Ciekawi mnie jedno: co byś czuła, kiedy mój oddech lądujący na szyi zabrałby ci równowagę. Czasami mam wrażenie, że jestem taką ciemnością, która ogarnia i chce kontrolować.

I mogę to sobie nawet wyobrazić: do połowy uniesiona klatka piersiowa, szaleństwo, które napędza dłonie, zamienia w silne dotyki.

I ciekawe co się by działo w twojej głowie, kiedy paznokcie zarysują gładką skórę, jak to jest być przy kimś, kto w zupełnej czerni stara się być częścią innego ciała.

Chciałbym poczuć twoje zaciekawienie, a może chcę cię ukraść, kawałek po kawałku wyszarpując uda, pachwinę, piersi.

Ciemność umie zaciskać się na szyi tak perfekcyjnie, z tak wielkim poświęceniem przynosi ze sobą odrobinę bólu. Podążający po szczęce kciuk, jak igła gramofonu, która powoli wydobywa jęk. W usta wepchnięty palec wskazujący, potem środkowy, cała dłoń na policzku – opada w dół.

W świetle wyglądam przy tobie tak tandetnie, tak prostacko, skąpo.

Na nowo rysują się załamania, fałdy skóry, w których zatrzymuje się krew.

Teraz, każdy dotyk jest ważny – ślady pozostawione przez naturalny magnetyzm  dłoni. Place wplecione we włosy, napięty kark i siła, która rozłamuje ramiona.

Wpycham cię do swoich ust najdelikatniej jak umiem.

W ciemnościach nie masz ciężaru, gubię cię, a potem czekam, aż wyłączysz wyobraźnię.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *