Dieta żywiących nienawiść

Gwałtowna przemiana szarej opalenizny mojego osiedla w jaskrawą biel spowodowała, że nawiązałem ze swoją kanapą niezwykle bliską relację. Zacząłem poznawać jej zakamarki z wielką pieczołowitością i zaangażowaniem godnym emeryta. Siadanie, wstawanie, opieranie się na krawędzi, leniwe leżenie na brzuchu ze zwisającą nogą. Różne kombinacje układania ciała, do którego przylegają pastelowe poduszki i koc w kratę. Nawet nie spodziewałem się, że współistnie czy przeistaczanie się w element wyposażenia mieszkania jest tak absorbujące i pochłania tyle czasu. Dopadła mnie również gorączka przeglądania telefonu objawiająca się obrzydzeniem do książek, do nauki, ale z przyzwoleniem na wciągające kanapowe lenistwo. O jak łatwo wchłania się wszelkiego rodzaju krytyki, kryzysy, niefortunne spostrzeżenia na temat miłości, tragedie narodowe, żałobne marsze, które wędrują w świadomości tworząc nowy świat. Pozbawiony empatii, lojalności, zaufania – wylewa się komentarzach, rozgrabia resztki przyzwoitości chęcią zwrócenia uwagi na swoje chwilowe istnienie. Dwulicowość podszyta egoizmem i własną nieudolnością. Z punktu widzenia kanapowego lenistwa grzebanie w kolejnych wiadomościach na Facebooku czy serwisach internetowych stało się dla mnie codziennym rytuałem i dotarło do mnie, że im więcej czytam o złym na tym świecie, tym lepiej czuje się na tej cholernie kanapie. W dodatku przyodziany w kratę, z prawie pustą butelką piwa między nogami. Elementarną częścią życia człowieka jest ruch, ale nie ten fizyczny (choć, to też jest ważne) tylko ten umysłowy. Tak też sobie tłumaczę zaglądanie w teksty, których nie powinien czytać – jednak ruszam głową.

Kolejna miazga mizernie wyglądających postów, sklecone opinie różnych ludzi w jedną wypowiedź sprytnie zamienione w prawdziwe kłamstwo. Powtarzanie fałszywych opinii tak wytrwale, aż w końcu mówią o niej wszyscy.

15 minutowa przerwa w przeglądaniu, ale jakoś znów wracam na kanapę, znów grawitacja telefonu wbija mnie jasnym światłem ekranu w inną rzeczywistość.

Bycie kawałkiem kanapy w tym kraju jest niezwykle ciężkie, szczególnie wtedy gdy zdasz sobie sprawę, że żywiąc się nienawiścią tyjesz. Kanapa made in Poland i ja made in Poland. Zamieniam spokój w niepokój, sen w bezsenność i nieludzkie tuczenie swojego mózgu rzeczami, które wcale mnie nie interesują. Tyję po raz kolejny. Nabieram masy. Zapominam o słońcu, bo przez kolejne dwa miesiące w tym kraju będzie ciemno, a jedynym światłem jakie będzie do mnie docierało, jedynym jakie będzie produkowało endorfiny będzie to martwe, leniwe światło telefonu.

 

Konsumpcja obcych słów, wypowiedzi i kanapa, która przyjmuje cię w każdej pozycji, w każdym położeniu, z każdym wygiętym elementem twojego ciała. Przyjmuje takim jakim jesteś. Bez ograniczeń wagowych, bez słowa krytyki. Związek idealny.

Ruch to zdrowie… przeczytałem o tym wiele tekstów, ale nie zmieniło to mojego zdania na temat biegania. Co innego ruszać głową… i odchudzać się z tych wszystkich pusto-kalorycznych nienawiści. O to tak, to zdrowe!

Czasami nie chodzi o to aby zmieniło się na lepsze. Najczęściej chodzi o to aby zmieniło się na cokolwiek.

Marek Hłasko

5 Comments Dieta żywiących nienawiść

          1. Skorpion pandeMonia

            Żartowałam 🙂 Hehe. Jestem stateczna i statyczna. Z gracją jedynie przeprowadzam procesy życiowe i przemieszczam się w wodzie. Pewnie siła wyporu robi swoje. Ale za życzenia i wiarę we mnie bardzo dziękuję! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *