pozostał tylko nowotwór niedopowiedzeń, czarna gruda trudna do przełknięcia   nie przewidziałem zaburzeń układów współczulnych, chichotów poutykanych w klawiaturę   ile w tym było niepozorności, symulowanych spotkań opartych na słowie: może   załamanie, gdzie odrywa się czasowniki z przemieszczeniem w inne zdania   i na prześwietleniu widać jak niewiele trzeba żeby oddzielić siebie od kości,… Czytaj dalej

nawet nagość nieba nie zgęstnieje teraz, nawet się nie splącze z łąką zimnym deszczem, nawet wstęga drogi opętana pyłem nie wzniesie się wyżej niż mam teraz usta   jakiż łatwy to łup dla pustyń, zakopane w piachu trupy pocałunków, nieruchome fałdy mięśni pozbawione śliny co pękają nawet wtedy kiedy nic nie mówisz   ileż bym dał… Czytaj dalej

pan tutaj nie leży, proszę pana   tu się chowa nie takie ciała   a pan mi tu się tak… bezpańsko rozkłada, że idzie kości policzyć, że idzie w dziurę brzucha włożyć szmatę nocy, żeby się pan wypchał tym swoim spokojem   tu przynosi się słowa lekko nadużyte, żeby ich doszczętnie nie zniszczyć, a pan mi tu… Czytaj dalej

Maryśka była moją znajomą z lat młodości. Uciekała z rodzinnego miasta zostawiając za sobą bezpieczne, prowincjonalne życie. Nie mam zielonego pojęcia co robiła przez ostatnie piętnaście lat, w sumie to mało mnie to obchodziło. Odnalazła mnie, zadzwoniła i koniecznie chciała się spotkać. Wróciła jako zupełnie inna kobieta, ja też byłem już zupełnie kimś innym. Przyjeżdżała po… Czytaj dalej