Z cyklu – rzeczy dziwne, które mnie czasem spotykają

Idę sobie rano do pracy, mijam znajomy sklep, który jako jedyny w okolicy nadal ma zimne piwo (nie wiem dlaczego przyszło mi do głowy właśnie takie skojarzenie), rozkrzyczane dzieciaki, pada drobny deszcz i wydaje się, że się jeszcze nie rozwidniło – tak ciemno! Idę wolno i słyszę za sobą drobne kroki. Szybkie kroki. Szpilki wystukują… Czytaj dalej

lubię jak przykładasz swoje stopy do moich pleców wygiętych w łuk, lubię jak przechodzą przez żebra do serca   wanna mojej krwi, kąpiel czerwonych ust, piana jęków do mycia oczu, szczotka zadrapań do rąk, do zaczesania resztek skóry  w gąbczasty uścisk   lubię jak się tam zamykasz mówisz: z zimna, mówisz: znikam, mówisz: nigdy cię… Czytaj dalej

od nowa powinno żyć się bez śmierci, jak z wyłączonym cieniem, z ulubionym cukierkiem o smaku skóry, co rozpuszcza się w kieszeni by nadal być ciepłym   bez równowagi  po cienkiej linie chodników, boso w góry klatek schodowych, do wind mających jeden przycisk dla niewidomych podpisany: dom   w kolejkach po świeże kości do zmielenia, … Czytaj dalej

gdzie jutro pójdziesz, a umiesz odchodzić na zawsze, gdzie jutro wymieszasz zielony z czarnym, aż wyjdzie ci niezmącona noc   komu przyjdziesz do głowy na chwilę, jakbyś się zgubiła, i w pustostanie jego czaszki  zmieścisz całe swoje życie przygotowane do kolejnej przeprowadzki   klej do powiek  trzymasz w zdjęciach,  w zepsutym ujęciu, one prawie w… Czytaj dalej

Wylądowałem na zupełnym pustkowiu, miejscu o nazwie: Nigdzie to właśnie tu, Nigdzie – jeszcze 3 km, Jeżeli nie byłeś w Nigdzie to czeka cię masa zabawy: mamy baseny, masaże, kort, siatkę do piłki ręcznej, a dla amatorów zwierząt, konie, małego królika, 3 kozy, dziką gęś i szczeniaki kierownika sekcji zajmującej się koszeniem trawników. Dziwne miejsce…. Czytaj dalej

jeżeli położę te litery w poziomie  wyjdzie: usta, a jeżeli w pionie staną się zachwytem nad nimi   linia złożona  z  mocnych sylab  jak wyprostowane ramię otoczone przecinkami paznokci, a te wbite powodują szramy wersów, z których wypływają śliskie słowa   i jakbym nie tworzył zdań całych, i używał do tego tylko zmysłów ciągle mi… Czytaj dalej

uczę oczy moje, aby aportowały światło   lubię być wtedy obojętny na to co znoszą pod nogi   dotykam tylko to, co nie spadło z nieba, tylko to, co jest ciemne na zewnątrz   i wtedy zbrodnia na cieniu przez oskórowanie nie robi nikomu krzywdy   to cieszy mnie niezmiernie, że widzę obrany z patrzenia … Czytaj dalej

nie jest to taka lekkość co zmienia się w spokój, trochę jak płytki sen spadający w głąb nocy, nie ma to blizn ani ran tylko przesiąknięte bandaże kryjace nieudaną zamianę czarnej krwi w bordową nie czuje tego, nie zmienia mnie w innego, nie buduje we mnie dróg uporządkowanych w skrzyżowania, nie ma we mnie kształtu… Czytaj dalej

wpływam na burzę łodziami z oczu   znów widzę przeszklony, zmącony, leniwy wir kropel   rozebrane z powiek, rozwleczone na liście, zamienione w rzekę   ratuję dłonie od utopienia zaciskając palce na obręczy słońca i czekam, aż się przepalą nici mięśni   wszędzie mielizny między chmurami, wyspy granatowego koloru zasypane piorunami   zostaje płynąć z… Czytaj dalej

Zamawianie cz. 4

Kiedy batiuszka Tomasz przechodził przez drzwi domu babki, po wiosennej wichurze nie było śladu. W powietrzu roiły się drobiny piasku, które wymieszane z ciepłym słońcem opadały na ulice i podwórko. Wszedł cicho i od progu zaczął się witać: – Sława Isusu Christu. Babko jesteście? Babko? W domu panowała cisza, pachniało wypaloną świeczką oraz jakimś kwaśnym… Czytaj dalej