To przez przypadek

Podsłuchuję.
Przypadkowo.
Czasami.
Jak mi się zdarzy.
Dzisiaj mi się zdarzyło, ale nie chciałem.

Wracam z pracy, pod czarnym parasolem, jak pod ciemną chmurą. Duszno tam, błyski, deszcz myśli, obraz przede mną śnieży olbrzymimi kroplami. Kątem oka dostrzegam dwie panie. Starsze kobietki. Stajemy razem na przejściu. One pod kwiecistymi parasolami. Wiosenna łąka, cała, idealna, bez chwastów, bez pielenia. Patrzą się na mnie i w myślach słyszę: A gdzie mi pan z tym czarnym cholerstwem w te nasze łąki. No sumienia pan nie masz, do Kościoła nie chodzi, piekielnik jeden, a przeszkadza.

Rozmawiają, a ja podsłuchuję.

Zaznaczam, że nie chciałem.

– Nie byłam ani w piątek, ani w sobotę i w niedzielę nie byłam – mówi jedna.

– Wie pani, że ja też – odpowiada druga, ta z ładniejszą łąką nad głową.

– I powiem pani, że aż mi tęskno. Strasznie.

– Mi też tęskno. To tak w człowieku głęboko siedzi.

– A może dzisiaj pojedziemy? Czy dziesiątka dowiezie na cmentarz?

– O tak, kochanieńka. Pod samą bramę.

Panie tęsknią za cmentarzem.

Po co podsłuchiwałem.

Teraz mi się to w ironię zamienia.

Kobietki dla zabicia czasu jeżdżą na cmentarz. Nie mają ogródków działkowych, więc z namiętnością uprawiają groby mężów. Spotykają się na ustaloną godzinę pod bramą, na której dźwięczy marmurowy napis: Nie czekajcie, ja nie wrócę. Nie spieszcie się, ja poczekam.

Poranne autobusy wypełnione po brzegi takimi paniami, a kierowca przez mikrofon ogłasza:

Dzisiaj środa, wybieramy najładniejszy grób z alejki nr 5.

A one w pisk, klaszczą bo to ich alejka. Mają szanse wygrać znicz solarny*.

Różne konkursy urządzają, w niedziele szczególnie: na najładniejsze sztuczne kwiaty posadzone w betonie, co by nikt ich nie ukradł, na najbardziej smutnego Chrystusa przybitego do granitu, na najlepszą tuję lub fiołki podsadzone między płytami. Nożyczkami strzygą trawniki wokół pomników, równają do wysokości pudełka od zapałek. Te dwie panie z przejścia dla pieszych, pewnie rozmawiają ze z zmarłymi mężami. Rozpalają znicze na pomnikach, jak na randkach, które nie miały nigdy miejsca. Grzebią w ziemi palcami, jakby drapały po plecach ukochanych. Układają włosy, w trwałą, w loki, w kasztanowy kolor. Makijaż mocny, jak to dla nieżyjących, żeby nikt nie widział, że oczy podbite smutkiem, tylko w pastelowych kolorach. Wyrywają chwasty na kolanach, w obcisłych spódnicach, z dekoltem i piersiami nad grobem. Żeby tylko chciał popatrzeć, żeby tylko mógł dotknąć jeszcze raz i nagle we łzach całe. Stoją, płaczą z rozpiętymi bluzkami. Żeby tylko wyszedł z grobu, wygrzebał się z ziemi, zimny, napoczęty przez robaki. Żeby mogła go przytulić, pocałować w policzek, w spracowane dłonie.

Raz na dwa tygodnie walczą o puchar grabarza – o najbardziej wysprzątany grób. Startują z bramy, mają wiaderka w rękach. W nich balsamy, kremy do marmuru, zmiękczacze wody, perfumy Diora. Po gwizdku wszystkie do grobów. Gąbki z pianą, zapach lasu, pasta polerska. – Jest, jest…krzyczy grabarz – są zwyciężczynie – oto panie z alejki nr 5. I chowają puchary do reklamówek z Biedronki, szepczą do ucha, że za tydzień też wygrają, że przyjadą autobusem wcześniej, bo im ciągle tęskno. Bo na tym cmentarzu nie są już same. Wszędzie ukochane imiona: Józef 58 lat, Władysław 72 lat, Marcin 23 – zmarł tragicznie.

Nie ma co.
Już nie podsłuchuję.
Nie ironizuję.
Zaznaczam, że nie chciałem.
To przez przypadek, przez deszcz, przez czarny parasol nad głową.

* Znicz solarny to nowoczesny i ekologiczny produkt wykorzystujący światło słoneczne. Działanie polega na przetworzeniu światła słonecznego na energię elektryczną. W ciągu dnia panel solarny ładuje akumulator, natomiast wieczorem znicz zapala się automatycznie. Znicz solarny działa do kilku lat i jest odporny na warunki atmosferyczne.

1 Comment To przez przypadek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *