Są takie słowa, które wypowiedziane tracą na lekkości. Siermiężne, poupychane w inne metaliczne dźwięki zdają się być nieprawdziwe. Przygotowane do wyplucia, znikają usłyszane tylko raz i nie są nawet echem innych.

Są też takie, których boję się wypowiedzieć, bo czasami słowa zmieniają wszystko.

Najlepsze to te napisane. Są takie jakie powinny być. Zaułki końcówek, odpowiednio dobrane pauzy, nadające rytm okoliczniki czasu zamienione w zdania. Spokojny porządek układających się w bloki liter.

Łatwiej mi się chodzi ścieżkami akapitów niż dyskutuje.

Czasami mam wrażenie jakbym pisał po tobie odręcznie.

Kreda palców kruszy się wtedy na tablicy pleców, w ruch idzie gąbka wykonana z dłoni, gdybym się pomylił. Skupiony na kaligrafii, z przygryzioną wargą piszę wolno falujące m, koślawe k, pełne b. Potem leżąc wygodnie przewracam strony twoich ud, kładę zmęczone kciuki na marginesach ramion i wyginam grzbiet chcąc zrozumieć ostatni wers. Z oniemiałym wzrokiem, recytuję wolno ustami przyciśniętymi do twoich…

Są takie słowa, które dają się czytać tylko z zamkniętymi oczami i tylko we dwoje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *