórzane ubranie, nie pamiętam… Czytaj dalej

lucyferia

nie umiem przechodzić przez rozgrzane szkło, bez patrzenia w słońce, nie umiem tak dobrze jak ty skraplać się w zdaniach, które potem piją spragnieni ciebie   pewnie to sztuczka, wykonany naprędce rentgen sierpniowego dnia, czarna klisza, którą wkłada się oczy, żeby wierzyć w siłę olśnienia   połowa mnie jest tobą, krążąca po żyłach wieczna zmarzlina,… Czytaj dalej

złamane serce? chodź zrobię ci lekką sekcję, znam się na ostrzach słów i wypreparuję naczynie,  które się tak łatwo tłucze   umiesz płakać kryształowymi łzami? ja je skrzętnie pozbieram, żeby nie weszły w stopę potłuczonymi wspomnieniami   a kiedy mu powiesz: jestem tobą rozczarowana przypomnę ci słońce bez skazy, miłosne obrazy, dotykanie palcami po twarzy,… Czytaj dalej

już północ,  więc fiolet będzie świecił, a ubędzie pomarańczy i czerwieni, już tłusto opada na nas ciemność, i próżno szukać światła  w wyplutej na ulicę żółci neonów   to rak słońca zjada od środka promienie, nowy twór co zalega w rowie drogi mlecznej, melancholijny poemat szeptany na odległość  przez knebel ciszy   już północ, taki… Czytaj dalej

wyparował ze mnie lęk wysokości i umiem już patrzeć na wszystkich z góry, wyizolowana, bełkotliwa miłość jest tylko szeregiem liter pozbawionych sensu, i umiem się śmiać na bezdechu jakbym nurkował w bezkresnym zadowoleniu   mam kości na sprzedaż, bo umiem utykać inaczej, nadają się do wzniecania ognisk rodzinnych i nowych stanów zapalnych, tylko kręgosłup do… Czytaj dalej

nie doszedłem tam,  gdzie kazała mi iść matka, nie zobaczyłem miejsc z przewodnika po niebie, nie zepsułem butów tak jak trzeba, bo podeszwa zrosła się ze stopą i żaden zmęczony krok tego nie rozdzieli   nie dałem rady wytrzymać z tobą do sierpnia, nie dałem nikomu takiej szansy, pewnie dlatego ten miesiąc jest taki straszny,… Czytaj dalej

bądź dla nich serdeczny, bo są twoje, ubrane w tkaninę podobną do skóry, wygrzebane ze złudzeń, odkurzone z dialogów, zostawiane czasem na wyschnięcie, a nacierane straconym czasem potrafią stać się naturalnie trwałe   bądź dla nich miły, bo są prawdziwe, ulokowane w tobie,  zablokowane w głowie, dźwięczne jak metal, jak stal wszystkich poranków, z których… Czytaj dalej

nie wierzę, że mógłby być ktoś inny, ktoś bez duszy, bez sił na rozmowę, tulący swoją brzydotę w nowe ubrania   nie wierzę, że mógłby być mi bliski, tak jak bywa twój oddech, nie wierzę, że mógłby iść za mną, tak jak chodzi się przez płytką rzekę,   nie wierzę, że mnie usłyszy kiedy jedyny… Czytaj dalej