Agrofobia

Świąteczne spotkania są ważne, choćby z takiego powodu, że najbliżsi sobie ludzie zaczynają uprawiać między sobą dialog, wspominają, uśmiechają się. Przebrani w odświętne ubrania przestają uważać na rozsypane po stole sałatki, palce lepiące się od bezy, plamy z sosu grzybowego przypominające kontynenty na białym obrusie. Udają trochę szczęśliwych, trochę poważnych, trochę dorosłych, którzy z uśmiechem wspominają dzieciństwo. Jedną rzeczą, którą osobiście uwielbiam w swojej rodzinie to polemika na temat polityki, światowych kryzysów i zniesienia wiz do USA. Oczywiście prym w takich rodzinnych rozmowach wiedzie moja matka, która dorzuca do tego najnowsze informacje o chorobach typu: krztusiec, nowotwory z całym ich podziałem, stwardnienie rozsiane i wiele innych plag tego świata, z którymi jest przedziwnie blisko. Nie wiem dlaczego. Może obawia się, że któreś z nas na to zachoruje, a ona wtedy będzie wiedziała jak szybko nam pomóc, że będzie sprytniejsza od większości specjalistów. A tylko dlatego, że jej zainteresowania na emeryturze orbitują wokół tak trudnych tematów. Jednak dzisiejszego dnia padło na fobie. Różne. Każdy przecież jakieś ma.
– Mnie przerażają węże, beznogie i obślizgłe. Bleeeee. Nienawidzę. Umarłbym. Nigdy w życiu nie dotknę, nie ma takiego hajsu, żebym to zrobił. I pijawki. Boże, jeżeli coś takiego kiedykolwiek wpełznie na mnie to odejdę z tego świata z krzykiem – rzucam, skoro już każdy o czymś opowiada.
– Tak, to straszne. Fobie objawiają się uporczywym lękiem przed określonymi sytuacjami, przedmiotami baaa nawet zjawiskami.
Odpowiedź mamy była książkowa, elokwentna, wypowiedziana z litery, elegancka. Zabrzmiało to tak, jakby moja rodzicielka wiedziała dosłownie wszystko na temat fobii. Po chwili przerwy, żeby przegryźć wtrącenie mojej matki odzywa się siostra.
– Ja boję się pająków, Ten mój mąż zabiera mnie na łódkę, na te Mazury jeździmy i ja mu powiedziałam, że nigdy nie będę spała w jakimś namiocie z pająkami. Boję się panicznie. Nie ma mowy.
Wtedy wtrąca się mój szwagier.
– Widzisz, widzisz jaką masz siostrzyczkę. Ja jej port załatwiam, łódkę kupiłem, całe Mazury dla niej, a ona, że pająki. Wiesz, że jedno miejsce w Wierzbie to 3500 zł. Za pięć miesięcy! A i tak już nie ma miejsc. I gdzie ja w tym roku z tą łódką popłynę? Przecież pająki są wszędzie.
– Osoby cierpiące na fobię mogą chronicznie unikać bodźców wywołujących lęk. Pewnie dlatego twoja łódka jest takim powodem. Jest przeszkodą. Musisz to zrozumieć.
Mama wspięła się na szczyt psychoanalizy. Zabrzmiało to jak cytat z Oksfordzkiego podręcznika psychiatrii. Szwagier pobladł i nałożył sobie sałatki z jajkiem.
Moja siostra pożałowała męża i chyba w jego obronie przed diagnozami rzuciła:
– Mamo, ale ja się boję pająków, nie łódek.
Moja rodzicielka pokiwała głową, na znak zrozumienia.
– Tak, tak córeczko. To jest… ta… agrofobia. Też to mam. To chyba rodzinne.
Stojąc obok nie załapałem. Może się przesłyszałem, ale cholera… nie. Agrofobia – nie znam pojęcia. Może moja matka ma lęki przed ciągnikami, przed sadzeniem ziemniaków, może wschodzące zboże wywołuje u niej wysypkę. Może we dwie obawiają się pielenia grządek, a obawa przed pestycydami, które mogą wpływać na powstawanie zmarszczek wywołuje u nich omdlenia. To że moja matka to ma, ale że to rodzinna przypadłość – to nie wiedziałem. Może i ja to mam, bo kiedy widzę parującą na łąkach gnojówkę zamykam okna w samochodzie i uciekam. Nie mogę uwierzyć, że moja mama się pomyliła, ale chyba wie co powiedział powiedziała. Stoi uśmiechnięta, cała w różu, jak pelikan i kiwa głową na znak zrozumienia.
– Mamo… chyba arachnofobia.
– No tak. A co ja powiedziałam?
– Agrofobia.
– A cholera, bo to takie długie słowo i z niczym się nie kojarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *