O przykrych rzeczach zazwyczaj opowiada mi wódka, która toczy się w gardle gorzko ocierając o serce. Zajmuje dno kieliszka, tak jak zajmuje się czyjąś uwagę. Ciekawe ile jej we mnie się zmieści, ile jej mogę sobie przeznaczyć na odwagę.

Przez lament popsutych żarówek większość moich rzeczy wydaje się płaska. Naostrzone opuszkami palców mnożą poziomy, a te budują schody, po których strach jest chodzić. Wyparzone przez grzejnik, sterylne ściany do naga rozbiera światło z zewnątrz. Prężą się, zastępują siebie w tańcu i czekają w miejscu na kolejne błyski. I to też jest przykre, bo muszę na to patrzeć z zainteresowaniem.

A kiedy myślę, że nic się nie zdarzy o szczyt balkonu zawadza nadęta reklamówka, jak biały skafander dla duszy. Szeleści, wygina rączki, zapada w bezruch, czepia się poręczy. I gdy siłuje się na moich oczach ze stalową ramą, ponosi foliowy wysiłek, aby dać mi radę. O przykrych rzeczach opowiada się cicho, prawie tak jakby się spadało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *