Hirudyna

A co by się stało jakbym pijawkami słów chciał leczyć?

Bolące miejsce obłożyć wijącymi się zdaniami, czarnymi, w prążki, z otworem gębowym pełnym metafor. Opite mówiłyby pewnie o pragnieniu, o tym, że cierpi się z nadzieją na rychłe powroty po więcej. Ale tu chodzi o przeciwbólowe działanie, o leczenie właśnie.

Jest pewne niebezpieczeństwo: uzależniająca hirudyna nie pozwoliłaby zakrzepnąć uczuciom i nie dałoby się zatamować wewnętrznych krwotoków słów. To niechybnie mogłoby doprowadzić do rozległych zawałów wersów, potem zwrotek. A w terapii nie o to chodzi, żeby pacjenta zabić ciężarem rymów.

No to już do rzeczy:

– Pierwszą pijawkę przyłożyłbym trochę powyżej kolana, od wewnątrz. Tam gdzie skóra jest delikatna. Miejsce niedostępne dla moich dłoni, więc wręcz idealne żeby się nad nim poznęcać. Pijawka ust, lepka od ciepła, przypięta do skóry hakiem języka. Wyrywa się, więc muszę ją przytrzymać mówiąc cicho: pomału, pij powoli, ciało pacjentki nigdzie nie ucieka.

– Drugą postawiłbym na łopatce. Ciemna, leżąca na szerokiej kości. Wije się, lśni, nerwowo zmienia kierunek. To jej niepokój powoduje dreszcze, to jej chęć pełzania budzi strach. Gdzie wgryzie się jeszcze?

– Trzecią, ostatnią, zostawiłbym gdzie zechce. Niech sama wybierze miejsce. Ja szukałbym na górze, tuż przy biodrze. Tam napiłbym się niezauważony, przez znieczulone usta, przez pasożytnicze kęsy.

A na koniec pozbierałbym je wszystkie, dobrze nakarmione tobą.

Zamknąłbym w słoiku z pokrywką z dziurkami. Niech mają powietrze, bo dopóki żyją można nimi dalej leczyć i to z powodzeniem.

Przydadzą się też gdy będzie bolało coś jeszcze – serce może. Tam pełno krwi, pokarmu dla zdań, dla czarnych pijawek metafor.

Rozrzedzone w krwiobiegu, przeciwbólowe, niekrzepnące – używać tylko wtedy, gdy nie da się wytrzymać.

Leczące?

A może to efekt placebo – słowa-pijawki niewiele znaczące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *