Wczoraj wieczorem jeden z moich kotów zawinął się wokół mojej prawej stopy. Zrobiła to ona: czarno-ruda pijawka, z lśniącą sierścią. Uczyniła to w sposób bardzo charakterystyczny dla siebie. Na siłę, wbijając pazury w piętę i topiąc mały łeb w skarpetę. Druga: biało-ruda indywidualistka położyła się pod pachę również wbijając pazury, ale w żebra. Zakotwiczyły we mnie i zaczęły wydawać z siebie niskie tony. Te wibrowały, robiły się głośniejsze, a po chwili zupełnie ucichły. Nie pozostało mi nic innego jak tylko zamknąć oczy i śnić koci sen.

Często wraca do mnie obraz – bardzo wyrazisty i prosty. Wokół mnie nie ma nikogo, słyszę wiatr, skrzypiące drzewa, a przed oczami lądują miodowe plastry słońca. Krążą po łące, ocierają się o metalowy płot, wpełzają błyskawicznie na dachy oddalonych domów i błyszczą. To typowo wiosenny widok. Ostry, z określonymi granicami tych zdarzeń. Nadal zimny. Trwam tak próbując wyłapać pierwszy zapach. Wciągam powietrze, napełniam nim siebie.  Tak mocno jakby tam głęboko w tej niewidzialnej przestrzeni tkwił pierwszy pierwiastek ciepła. A kiedy go odnajdę, połączy się z zapachem drewna, uwolni słodki aromat pękających pączków topoli i definitywnie przekona mnie, że wszystko wokół mnie się zmienia.

Nie ciąży nam mnie nic. Nie ma we mnie strachu. Mimo tego, że czuję się sobą, to nie jestem ja. Doskwiera mi jedynie zmęczenie jak po przebytej długiej drodze. Usiadłbym i chyba to robię. Mokra ziemia zaczyna przesiąkać przez spodnie i obraz zaczyna się zmieniać. Przyspieszam, ale bezpiecznie. Kolory mieszają się ze sobą: niebieski zamienia w rdzawy, czarne kretowiska pojawiają się przy smukłych pojedynczych brzozach, a woda wylewająca się z koryta rzeki jest niespokojna. Głośno szumi, łamiąc zeszłoroczne, suche trawy.

Robię wydech. Odpoczywam. Jest cieplej. 

Uwolniłem się od telefonów, komputera, nie doskwiera mi brak prądu. Czarny asfalt nie wyznacza mi drogi. Brakuje kierunkowskazów i szorujących o niebo anten telefonii komórkowej. 

Czuję się… jakby bardziej prawdziwy.

I chyba to uczucie do mnie wraca kiedy zamykam oczy. A może to jest tęsknota za tym, żeby takim być. Chyba, że to koty zarażają mnie snem o wolności.

Jeśli człowiek świadomie pozbędzie otaczającej go hipokryzji, toksycznych relacji, uszorstni* siebie, to dotrze pewnie, do tego miejsca gdzie bywam w snach. Zataczając kręgi, które z czasem zacieśniają obraz, gubimy prawdę i poczucie sensu. A bycie prawdziwym to najtrudniejsza rzecz z jaką się zderzamy lub zderzymy.

I w tym miejscu budzi mnie wbijanie pazurów w inne miejsce. Czarna, lśniąca wydawałoby się delikatna łapka znajduje inne cieplejsze miejsce. Właśnie wtedy szybko wstaję.

Zaraz przyszłaby tamta druga – spod pachy, a jej nie wystarcza zwykłe słowo nie, bo zawsze robi to co sobie wymyśliła.

Indywidualistka do pary z czarną pijawką zawsze szukają miejsca gdzie będzie im dobrze.

Może i ja powinienem tak zrobić, a nie tylko o tym śnić.

* uszorstnić – uczynić coś bardziej szorstkim, dodać czemuś szorstkości,
Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego

4 Comments

  1. Skorpion pandeMonia

    O, odbieram to jako opis dojrzewania do bycia prawdziwym sobą.
    Lubię to uczucie, chociaż, gdyby było ciągłe, nie dawałoby może znać o sobie.
    W buddyzmie zwą to przebudzeniem, nie bez kozery 🙂
    A może tylko ja tak odebrałam Twój piękny tekst, kto wie.
    Uściski! Czekam na te plastry słońca z utęsknieniem!

    Odpowiedz
    1. Nie mam słów

      Okres dojrzewania mam już za sobą 😉 A co do oświecenia lub błysku to doświadczyłem osobiście kilka lat temu. Bardzo polecam. Może warto o tym też coś napisać.
      I tak sobie teraz myślę, że te plastry słońca powinny być… miodowe 🙂

      Odpowiedz
        1. Nie mam słów

          To był moment tuż po bardzo trudnym okresie mojego życia. Punkt zwrotny. Musiałem podjąć decyzję: idę dalej lub tkwię w przyszłości. I odpuściłem. Zupełnie. Totalnie przekonałem siebie, że pewne rzeczy się dzieją i nie mam na nie wpływu, że czas ucieka i trzeba cieszyć się z tego co zostało. I właśnie wtedy, 1 maja, kiedy wziąłem głęboki, życiowy oddech – w mojej głowie pojawił się błysk, jasne światło, które to wszystko zmieniło. Zaczęły dziać się wokół mnie dziwne rzeczy – dobre rzeczy, które doprowadziły mnie tu gdzie jestem. Po drodze niestety pożegnałem wielu przyjaciół, znajomości, miejsc w których bywałem, zostawiłem przeszłość. Był to najbardziej owocny w dobre rzeczy czas. Ot i takie to moje oświecenie 😉

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *