To co cię może spotkać, kiedy myślisz o nerkach. Cz. 2

Ulicę Puławską wypełnił śnieg i padał nadal. Chodniki przypominały wąskie górskie ścieżki, samochody wielkie zaspy, a wystające kikuty drzew pozostałości po niszczycielskiej lawinie. Magda trzymając kołnierz, z pochyloną głową starała się przejść na druga stronę ulicy i schować się bezpiecznie w wejściu kamienicy. Pomyślała, że z wielką przyjemnością zacznie oddychać ciepłym powietrzem klatki schodowej, że nie będzie jej przeszkadzał nawet zapach starej piwnicy. Wręcz za nim tęskniła, bo był przesiąknięty zapomnianymi konfiturami, ogórkami kiszonymi i kwitnącymi w workach starymi ziemniakami. Był jakiś. Miał swoją strukturę i nie był obojętny jak śnieg, który potrafił jedynie zamieniać się w krople na jej twarzy.

W drzwiach mieszkania Magda znalazł wciśniętą kartkę:

Pani Magdalenko, jak będzie pani w mięsnym, proszę mi kupić pół kg nerek dla moich kotów. Pieniądze oddam. Berezowska.

Może przestraszył ją śnieg, może zachorowała, może to jej ostatnia zima lub kolejny raz chce się nią wyręczyć. Dziewczyna schowała kartkę do torebki, a przez głowę przebiegła jej myśl, że kiedy Berezowska umrze, będzie jej w tej kamienicy brakowało. Tej jej ciekawości, kiedy pytała jak ci minął dzień i zaczynała opowiadać o swoim całym życiu. Tych komentarzy o polityce i wspomnień o swoim mężu, którego zawsze nazywała: – Mój kochany. Cały świat wokół Berezowskiej był zły lub chciał jej zrobić coś przykrego, ale jak wspominała męża to młodniała, miała więcej energii i mogła o nim gadać godzinami. Magda nie umiała odmówić pomocy Berezowskiej.

Weszła do mieszkania. W lustrze zobaczyła swoje odbicie.

– Boże, jak ja nienawidzę zimy i tego cholernego śniegu. Przecież wyglądam jak mokra kura. Wszystko mam mokre. Nawet gacie.

Jej ciemne włosy przykleiły się do policzka, zawijając w kierunku ust.

– Przynajmniej fryzurę mam seksowną.

Wyjęła telefon i zrobiła sobie kilka zdjęć: z dziubkiem, z otwartymi ustami, z palcem przy ustach i z wystawionym językiem. Uśmiechnęła się i poszła się przebrać. Kiedy wróciła do kuchni, w zlewie nadal stał kubek po porannej kawie, jeden talerz, jeden widelec i brudna patelnia. Usiadła na Otto nr 1, tak nazywa krzesło bliżej okna. Otto nr 2 to krzesło stojące po środku, z którego zazwyczaj jadała posiłki. Po przeciwnej stronie ulicy mieszkania wypełnione były żółtym światłem. Kontrastowały zupełnym spokojem z tym co działo się w powietrzu między budynkami. Magda musiała zmrużyć oczy, aby dostrzec cokolwiek. Obraz śnieżył.

Na drugim piętrze mieszkała kobieta z trójką chłopców. Jej mąż pojawiał się rzadko w domu, więc Magda wnioskowała, że może pracuje w innym mieście, może za granicą. Kobieta nosiła przezwisko Mała, z racji swojego niewielkiego wzrostu i ogromnej energii wkładanej w opiekę nad dziećmi i mieszkaniem. To były ulubione okna Magdy. Kino familijne w krótkich odcinkach.

Tego dnia Mała uganiała się za najmłodszym dzieckiem, któremu najprawdopodobniej uciekanie sprawiało ogromną frajdę. Dwójka starszych siedział przy stole w kuchni i odrabiała lekcje, ale tylko wtedy kiedy matka tam była. Kiedy jej nie było, wyrywali sobie tablet.

Zadzwonił telefon, który Magda szybko odebrała.

– Jak się masz? – usłyszała.

– Cześć Ewka. Nijak. Jestem zmarznięta, mokra i zastanawiam się czy ta zima mnie nie wykończy. Najlepiej to bym się teraz położyła spać i wstała wiosną.

– Czyli nic nowego. Jak słyszę te twoje jęczenie, to mam nieodpartą chęć przyjechania i wypchnięcia cię przez okno. Przynajmniej będziesz atrakcją, dla tych których podglądasz. Przecież w tym oknie to wyglądasz jak jakiś pieprzony zwierzak, którego zostawili na dwa dni bez jedzenia.

– Nikogo nie podglądam.

– A ja słyszałam i to z wiarygodnego źródła, znaczy tak ćwierkają ptaki na mieście, że ty podobno chcesz wziąć udział w programie: Świadoma Donacja Zwłok.

– Że co? 

– To, że jak umrzesz, to cię będą kroić studenci. Ale ja tak się zastanawiam, czy ty dobrze robisz, bo ty taka nieużywana, że się będą tam dziwić: pochwa nówka, drogi rodne nieużywane, tylko pęknięte serce. Do śmieci. W słoiki pójdziesz.

– Jesteś nienormalna.

– Dobra opowiadaj co u tego twojego ornitologa?

– Dermatologa.

– Nieistotne. Tak czy inaczej, co tam u niego? Bo jak słyszę nie grzeje ci dzisiaj stópek?

– U niego chyba dobrze. Dzwonił trzy dni temu, że jest na jakiejś konferencji naukowej.

– Wow i cię nie zabrał? Jakież ominęły cię emocję, naukowcy, wykłady, faceci w togach i nowinki ze świata zdrowej skóry.

– Ewka… on jest taki, trochę nieśmiały.

– Nieśmiały to był mój mąż, jak mu pierwszy raz cycki pokazałam. Ten jest sztywniakiem i nie pasuje do ciebie.

– Nie jest. Ma oryginalne poczucie humoru i po prostu jest spokojny.

– Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że facet który zawodowo zajmują się połykaniem kija, nie odróżniają kobiety od krowy. Dobra od kozy. Chociaż cię z raz rozebrał, bo o co innego to nawet nie pytam.

– Rozebrał.

– Taaaa. Chuchnij?

– Chuuu.

– Nie dość, że pijana, to jeszcze kłamie. O, ja wiem! Ty do swojego życia powinnaś podejść na dwa sposoby. Gdzieś o tym czytałam. Pierwsze to podejście filozoficzne i jak widzę ku temu się skłaniasz. Niebawem zaczniesz głosić, że twoim największym celem jest dążenie do bycia szczęśliwą, że daje ci to radość, że ważna jest przyjaźń, twoje mieszkanie, a przede wszystkim oczekiwanie na miłość. Boże jak to mówię, to mi się samej rzygać chce. A drugie to podejście racjonalne, które ja wyznaję. Napisz ty sobie listę tego co chcesz zrobić w tym roku. Napisz kurwa czerwonym długopisem na ścianie przy oknie w kuchni, żebyś się na to codziennie patrzyła. Napisz, że kogoś poznasz i nie będzie on ani ornitologiem, ani dermatologiem, że cię wreszcie ktoś szybko rozbierze, że pojedziesz do Barcelony i zabierzesz mnie ze sobą, że wyprowadzisz się z tego kuciamentu i zostawisz te swoje cieplutkie, gówniane życie z rozmachem.

– Listę lepszego życia?

– Ja ci nakazuję. Przepisuję receptę jak ten twój dermatolog maść na liszaje.

– Może to nie takie głupie.

– Dobra muszę kończyć. Zaraz wróci ten mój książę z Maszą i będą chcieli jeść. A wieczorem będę się opierała przed rozebraniem tak mocno, że aż mu łaskawie na to pozwolę. Wtedy dopiero będę szczęśliwa, a on jeszcze bardziej. Tak to się robi. Kocham cię. Pa.

