nie jest to taka lekkość
co zmienia się w spokój,
trochę jak płytki sen
spadający w głąb nocy,
nie ma to blizn ani ran
tylko przesiąknięte bandaże
kryjace nieudaną zamianę
czarnej krwi w bordową

nie czuje tego,
nie zmienia mnie w innego,
nie buduje we mnie dróg
uporządkowanych w skrzyżowania,
nie ma we mnie kształtu
zbitego z desek przeszłości,
nie łączy mnie to z tą lekkością
mostem przeciętność

nie ma tego w płynie,
abym mógł przełknąć na dobre,
nie wchłonie się we mnie minerałem
otoczonym jasnym światłem,
nie wyleczy zamianą złego w dobre,
tylko zapali się przede mną
rozżarzy
i zgaśnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *