A jak daleko jest do „Lezbony”? Cz. 2

No i mnie namówiła, ta mała z lizakiem w policzku. Lizbona, Lizbona jakby się jej płyta zacięła, tak się cieszyła, że wreszcie poprawnie wymawiała słowo Lizbona. Cóż, małe sukcesy cieszą najbardziej. Niestety, skazałem się na ten wyjazd, sam się o to prosiłem. Od tej pory słyszałem tylko jedno: – Tato, a czy na pewno polecimy?… Czytaj dalej