blind man

Jakże żałuję, że przez ekran nie można włożyć palca, całej ręki, że nie da się zdrapać każdego kawałka materiału, który przeszkadza w odkrywaniu. Te przeklęte piksele, które zamarzają na tobie jeden po drugim, w czerń, biel, w róż, opalizujący kobalt strasznie mnie irytują. Są tak nieznośnie nie moje, tak przerażająco pozbawione ciepła. Mam ochotę je odklejać z matrycy, zmazać poślinionym palcem, bo wypaliłaś się taka nieruchoma.

Mam wrażenie, że umarłaś, ale tak na chwilę. Śpiąca w  beztlenowej przestrzeni, z ostatnim haustem powietrza. Jakbyś utopiła się w pościeli, w tych nieoszlifowanych deskach.

I mógłbym się założyć, że moja ciężka dłoń, która zarysowuje swoją niezgrabnością kawałek twojego serca, zmieści się cała na szyi.

To trochę podłe zakradać się do twoich ust kiedy się nie bronisz. To podłe nie patrzeć na twoje piegi z zachwytem.

Może to dobrze, że zdjęcie nie jest czarno-białe, bo nie zniósłbym patrzeć przez pył szarych cieni. Wypreparowana czerwień ust, zamieniona w zimny, lustrzany błysk, który wygląda bardziej na taki co je rani, niż się na nich rozkosznie układa. Wyciekająca na ramiona biel znika pod pachą, zamienia się spokój.

Byłoby strasznie patrzeć na zupełne zniszczenie ciebie w czerni i bieli. Monochromatyczne piekło, po którym błądzi  mój zazdrosny o kolory i o ciebie wzrok.

Na zdjęciu każda zakazana przestrzeń jest tylko pozbawioną światła plamą, pułapką dla myśli. I teraz wydaje mi się, że lepiej zapamiętuję przez dotyk, choć zawsze uważałem, że jestem doskonałym wzrokowcem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *