Nie chcę już tego słuchu, który mi donosi jak w drugą stronę zakręcają się słoje drzew. Jak trzaski fałszywych zdań rąbane na migi idą w ogień. Taka była potrzeba, aby pod naporem grud zimna połamać sobie palce, teraz kości wywrócone na lewą stronę nie zbudują gestu: amen. Huczą przeciągi, w których tulą się do siebie… Czytaj dalej