– Pa.

W mieszkaniu kobiety o przezwisku Mała chłopcy biegali po kuchni, a kobieta wkładając naczynia do zmywarki śmiała się do nich. Magda przyniosła kartkę z drukarki. Położyła obok niej czerwony długopis. Popatrzyła w okno, w które hipnotycznie było zasypywane gęstym śniegiem. Wtedy odezwał się dzwonek do drzwi. Magda odkryła wizjer i spojrzała. Ciemno. Zapytała głośno:

– Kto tam, nie widzę, światło zgaszone.

– Dobry wieczór. Ja od pani Berezowskiej. Możemy porozmawiać?

Magda otworzyła drzwi, w których stał niewysoki chłopak. Ubrany w szary, wełniany płaszcz wyglądał na starszego niż był.

– Dobry wieczór jeszcze raz. Przepraszam, że niepokoję, ale ja w sprawie nerek.

– Dobry wieczór.

Magda zaniemówiła. Jakich cholera nerek?

– Eeee czego?

– Jestem kuzynem pani Berezowskiej. Ona jest w szpitalu i kazała mi się zająć swoimi kotami. Prosiła abym panią o tym poinformował i powtórzył dokładnie jej słowa: „Przekaż pani Magdalenie, aby nie kupowała nerek dla kotów. Dopiero w przyszłą środę, kiedy wrócę do domu”.

Magda poczuła, że jest onieśmielona wizytą chłopaka w szarym płaszczu. Pachniał czymś słodkim, konfiturami, gruszkami w occie, przecierem z jabłek może nawet rodzynkami. Pachniał jak piwnica kamienicy w zimę.

– Czy dobrze się pani czuje?

– Ooo tak. Dziękuję, że mnie pan poinformował. A co się stało?

– Zwykłe zapalenie płuc. Tydzień antybiotyków i ciotka znów będzie mogła terroryzować świat. Mam wrażanie, że niektórzy lokatorzy to pewnie już szampana otwierali, że może nie wróci. Na pewno czuje się pani dobrze?

Boże – pomyślała – czy ja się czuję dobrze. Czuję się bardzo dobrze, słodko.

– Tak, wszystko ok.

– Zostawię pani numer telefonu do siebie, jeżeli chciałaby pani zapytać o ciotkę. Ona nie umie korzystać ze smartfonów i informowanie o swoim stanie zdrowia zostawiła własnie mi.

Nie to nie są przetwory, to ciepły zapach dobrych perfum. Korzenny zapach – pomyślała Magda.

– Dziękuję. Z pewnością zadzwonię. Znaczy zadzwonię, żeby się dopytać co z ciotką, bo tak to po co miałbym do pana dzwonić – Magda poczuła, że jej policzki właśnie zmieniły kolor.

– Proszę się nie krępować. Mój numer to: 664 389 617.

Magda szybko zapisała w telefonie.

– A jak ma pan na imię, bo tak bezosobowo…

– Przepraszam. Na imię mam Maciej… Maciek.

– Magdalena.

– Tak, wiem. Ciotka dużo mi o pani opowiadała. Chyba panią lubi.

– Ja ją też. Jeszcze raz dziękuję za informację. Proszę uważać na śnieżycę, znaczy, że może być ślisko na ulicach i w ogóle. Znów zima stulecia zaskoczyła drogowców, zabraknie cukru w sklepach i… żarcik taki. Dobranoc.

Chłopak uśmiechnął się, podziękował i zniknął w ciemnościach klatki.

Magda wróciła do kuchni i spojrzała na białą kartkę z czerwonym długopisem, która nadal leżała na stole. Usiadła na Otto nr 2 i zaczęła pisać.

  1. W środę kupić nerki dla Berezowskiej. 
  2. Koniecznie… zadzwonić do Maćka, który pachnie piwnicą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *