Nóż do filetowania ryb

Panował półmrok. Na ławce w parku siedziało dwóch mężczyzn. Jeden trzymał głowę między rękami, drugi patrzył prosto przed siebie, jakby czekał na jakiś sygnał od tego drugiego, że może sobie już iść. Wokół nich przechodzili zmarznięci ludzie, zupełnie przez nich niezauważalni, cienie, które krążyły w nocy odbijając się od świateł przejeżdżających samochodów.

Jeden z nich był młodszy, chudy, zapatrzony w dal. Drugi miał twarz zanurzoną w ciemnościach, ale wydawał się starszy, bardziej zmęczony i skupiony w myślach.

– Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego mi ją zabrałeś? – zapytał starszy. Byliśmy przyjaciółmi, a ty wyrąbałeś mi taki numer. Przecież wiedziałeś, że ją kocham, że ją kochałem …

Młody chłopak opuścił wzrok, a jego dłonie nerwowo ścisnęły palce. Prawa ręka drżała, jakby chciała oderwać się od jego ciała i uciec z tej ławki, z tej dusznej rozmowy.

– Nie wiem jak to się stało. Byliśmy sami, ona zaproponowała, że wyjdziemy razem gdzieś na kolację, że pokaże mi miasto, pośmiejemy się. Tam w tym barze mieli świeże piwo, naprawdę było miło, dużo rozmawialiśmy o szczęściu, życiu, o was. Nawet nie wiem kiedy, ale uśmiechnęła się do mnie tak jak żadna inna kobieta. Wtedy nie pamiętałem już niczego, ciebie, tego, że znałem ją tyle lat. Ona…

Chłopak przerwał, w jego głosie zabrakło siły, jakby ktoś odciął mu dopływ powietrza. Z jego ust wydobył się niemy jęk i nastąpiła cisza.

– Musisz mi powiedzieć wszytko, całą prawdę. Jesteś mi to winien. Nic ci nie zrobię i tak już nie ma czego zbierać. Twoja rozkwaszona morda nie doda mi ani honoru, ani ulgi. Chcę wszystko wiedzieć. Mów jak to się zaczęło.

Prawa ręka chłopaka zaczęła panicznie uciekać w kierunku jego twarzy. Otarł nią krople potu, które spływały skośnie po jego czole.

– Do hotelu mieliśmy z dziesięć minut. Ona złapała mnie pod rękę. Byliśmy trochę pijani. Szliśmy razem, jak para. Poczułem jej mocny uścisk, a ona oparła o moje ramię głowę. Zgłupiałem. Nie odzywaliśmy się wtedy. Po prostu szliśmy. Potem był hol w hotelu, ona rozpięła płaszcz. Ta cholerna winda tak wolno jechała. Popatrzyła mi prosto w oczy i mnie pocałowała. Nie umiałem się powstrzymać. Wpadliśmy do jej pokoju. Pachniał nadal jej perfumami. Nie pozwoliła mi nic powiedzieć. Skończyliśmy w łóżku… Na twarzy chłopaka pojawiło się zażenowanie, a w oczach szklisty błysk łzy.

– Mów dalej.

– Ale ja nie mogę… stało się. Było nam dobrze. Potem przy mnie zasnęła, cicho, tak spokojnie. Dotarło do mnie co się stało, ale już nie mogłem przestać o niej myśleć. Jej włosy pachniały rozgrzanym ciałem, kręciło mi się od tego w głowie. Chciałem ją pocałować jeszcze raz, wtedy otworzyła oczy i powiedział, że dawno nikt jej tak nie dotykał, że jest szczęśliwa i chce jeszcze. No i …

– Mów dalej.

– Rano zeszliśmy na śniadanie. Ona trzymała mnie cały czas za rękę jakby bała się, że ją zostawię. Prawie nic nie mówiła. Zjedliśmy trochę, potem się mnie zapytała, czy było mi dobrze i czy spotkamy się jeszcze, jak wrócimy do domu. Znów zaniemówiłem. Nie spodziewałem się tego. Zapytałem o ciebie. Wtedy spuściła wzrok i zaczęła płakać. Nie ciągnąłem dalej tematu. Po śniadaniu poszliśmy na spacer. Opowiadała mi o swoich planach, o tym, że zacznie znów pisać. Cieszyła się. A ja tylko na nią patrzyłem. Patrzyłem i się zakochiwałem w każdym jej uśmiechu, z każdym jej muśnięciem dłoni o mój policzek. Nie wiem skąd wzięło się to uczucie. Nie mam zielonego pojęcia.

Starszy mężczyzna nagle się wyprostował, wziął głęboki oddech, a z jego ust wydobył się obłok pary.

– Zawsze umiała czarować. Ma do tego wybitny talent, może większy niż te jej całe pisanie. Ulegałem jej, kiedy się do mnie w ten swój sposób uśmiechała. Miała, znaczy ma taką spokojną twarz, taką która mówi, że wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie i zawsze będę. Głupia suka.

W parku zapadła cisza, gdzieś w głębi głośno dogorywała jedna z latarni wydobywając z siebie nerwowy dźwięk. Ciemność stała się bardziej czarna, jakby rozmazana po bezlistnych drzewach. Straszy podniósł głowę do góry, nad nim rozpędzone wiatrem siwe chmury mieszały się z prawie pełnym światłem księżyca.

– Wiesz, nie wiem czemu, ale nie czuję do ciebie żadnej nienawiści, żadnej złości. Jesteś mi zupełnie obojętny. Nie masz w sobie żadnego honoru, żadnego sumienia i nie zasługujesz na moje nerwy i złość. Na początku myślałem, że cię zatłukę. Rozgniotę tą twoją wypieszczoną twarz jak zgniłe jabłko. Potem się uspokoiłem. Zrozumiałem, że do zdrady trzeba mieć charakter, a ty bez wahania to zrobiłeś.

– To nie tak jak myślisz. Ja się w niej zakochałem. Czy ty możesz pojąć to kim ona teraz dla mnie jest? Gdzie ja znalazłem się po tamtej nocy, w jakim koszmarnym uścisku musiałam kłaść się codziennie spać? Rzygałem cały tydzień… Potem sprawy poszły za daleko.

– Mów dalej.

-Spotykaliśmy się wtedy, kiedy wyjeżdżałeś z domu. Wiedziałem, kiedy ciebie nie będzie. Ona przyjeżdżała rano. W moim mieszkaniu chodziła tak, jakby mieszkała tam od zawsze. Ty się już nie liczyłeś. Nigdy już nie rozmawialiśmy o tobie. Przestałeś istnieć, dla niej chyba już dawno …

– Hmmm, może masz rację, ale nigdy mi tego nie powiedziała. Manipulowała mną tak doskonale, że nawet się nie spostrzegłem, kiedy kłamała. Kochaliście się?

– Tak. Za każdym razem.

W powietrze pofrunął kolejny obłok pary z ust starszego mężczyzny. Zamknął oczy i przyłożył palec do ust prawie tak, jakby chciał się sam uciszyć. Jego plecy oparły się o ławkę, a ręce zaplotły nerwowona unoszącej się piersi.

– Kiedy ją poznałem nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogła mnie choć trochę zainteresować. Była dla mnie trochę jak młodsza siostra, której musiałem pomagać w odrabianiu prac domowych. Potem się do siebie zbliżyliśmy i zrozumiałem, że moje serce wolniej bije, spokojniej, równo. Pisała do mnie krótkie liściki na żółtych kartkach i brudne smsy, wysyłane co godzinę. Niezapowiedziana pojawiała się w moim biurze i wchodziła po cichu jak kot. Jej krótkie spódniczki były tak zwiewne i pozbawione kontroli, jakby ubierały jej ciało wbrew prawom fizyki. Po pewnym czasie wiedziałem, że coś do niej czuję i nie mogę opanować pragnienia bycia z nią. Na początku było nam ze sobą dobrze. Tak normalnie. Wracałem do domu, a ona na mnie czekała. Witała mnie rzucając mi się na szyję. Potem się gdzieś zgubiliśmy. Powiedz mi, dlaczego tak jest, że w życiu musimy się potknąć, żeby coś zrozumieć, dlaczego życie doświadcza nas w taki bestialski sposób? Myślisz, że zasłużyłem na to co się stało? Zasłużyłem?

Młody chłopak znów opuścił głowę kręcąc nią przecząco.

– Nie wiem, nie potrafię ci tego wyjaśnić. Wiem jedno, że jestem ci wdzięczny za tę rozmowę. Nie będę się już tłumaczył, ale będzie mi łatwiej patrzeć tobie w twarz.

Starszy roześmiał się.

– Po tej rozmowie już nigdy się nie spotkamy i lepiej dla ciebie, abyś nigdy nie wszedł mi w drogę po pijaku, czy jakoś tam… Lepiej mnie unikaj. Bądź szczęśliwy, bo tego szczęścia może ci kiedyś zabraknąć.

– Straszysz mnie?

– Nie, ja tylko stwierdzam fakty.

Młody mężczyzna znów westchnął. Starszy sięgnął za plecy. W jego rękach pojawiła się jasna skórzana pochwa, w której błysnęła rękojeść noża.

– Pamiętasz ten nóż?

– Pamiętam, dostałeś go od niej na urodziny. Zawsze podkreślałeś, że dawała ci najbardziej trafione prezenty.

– No właśnie, najbardziej trafione.

Dłoń starszego zacisnęła się na rękojeści i szybkim ruchem wydobył nóż z pochwy. Ostrze błysnęło metalicznym blaskiem, jakby kawałek światła na chwilę rozjaśnił przed nimi ciemność. Młody nerwowo cofnął się do tyłu. Otarł znów pot z czoła, tylko tym razem zrobił to tak szybko, jakby za chwilę miał zacząć się bronić tymi spoconymi rękami przed atakiem.

– Co teraz będzie? – spokojnie powiedział straszy obracajać przed sobą smukłe ostrze noża.

– Nie rób nic głupiego. Jesteśmy dorośli. Możemy sobie wszystko wytłumaczyć. Nic nie jest warte tego, żebyśmy się tu pozabijali.

– No właśnie, pozabijali. Kiedy dała mi ten nóż powiedziałem jej, że jest świetny i bardzo mi się podoba. Potem śmiałem się z niej, że jeżeli mnie zdradzi zabiję ją i jego tym nożem. Podkreślałem, że jest tak ostry i długi, że potrafię nim przebić człowieka na wylot. Pamiętam, że chyba wzięła to na serio, bo mówiła, że nie lubi zazdrośników i lepiej, żebym tym prezentem w domu się nie bawił.

Twarz młodego chłopaka zbladła, prawa ręka rozdygotała się jeszcze bardziej.

– Co teraz będzie? – zapytał starszy.

– Z nami?

– Z wami, z tobą i z nią.

– Jutro ma się do mnie przeprowadzić. Część rzeczy chyba już przewiozła. Miała się jeszcze z tobą pożegnać.

Starszy włożył nóż do pochwy. Pochylił się do przodu i spojrzał w ciemność zupełnie jakby chciał nabrać jej w płuca i wypluć to, co leżało mu na samy dnie serca.

– Weź ten nóż. Weź, nie bój się. Może się jeszcze okazać, że tobie będzie bardziej potrzebny niż mi.

Starszy wstał z ławki i szybkim krokiem zniknął za rdzawymi krzakami. Gdzieś w oddali dogorywająca lampa zgasła, a młody chłopak został sam z nożem do filetowania ryb, który trzymał drżącą ręką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *