ten słony kożuch upałów rzucony na plecy drzew   ten nasycony gęsta mazią słońca sen zastygających ulic   ta otwarta na syk pary dziura nocy   zapamiętują jak się męczę, jak się wyolbrzymiam w przekleństwach odwrotnie do tego co czuję   i jeżeli stanie się bezwietrznie, jeżeli będzie trudno oddychać, ta szara mielizna chmur przypełźnie tu na stałe  … Czytaj dalej

Pełno tu osobliwości, takich jednorazowych spojrzeń na rzeczy, które są tylko na chwilę. I tak: mini-ciągnik, resorak wśród dużych ciągników. Poskładany z czego się da jest jedyny, niepowtarzalny i smutnie piękny. Ustawiony na różnych kołach, ale z chromowanymi felgami, ma zaplecione w warkocz zwoje przewodów, kierownicę od Malucha przeszczepioną razem z kierunkowskazami. Dziecko Frankensteina z… Czytaj dalej

Szklane morze

Zawsze wyglądał na bardzo zmęczonego. Kiedy tak szedł w kierunku sklepu utykał lekko na lewą nogę. Przechylał się na boki, a wtedy spadały na niego kawałki odbijającego się światła ze ścian domów. Bo tak to tu wygląda, że elewacje murowanych domów były malowane na brązowo, a tych drewnianych na pomarańczowo.  Dwupiętrowe proste klocki w ściany… Czytaj dalej

„Indywidualna treść modelu”

Jej obrazy widziałem na jakiejś wystawie będąc przypadkiem u przyjaciół w Warszawie. Była to wystawa mieszana, więc na ścianach galerii wisiało tylko kilka dzieł artystki, o której będzie mowa. Stałem przed nimi z brodą podpartą dłonią, podchodziłem bliżej, oddalałem się z zamkniętym jednym okiem, prawie jak jakiś znawca sztuki. Brakowało mi tylko fajki, którą mógłbym… Czytaj dalej

Uśmiech Mona Lisy

Od rana miałem wrażenie, że Maryśka mnie unika. Ucieka gdzieś wzrokiem, znika z takim półuśmiechem, który świeci niechęcią, bladymi ustami, którym nie chce się rozmawiać. Jak Mona Lisa tylko, że chodzi do kibla, do kuchni, a czasami leży przed telewizorem. Oczywiście mogłem zadać jej pytania typu co się stało, dlaczego jest smutna, ale i tak… Czytaj dalej

wpadłaś mi na plecy, na krzyż, bym mógł nieść cię dalej, powieszą nas nad drzwiami i usłyszę: wreszcie sami   będziemy oddychać betonem, porowatą strukturą stali, przymocowani do siebie zbrojoną konstrukcją związaną palcami   będziemy patrzeć jak starzeją się dywany, jak znikają zasłony dni za oknami, jak poruszają się meble wzdłuż ściany, jak rzucamy blady cień… Czytaj dalej

ciągłe migotanie komór napędza mi koła ślepi   podobno niewidomi chodzą tylko do przodu więc idę   wskazującym rysuje kierunek: tam -> w górę i koślawy krok: lewa, prawa sprawia, że się poruszam, tylko ta końsko-szpotawa ciągle skręca w lewą stronę   i nie mogę zapanować nad pragnieniem charczę, milknę, wyłączone narzędzie mowy pewnie z braku… Czytaj dalej

drzwi

przez otwarte drzwi serca wieje spod żeber   tętniące, pokryte lakieropodobną limfą, dwuskrzydłowe, łuszczące się żyłami w głąb bioder   ilekroć je zamykam, trzaskam nimi, zakrywam kratą milczenia to je otwiera od strony pleców przeciąg   a może gdybym komuś kazał się tam włamać, użyć wytrychów z dotyków, może gdyby udało się rozebrać ten sejf z… Czytaj dalej

maść na oczy

nakłada się cienką warstwą żeby pył łez nie rozdrabniał widoku   wcierasz palcami do czaszki i świeci, zamkniesz powieki i zaczyna pachnieć   a tu wokół zepsute krajobrazy naprawia południowe słońce, dba o skórę z taką lekkością, wchłania się tak łatwo   a ja taki niesmaczny, tyle we mnie kości, niepełny, niesprawny bo źle widzę… Czytaj dalej

w pacierzach masz ciemne włosy, pewnie od nadmiernego przekładania  różańca loków między  palcami   może od słów podatnych na krzyżowanie   od porównania do ciała, które nie smakuje bo nie ma w sobie soli potu   może od znaku pokoju, który tak łatwo wymalować w złość   w tle znika cała chmura myśli złożona w kroplę zimna  … Czytaj dalej