Czerwony Mercedes klasy A powoli przetoczył się polną drogą i zatrzymał nad brzegiem rzeki. Wydawał przy tym różne dźwięki: od skrzypnięć przez piszczenie i uderzanie o siebie metalu. Zjadająca go od spodu rdza z daleka wyglądała na zabłocenie, ale mogę przysiąc, że coś z niego odpadło, po tym jak dwóch dobrze ”zrobionych” panów trzasnęło drzwiami. Jegomoście podchodzą do rzeki i patrząc na horyzont otwierają piwa. Potem kiwając się – kucają i prowadzą głośną rozmowę. Z samochodu lecą najnowsze wiadomości o koronawirusie. Głośna wymiana zdań zamienia się w pijacki bełkot, ponieważ panowie popijają piwo wódką. Wiadomości zmienią się na piosenkę Sade “No ordinary love”. Koledzy zaczynają się czułe dotykać, tak jak to czynią czasem pijani faceci. Tym samym jeden utrzymuje drugiego i w ten “taneczny” sposób zapobiegają przewróceniu.
Z oddali słyszę:
– Żal będzie umierać… Kurwa, żal jak chuj!
Na to drugi:
– Jeszcze Stasiu pożyjemy, zobaczysz. Jeszcze pojedziemy do Niemiec, a może i do samego papieża.
Kiedy padło słowo – papież – ten drugi zaczął cicho szlochać tuląc głowę w pierś swojego kompana.
– Jak umrę pierwszy to pamiętaj, że Mercedes jest twój… i chuj. Bierz i nie patrz na nikogo. Opony letnie są w stodole. Tylko pamiętaj… masz Meśka nie sprzedawać. Mesiek jest ode mnie…
Po chwili tej dziwnej czułości panowie dokończyli wódkę, którą popili następnymi piwami i rozpoczęli dramatyczną walkę o dotarcie do samochodu. Jeden utrzymywał pion i robił niezgrabne kroki w kierunku pojazdu, natomiast drugi w ogóle nie podjął próby dotarcia.
Stał i patrzył się na rzekę.
– Poczekaj kurwa… ale kto prowadzi? Stasiek, kurwa.
– Dawaj… ja będę jechał. Raz się żyje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *