Nikt nie klęczy, nikt nie płacze

Powoli zbliżał się wieczór. Rozdarte chmury wędrowały po niebie, jakby nie pasowały do tego nastroju, jaki panował między dwoma mężczyznami siedzącymi przy ognisku. Nie było między nimi nic nadzwyczajnego, tylko szary, poszarpany spokój. Życie potrafi być tak mocno skomplikowane, tak rozdarte jak te chmury, które onieśmielają, każą wzdychać, myśleć. Rozmawiali kiedy ogień powoli dogasał. W palenisku było pełno rozżarzonych węgli, miały kolor złoto-czerwony, pulsujący ciszą. Rozmawiali ze sobą, tak jak rozmawia się w kościele, kiedy nie ma się przy sobie drobnych na tacę. Taka konwersacja trochę między słowami, prawie jak spowiedź, tylko tutaj nikt nie klęczał, nikt nie płakał.

– Ona miała najpiękniejsze cycki, jakie widziałem. Duże i jędrne. Żadna z tych kobiet, z którymi byłem takich nie miała. Czasem mi się śni, prawie jakby tu była, jakbym czuł jej dotyk, mówię ci jakbym widział jej uśmiech. Żałuję, że tak się stało, mogliśmy być szczęśliwi, tylko ona nie umiała panować nad sobą, nie umiała być uczciwa wobec siebie. Jej ojciec do dziś nie podaje mim ręki. W pewnym stopniu go rozumiem, ale oni nie wiedzieli wszystkiego, nie znali jej tak dobrze jak ja. Ja nigdy nie zrobiłem jej nic złego, porostu się rozstaliśmy, Wiesz, ja rozstawałem się wiele razy.

– Wiem, wiem. Powiem ci, że życie takie właśnie jest – trudne. Czasami stajesz się samotny z dnia na dzień. Pozbywasz się miłości jak starej pary butów. Nie będę tego oceniał, czy krytykował, ale mi też jest jej szkoda. Znałem ją od dzieciństwa. Pamiętam jak ze sobą rozmawialiśmy. Zawsze była wesoła i chyba mnie lubiła. Potem mnie nie poznawała, a mieszkaliśmy obok siebie. Widziałem jak chodziła z psem rano, wolno, wyglądało to tak jakby to on ją prowadził i on miał nad nią kontrolę. Mam wyrzuty sumienia, że nie zareagowałem, ale nie sądziłem, że było wtedy tak źle. W tym kraju wszyscy piją. Może zapomniałem o tym, że każdy ma swoje własne piekło. Ona chyba miała takie prywatne, rozpalone miłością do ciebie. Musiała cię mocno kochać.

– Nie pierdol mi tu głupot. Jak się rozstaliśmy każdy poszedł w swoją stronę. To było uczciwe. Przecież ze sobą rozmawialiśmy, ja jej wszystko wytłumaczyłem. Byłem szczery tylko tyle.

– Pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć. To wszystko jest gdzieś dalej za gestami, taka tęsknotą za byciem obok kogoś. A w ogóle to nie obrażaj się na mnie, uważam, że ona nie potrafiła sobie poradzić z tym, że ją zostawiłeś.

– Rozśmieszasz mnie. Pamiętam dobrze, kiedy wyprowadziłem się do Warszawy, ona często mnie odwiedzała. Przyjeżdżała pijana, robiła mi awantury w pracy. Czasami zostawała na noc, nie powiem. Ja zawsze wolałem, żeby została u mnie, niż żeby ktoś ją widział w takim stanie. Nawet nie masz pojęcia o co ona mnie posądzała, co robiła, jak płakała całymi wieczorami wyzywając mnie od skurwieli. Potem przychodziła całkiem naga do mnie do łóżka i już nie rozmawialiśmy. Następnego dnia od rana piła dalej. Nie mogłem na to patrzeć i w pewnym momencie powiedziałem, żeby już do mnie nie przyjeżdżała. Po prostu miałem jej dość, tylko tyle. Czy można mnie za to winić, powiedz sam. Co ty byś zrobił na moim miejscu?

Nad dogasającym ogniskiem zapadła nieruchoma cisza, a trzask dopalających się drewien odbijał od uciekającej w ciemnościach rzeki. To dziwne, że na powiedzenie prawdy zawsze przyjdzie czas, że prawda sama znajdzie drogę, aby się ukazać, objawić nawet w tak bolesny sposób. Zupełnie jakby ktoś rozpruł worek z krwiawiącymi od dawna emocjami, a to wszystko wylało się na zieloną trawę pod nogami nie bacząc na ukryte łzy i ból.

– Powiedziałeś, że ją widywałeś… samą? Przecież ona była ze starszym od siebie facetem. Podobno to była miłość, nie wiem. Kiedyś wysłała mi wiadomość, że o mnie zapomniała i od teraz wszystko w jej życiu ułoży się zupełnie inaczej. Wydawało mi się, że wreszcie była szczęśliwa. Jej najbliższa przyjaciółka, z którą czasami rozmawiałem twierdziła, że kogoś ma, tylko straciła z nią kontakt.

– Pamiętam, że kiedy to się stało wszyscy nagle przypomnieli sobie, że ona w ogóle żyła, że była obok nas tak samotna, że nie potrafiła sobie pomóc. Nie wiem czemu, ale w ludziach jest jakaś ciemność tak mroczna, że włazi między uczucia, grzęźnie w myślach jak ropiejący osad niszczy każdy dzień, pomału, wyraźnie rysując każdą sekundę jak ból, cierpienie. A może to strach przed samym życiem, przed tym, że nie da się rady, dalej iść samemu. Może nikt jej nie rozumiał. Powiem ci szczerze, że kiedy dowiedziałem się jak umarła, miałem w głowie tylko jedną myśl, że ona nie chciała żyć tylko dlatego, że nie miała ciebie, że od niej odszedłeś do starszej, bogatszej, ładniejszej. Licho wie, dlaczego tak myślałem może dlatego, że ciebie tu nie było.

– Masz prawo myśleć o tym jak chcesz. Jest mi to obojętne. Ja mam czyste sumienie, chociaż mnie to boli bardzo. Nie chcę o tym mówić.

– Dlaczego ktoś z czystym sumieniem odczuwa ból? Nie tłumaczysz się teraz. W sumie nikt nas tu nie słyszy i możesz mi powiedzieć.

Jeden z mężczyzn wstał. Opar ręce o drewnianą ławkę. W blasku dopalającego się ogniska na jego twarzy wiły się cienie i trudno było poznać czy płacze, czy się śmieje.

– Jak myślisz czy ona cierpiała?

– Z tego co wiem to bardzo. Znaleźli ją po dwóch dniach, nieprzytomną, podrapaną przez głodnego psa. W domu było pełno butelek po alkoholu. Podobno było tego tyle, że nie można było wejść do kuchni. Ona musiała już pić sama tylko z tym psem. Jej organizm słabł z dnia na dzień. Lekarze mówili, że nie da się już jej uratować, że miała zmiany w mózgu. Umarła we śnie. Przynajmniej ja sobie to tak tłumaczę. Powiem ci, że ona nie chciała żyć, bo inaczej chociaż by trochę powalczyła. Zniszczyła siebie, upijając się codziennie do nieprzytomności.

– A ten jej facet? Podobno ją bił?

– Tego nie wiem na pewno. Tak słyszałem, ale mogę sobie tylko to wyobrazić, jak ten ich związek mógł wyglądać. Tam było za dużo alkoholu, za dużo pustych uczuć i okłamywania siebie. To chyba musiało skończyć się tak czy inaczej. Ja próbowałem to zrozumieć, rozgryźć jakość. Czasami miałem ochotę do ciebie zadzwonić i zapytać dlaczego ją wtedy zostawiłeś. Po co? Przecież było wam ze sobą dobrze. Nie wierzę, że ona zawsze chciała ze sobą skończyć.

– Teraz dobrze powiedziałeś. Zawsze mi się wydawało, że ona była czasami zupełnie gdzieś indziej, jakby była w dwóch osobach. Jedna zrównoważona, kochająca, druga niestabilna emocjonalnie i cierpiąca. Jej napady zazdrości i agresja mnie wykańczały. Potem ona ten gorzki żal, za to co zrobiła, zapijała gorzałą i tak to się ciągnęło dalej, w miesiące, a potem lata. Któregoś dnia znalazłem ją w łazience siedzącą w wannie. Miała tak pusty wzrok, jakby to było samo ciało bez duszy. Pamiętam, że się wystraszyłem. Nie chciałem już tego oglądać i odszedłem. To wszystko przyjacielu drogi. Możesz powiedzieć, że stchórzyłem, ale ja nie mam takiego charakteru jak ty. Nie umiem tłumaczyć sobie rzeczywistości tak, żeby wszystkim było dobrze. Zrobiłem to, co uważałem wtedy za słuszne. Stało się i tyle. Jej śmierć mnie zszokowała, nie potrafiłem sobie tego ułożyć w głowie. Przez jakiś czas myślałem zupełnie tak jak ty, że to moja wina, ale jaka to moja wina, kiedy ona nie chciała sama żyć normalnie. Mówisz o miłości, a tak naprawdę to ona traktowała nas samolubnie za każdym razem, kiedy rzygała na nasz związek pijanymi słowami. Tego się nie da opisać, opowiedzieć.

– Pamiętasz ten poranek, kiedy po bijatyce na tej wiejskiej zabawie, jedliśmy kanapki z zielonymi pomidorami? Smakowały gorzko, tylko sól zabijała ich paskudny smak. To był dzień, kiedy każdy z nas powiedział sobie co chce osiągnąć w przyszłości. Pamiętam jak mówiłeś, że będziesz miał z nią dzieci, wesołą rodzinkę, dom i psa. Patrz cholera, że marzenia się nie spełniają. Mogą zmienić się w coś jeszcze bardziej straszniejszego niż najgorszy koszmar. Wiele razy sam próbowałem to zrozumieć, jak to jest nie czuć nic, wcale, zero. Jak to jest dojść do samego dna i jakie demony tam na ciebie czekają. Może to jest właśnie piekło, takie piekło za życia, bo po śmierci nie ma nic i już za nic nie można odpokutować. Nie wierzę w gorzkie modlitwy, w marudzący między pomnikami na cmentarzu śpiew żałobników. Czuje tylko żal za to, że zmarnowała się wasza miłość, tak jak to ognisko. Płonęło, było ciepło, a teraz został sam popiół.

– Wiesz znów zaczynasz pierdolić te swoje wywody. Zrozum jedno, raz na całe życie, że jeżeli ktoś nie chce się uratować, to nikt i nic mu nie pomoże. Zapamiętaj to sobie, a teraz idź po piwo, bo mi w gardle zaschło i chce mi się przez ciebie płakać.

Mężczyźni otworzyli z hukiem kolejne butelki. Rozmowa nie zmieniła nic między nimi. Może jedynie to, że z tymi poszarpanymi chmurami za plecami łatwiej mówi się o miłości, której nikt nie chciał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *