Siedem dni  i siedem wierszy. Drugi, wyczekany…

 

wszędzie bąble cumulusów

pędzące do siebie,

ubite w perłową pianę

stają się prawie betonowe

 

drażni mnie, że żyją tylko trzydzieści minut,

a ich ciała lewitują dalej w łąki,

rozsypując prochy cieni

 

przyjdzie mi w nich grzebać,

w tym napuchniętym powietrzu,

w tej rozdętej bieli,

która przypomina trupy

wyrzucone na horyzont

 

brakuje tu tylko

jakiegoś podlaskiego świętego,

z palcem wskazującym w górę:

– Patrz chłopie jak topnieje

mżawką niebo

 

wokół mnie czarne dziury kałuż,

jak negatyw rozpędzonych chmur

 

to z nich wycieka niecierpliwość,

 

to przez nie czekanie

na ciebie tak się dłuży

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *